Bond – Superagent przy zielonym stoliku

„My name is Bond. James Bond” – agent 007 po raz pierwszy wypowiada te słowa w filmie “Doktor No”, siedząc przy stoliku w kasynie. Nieprzypadkowo właśnie tu. Bo mister Bond lubi hazard i w grze o duże stawki jest niedoścignionym mistrzem.

Super szpieg brytyjskiej Secret Intelligence Service (MI6) to facet przystojny, inteligentny i wszechstronnie wykształcony, który zna się właściwie na wszystkim. Smoking leży na nim jak ulał, ma nienaganne maniery, w barze zamawia zawsze to samo: martini z wódką, wstrząśnięte, nie zmieszane. Nic dziwnego więc, że w eleganckich kasynach jest zawsze mile widzianym gościem. Przynajmniej do chwili, gdy okaże się, że jest nie do pobicia czy to przy zielonym stoliku, czy przy stole z ruletą.

Sceny, w których agent 007 gra w kasynie o duże pieniądze, pojawiają się w wielu filmach. Już w pierwszym z nich (chronologicznie), czyli w „Doktorze No” (1962 r.), odtwarzający postać Bonda brytyjski aktor Sean Connery gra w bakarata. Z kolei w filmie „Diamenty są wieczne” (1971 r.), część akcji rozgrywa się w Las Vegas, w fikcyjnym kasynie Whyte House, należącym do milionera-samotnika Willarda Whyte`a. Bond gra w tym filmie w kości oraz w ruletkę, gdzie uporczywie obstawia czarną 17.

Dlaczego właśnie tę liczbę? Być może scenarzyści przypomnieli sobie przygodę, jaką – podobno – 8 lat wcześniej przeżył grający Bonda aktor Sean Connery. Otóż wieść głosi, że pewnego razu we włoskim Casino de la Valle Connery kolejne dwa razy postawił na 17-tkę – i przegrał. Postawił po raz trzeci – i tym razem wygrał. Zdecydował się więcej nie obstawiać, ale gdy już odchodził od stołu, kulka znów wylądowała na czarnej 17. Zaintrygowany tym, postanowił kontynuować grę i postawił wszystkie pieniądze, jakie miał, na swój ulubiony numer. I kulka trzeci raz z rzędu zatrzymała się na 17! Uszczęśliwiony aktor zgarnął niebagatelną kwotę 10 tys. funtów.

Nie wiadomo, czy takie zdarzenie naprawdę miało miejsce, czy to anegdota puszczona w świat w ramach reklamy filmu. Raczej to drugie, bo trudno uwierzyć, by w rulecie trzykrotnie pod rząd padł ten sam numer. Choć kto wie, wszak w tej grze wszystko jest możliwe…

W „Świat to za mało” (1999 r.) James Bond trafia do Baku. Tam pierwsze kroki kieruje… do kasyna. Sam tym razem nie gra, ale uważnie obserwuje, jak jego znajoma, Electra King, właścicielka pól roponośnych, toczy karciany pojedynek z właścicielem kasyna. Gra jest prosta – wygrywa ten, kto wyciągnie starszą kartę. A stawką w każdym rozdaniu jest – bagatela! – milion dolarów.

Komandor-porucznik (bo taki stopień ma agent 007) najbardziej dramatyczne przygody przeżywa w filmie „Casino Royale” (2006 r.). Bonda gra tu Daniel Craig. W państwie Montenegro w tytułowym kasynie odbywa się pokerowy pojedynek stulecia. Bond musi pokonać Le Chiffre’a, bankiera terrorystów, który po stracie ogromnej sumy pieniędzy zamierza teraz zdobyć majątek przy zielonym stoliku. Chętkę na zdobycie fortuny mają też inni uczestnicy gry, ale tak naprawdę liczą się tylko Le Chiffre i Bond.

W puli jest 100 milionów dolarów. Podczas przerwy w rozgrywce Bond zostaje w kuluarach napadnięty przez wynajętego zbira, a potem, już przy stole, Le Chiffre próbuje go otruć. Nasz bohater poradzi sobie, a jakże, ale emocje są takie, że włosy stają dęba na głowie…

Nakręcono 24 filmy o Bondzie. W siedmiu z nich rolę agenta MI6 odgrywał Roger Moore, znany wcześniej jako Święty. Ponadto w tę postać wcielali się George Lazenby, Timothy Dalton i Pierce Brosnan. Każdy z nich miał w swych filmach sceny, w których trzymał karty w ręku, albo mając przed sobą stos żetonów, śledził wzrokiem biegnącą kulkę rulety.

Andrzej Klewszczyński

Artykuł ukazał się w Magazynie E-PLAY 4/2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *