Hazard miał zawsze złe konotacje

Chociaż jesteśmy w stanie określić, jaką drogą szły zmiany znaczenia słowa „hazard”, nie wiemy, dlaczego wciąż towarzyszy mu negatywne nacechowanie emocjonalne. Przecież hazard szkodzi dopiero wtedy, gdy przekroczy się granice zdrowego rozsądku.

Czy ktokolwiek w wiekach XI-XII był w stanie przewidzieć, że określenie syna księcia – „księżyc” – w przyszłości stanie się nazwą ciała niebieskiego, które wówczas nazywano „miesiącem, a słowo „miesiąc” zacznie oznaczać określony odcinek czasu? Podobnie my nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak zmienią się znaczenia słów, których dziś używamy. To trochę tak, jak w przypadku ewolucji organizmów żywych – można w przybliżeniu określić jej kierunek, ale „efekt końcowy” pozostanie niewiadomą. Więcej, znając ten „efekt końcowy” nie sposób w pełni wytłumaczyć, dlaczego jest właśnie taki. Z językiem jest podobnie.

Najpierw było ryzyko

Pierwotnie słowo „hazard” oznaczało po prostu ryzyko. „Puścił się na hazard” – mówiono o kimś, kto podjął ryzykowną decyzję. Jeszcze Sienkiewicz w Trylogii używał tego określenia w stosunku do swoich bohaterów, choć już wtedy było ono odbierane jako bardzo niezwykłe. Bo w dziewiętnastowiecznym społeczeństwie ze słowa „hazard” wiało już grozą. A wszystko dlatego, że zmienił się stosunek do gier zwanych hazardowymi. No i zmieniły się wartości, którym hołdowało społeczeństwo. Mówiąc w wielkim skrócie – zatriumfował mieszczański model życia. Ale po kolei.

Hazard jest tak stary jak rodzaj ludzki. Istniał od zawsze, a jego znaczenie rosło szczególnie w tych momentach historycznych, kiedy życie stawało się względnie bezpieczne i przewidywalne.

Potrzeba silnych emocji musiała być jakoś zaspokojona, więc realizowano ją poprzez gry hazardowe, czyli po prostu ryzykowne, takie, których wynik był nieprzewidywalny – można było zyskać, ale można było też stracić. Dzieje rodzaju ludzkiego nie interesują nas zbytnio w tej chwili, więc darujemy sobie szczegółowe śledzenie historii gier hazardowych na przestrzeni wieków i skupimy się na Polsce ostatnich kilku wieków, ograniczając się do gier karcianych.

W karty grali wszyscy

W wieku XVI karty były powszechną rozrywką – grywali wszyscy, nie wyłączając władców. Wielkim miłośnikiem kart był Zygmunt Stary i nikt nie czynił królowi z tego powodu zarzutów, choć przegrywał niekiedy spore sumy. Więcej, karty traktowano jako swoisty klucz do wiedzy, gry karciane były przedmiotem wykładów z logiki na szacownej Akademii Krakowskiej. Pierwsze oznaki przemian pojawiły się wraz z przybyciem do Polski Henryka Walezego, któremu towarzyszyli dworzanie i wyjątkowo biegli w swojej sztuce szulerzy.
Ale po niespełna roku król uciekł do Francji, więc zaraza przestała się rozprzestrzeniać. Hazard nadal znaczył po prostu ryzyko. Wiek XVII niewiele zmienił w tej materii – choć zdarzało się, że w wyniku karcianych rozgrywek tysiące hektarów zmieniało właściciela. Nikt się tym zbytnio jednak nie gorszył. Głosy potępienia były rzadkie i traktowano je raczej jako przejaw zbytniego rygoryzmu moralnego. Znaczącą zmianę przyniosły czasy saskie – gry hazardowe stały się prawdziwą plagą, która zaczęła być poważnym problemem społecznym w wieku XVIII.

Tworzenie aury grzechu

Najpierw słowo hazard zaczęło nabierać negatywnego zabarwienia nie w powszechnej świadomości, ale w literaturze. Choćby w „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach” biskupa Krasickiego, których bohater traci cały odziedziczony po ojcu majątek i popada w długi za sprawą sprytnych szulerów. Zwykły człowiek „hazardując się” po prostu ryzykował. Szuler był postacią złowrogą, sprawcą nieszczęść. Literaturze dzielnie sekundowało malarstwo. Na osiemnastowiecznych obrazach bardzo często pojawia się motyw gry w karty – półmrok, wykrzywione w odrażającym grymasie twarze graczy, towarzyszące im w wulgarnych pozach kobiety.

Wszystko to wytwarzało wokół gry w karty, wokół hazardu, aurę zła, grzechu, czegoś godnego potępienia. Ale w świecie kultury szlacheckiej nadal jeszcze samo słowo hazard nie nabrało w pełni negatywnego znaczenia. W końcu pana poznawało się także po tym, że miał gest i potrafi ł jednego wieczoru przegrać trzy wsie wraz z mieszkańcami. A jeśli nawet zdarzało mu się przegrać cały majątek, tracił go w sposób właściwy dla swojego stanu.

Kres życia z fantazją

Dopiero wiek XIX zmienił taki sposób widzenia hazardu. Stopniowo zaczęły w całej Europie dominować wartości mieszczańskie. W Polsce nastąpiło to stosunkowo późno, bo dopiero po klęsce powstania styczniowego, które było zarówno końcem romantycznych ideałów, jak i kresem świata szlacheckiego z jego fantazją. Kiedy bohater poematu Słowackiego – Beniowski – przegrywa w karty cały majątek, autor podchodzi do tego z pobłażaniem. W literaturze końca XIX i początku XX wieku już nie znajdziemy takiej pobłażliwości.

Hazardziści z powieści Orzeszkowej czy Prusa to postaci co najmniej antypatyczne, a nawet odrażające. Hazardzista jest zdolny do każdej podłości. Hazard jest namiętnością, która prowadzi do zguby człowieka, ale niesie też cierpienie jego bliskim. Trudno się dziwić, że samo słowo „hazard” całkowicie zatraca swoje pierwotne, neutralne znaczenie i zaczyna budzić grozę. „Oddawać się hazardowi” oznacza już coś jednoznacznie złego. Miejsca, gdzie uprawia się hazard, zaczyna otaczać zła sława – mówi się o nich „jaskinie rozpusty”, „szulernie”, „gniazdo występku”. Bo w mieszczańskiej świadomości hazardowi towarzyszy zawsze wszystkie siedem grzechów głównych i parę pomniejszych.

Mieszczańskie obsesje

Obsesję mieszczańskiej kultury na tle hazardu daje się porównać chyba tylko z obsesją na tle masturbacji, zwanej wtedy malowniczo „samogwałtem”. Zresztą prezentowany przez literaturę piękną i „fachową” wizerunek hazardzisty i człowieka oddającego się „samogwałtowi” jest identyczny – blada twarz, podkrążone oczy wyrażające obłęd, wychudzenie, izolacja od rodziny i przyjaciół. Nikt już nie mówi o „puszczaniu się na hazard, czyli podejmowaniu ryzyka.

Bo hazard nie jest już ryzykiem, więc czymś, co niesie niewiadomy wynik. Hazard to pewność zła, upadku, grzechu, występku…

Okres międzywojenny niczego nie zmienia w tej materii. Nawet jeszcze pogłębia ten negatywny obraz hazardu i wzmacnia pejoratywne konotacje samego słowa za sprawą nowego medium o niezwykłej sile oddziaływania – kina. Jeśli w filmach z lat 20. i 30. XX wieku pojawia się motyw gier hazardowych, to zawsze w ujęciu skrajnie negatywnym, takim, jakie dominowało w literaturze mieszczańskiej. A że obraz jest bardziej sugestywny niż słowo, w świadomości społecznej znika zupełnie pierwotny sens wyrazu „hazard” .

Czar” propagandy PRL-u

Czasy „kultury socjalistycznej” nadają hazardowi sens zjawiska aspołecznego. Socrealistyczna „sztuka” i propaganda łączą hazard z postaciami szpiegów zgniłego zachodu i antysocjalistycznych wrogów ludu. Kres socrealizmu nie oznacza rehabilitacji hazardu – odwilż i kolejne okresy w dziejach PRL-u podtrzymują negatywny obraz gier hazardowych, tworząc wokół nich atmosferę czegoś nierozerwalnie związanego ze światem przestępczym.

Nawet dzielny porucznik Borewicz, nasz „agent 07″, w jednym z odcinków serialu wkracza do takiej jaskini hazardu, w której aż roi się od prostytutek, cinkciarzy i badylarzy (badylarz – to kolejny czarny charakter socjalizmu).

I choć, jak powszechnie wiadomo, wszyscy na czele z sekretarzami KC kontestowali rzeczywistość PRL-u, to jednak ulegli „czarowi” propagandy i słowo „hazard” utrzymało swój negatywny charakter.

Klewczyński Andrzej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *