Inwazja niemieckich bandytów

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (3 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Rozmiar czcionki:
Print Friendly, PDF & Email

Na 100-lecieodzyskania niepodległości przez Polskę rząd będzie łupił obywateli trzystu „jednorękimi bandytami” kupionymi od Niemców. Wkrótce nad Wisłą pojawią się tysiące „bandytów”, a stawką gry są setki milionów złotych!

Jarosław Kaczyński

„Trzeba radykalnie ograniczyć hazard w Polsce. Idealne byłoby całkowite jego zakazanie, a jeśliby uznać, że to niemożliwe, to ograniczenie. Takie bardzo poważne ograniczenie jest rzeczą dobrą, pożyteczną społecznie. Ludzie, bardzo często ludzie młodzi są w istocie okradani, chyba trzeba użyć takiego słowa. Przez tych, którzy prowadzą różnego rodzaju gry hazardowe. Trzeba z tym skończyć”.


Oto, jak realizowane są wytyczne prezesa.

1 kwietnia 2017 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o grach hazardowych, zgodnie z którą wyłącznym organizatorem gier na automatach (poza nielicznymi kasynami) jest podległa premierowi Mateuszowi Morawieckiemu spółka Totalizator Sportowy. Z rynku zniknęło kilkadziesiąt tysięcy automatów należących do prywatnych firm, a ich miejsce zajmą maszyny państwowe. Otwarto już pierwsze salony hazardowej rozpusty z tzw. jednorękimi bandytami w Warszawie, Białymstoku, Bydgoszczy, Krzeszowicach.

Następne uruchomione zostaną m.in.w Bielsku-Białej,Chorzowie, Jeleniej Górze, Legnicy, Szczecinie, Tychach, Słupsku, Kołobrzegu, Toruniu, Gnieźnie, Bełchatowie, Nowym Sączu, Zakopanem, Nowym Targu, Zielonej Górze, Gdańsku, Sosnowcu, Rybniku, Legionowie, Ełku, Świnoujściu.

Do końca 2018 r. będzie działać już 50 salonów i co najmniej 1220 maszyn.

Pisowska władza jest tak bardzo przesiąknięta patriotyzmem, że ogłosiła, iż nie da zarobić obcym i wszystkie automaty wyprodukuje sama w podległych rządowi spółkach.

„Skoro na automaty mamy wydać miliard złotych, to lepiej, by nie kupować urządzeń za granicą, lecz zainwestować te pieniądze w polski przemysł”

– mówił ówczesny prezes Totalizatora Sportowego Radosław Śmigulski.

Produkcją miały zająć się wspólnie Wojskowe Zakłady Łączności nr 1 w Zegrzu, Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych i Exatel.

Grzegorz Banecki, prezes Wojskowych Zakładów Łączności nr 1 snuł wizje świetlanej przyszłości:

„Zdecydowaliśmy się podjąć produkcji automatów o niskich wygranych. Mam zasoby ludzkie, by podołać temu wyzwaniu. Kilkanaście lat pracowałem w branży bankomatów, a to pokrewne urządzenia. Wspólnie z Exatelem próbujemy stworzyć w Polsce nową gałąź przemysłu i zapewnić monopol państwa w produkcji takich maszyn. Na razie pracujemy nad montownią – elementy urządzeń, jak monitory, klawisze, drukarki, będziemy kupować na rynku i składać. Zakupimy też gry. W przyszłości liczymy jednak, że i te wyprodukują rodzime firmy. W polskich ośrodkach akademickich jest niezbędna wiedza, by je tworzyć”.

Wtórował mu prezes Exatela Nikodem Bończa-Tomaszewski:

„Mamy kompetencje w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego i przetwarzania danych, jesteśmy narodowym operatorem sieci strategicznych”.

Prototyp maszyny miał być gotowy na przełomie maja i czerwca 2017 r., aby po trzech, czterech miesiącach ruszyć z produkcją masową. Dzisiaj prezes Banecki nie jest już tak rozmowny. Nie odpowiedział na pytania „NIE”, m.in.ile wyprodukowano automatów, ile ma wynieść produkcja docelowa, jaki jest koszt jednego automatu.

Nieco bardziej wylewna jest Aida Bella, rzeczniczka Totalizatora Sportowego:

„Spółki skarbu państwa, tj. WZŁ nr 1, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych i Exatel, kończą obecnie pracę nad infrastrukturą, systemami, jak i urządzeniami. WZŁ nr 1 deklaruje, że już wkrótce automaty ich produkcji będą dostępne dla graczy w salonach Totalizatora Sportowego”.

Są to jednak czcze obietnice. Nie ma najmniejszych szans, aby stworzyć od podstaw automat w ciągu kilkunastu miesięcy. Potrzebne są nie tylko pieniądze, zaplecze, technologia, ale przede wszystkim ludzie z doświadczeniem w branży, a takich państwowe spółki nie mają. Potrzebny jest też czas na przygotowanie projektu, uruchomienie produkcji, przeprowadzenie testów, uzyskanie certyfikatów itp.

Ponieważ spółki nie mogą się wywiązać z obietnicy, a Totalizatorowi Sportowemu zaczął się palić grunt pod nogami (opóźnienie w uruchomieniu salonów to nie tylko straty wizerunkowe, ale przede wszystkim finansowe), zapadła decyzja, żeby kupić 300 „jednorękich bandytów” od niemieckiej firmy Merkur Gaming, jednego z największych producentów automatów.

Nie ujawniono szczegółów transakcji ani zakresu współpracy, ale zdaniem moich informatorów planowane są kolejne zakupy w niemieckiej firmie. To jednak nie koniec. W ciągu czterech, pięciu lat ma powstać nawet 250 salonów, w których zainstalowanych będzie 38 tys. maszyn. Rzeczniczka Totalizatora Sportowego nie chciała zdradzić „NIE”kosztów biznesu, twierdząc, że

„poziom dochodowości tego przedsięwzięcia, a także ostateczną liczbę salonów, ich formatów i lokalizacji czy poziom nakładów inwestycyjnych będziemy w stanie oszacować po zakończeniu pilotażu, który pokaże, jak duże jest zainteresowanie tą formą rozrywki”.

Jednak z rachunków specjalistów, z którymi rozmawiałem, wynika, że przedsięwzięcie pochłonie ok. 1,3 mld zł, z czego większość stanowić będzie koszt zakupu maszyn (cena„jednorękiego bandyty” to ok. 30 tys. zł). Szacowane roczne zyski to ok. 600 mln zł, interes więc szybko się zwróci. Rynek jest perspektywiczny.

Z przeprowadzonych badań wynika, że 50 procent Polaków wydaje pieniądze na gry hazardowe, z czego większość bierze udział w grach organizowanych przez Totalizator Sportowy.

A skoro hazard jest złodziejstwem, jak twierdzi prezes Kaczyński, to rząd, który czerpie z niego korzyści, na pewno nie jest Janosikiem.

Źródło: NIE


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *