Kolejny rząd przegrywa walkę z hazardem

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Rozmiar czcionki:
Print Friendly, PDF & Email

Politycy PiS obiecywali, że zrobią porządek z hazardem i państwo zacznie zarabiać na grach. Tymczasem wciąż nie ma państwowych automatów tzw. jednorękich bandytów. Nie wiadomo też, kiedy ruszy e-kasyno, bo sprawę nieskutecznie prowadzi Totalizator Sportowy. A do budżetu wpływają mniejsze podatki, niż zakładano.

Za rządów PiS od 2015 r. udało się jedynie zatrzymać w czwartek byłego wiceministra finansów Jacka Kapicę, który był twarzą PO-PSL w walce z nielegalnym hazardem.
W 2017 r. do budżetu państwa miało wpłynąć ponad 1,7 mld złotych z opodatkowania hazardu Po 11 miesiącach ubiegłego roku (pełnych danych jeszcze nie ma) do państwowej kasy trafiło 1,47 mld zł, czyli niemal tyle samo, co przez cały 2016 r. Patrząc na dynamikę wpływów – co miesiąc z opodatkowania gier państwo ma ok. 120-150 mln zł – nie ma szans, aby zrealizowały się szumne zapowiedzi rządu PiS o poważnym, hazardowym zastrzyku dla budżetu po zmianach w sposobie opodatkowania gier i legalności hazardu.

I to pomimo że ustawa hazardowa przyjęta w 2017 r. przez rząd Beaty Szydło była naprawdę rewolucyjna. Po pierwsze, zarządzono likwidację czarnego rynku automatów o niskich wygranych. Rzeczywiście, od 2009 r., czyli wejścia w życie poprzedniej ustawy hazardowej, do kwietnia 2017 r. zarekwirowano ok. 80 tys. nielegalnych automatów. W czasie obowiązywania nowych przepisów na lokale z „jednorękimi bandytami” nadal trwały naloty służb Krajowej Administracji Skarbowej, którym udało się namierzyć kolejne 20 tys. nielegalnych maszyn.

Pojawił się też rejestr domen nielegalnych serwisów hazardowych (jest ich łącznie ponad 1,5 tys.), które operatorzy telekomunikacyjni muszą blokować.
Szarą strefę udało się więc ukrócić. Wzrosły też dochody zarejestrowanych, legalnych bukmacherów. Ale sukcesów z zarabianiem na hazardzie państwu brakuje. Wpływy z hazardu są niższe niż na początku rządów PO-PSL.

Miliard w środę albo nie

Dwa duże monopole państwo przekazało Totalizatorowi Sportowemu. Ta państwowa spółka miała zorganizować i zarządzać siecią 35 tys. państwowych, legalnych automatów. Pierwsi „jednoręcy bandyci” od państwa mieli pojawić się na rynku najpóźniej w czwartym kwartale 2017 r.

„Myślimy o uruchomieniu 50 punktów z kilkuset urządzeniami, wybraliśmy 43 lokalizacje. Będziemy obserwować, jak te automaty zostały przyjęte przez rynek. W perspektywie dwóch-trzech lat chcielibyśmy wyczerpać limit, który daje nam ustawa, czyli 35 tys. urządzeń” – zapewniał rok temu ówczesny p.o. prezesa TS Radosław Śmigulski.

Do dziś jednak nie zamontowano ani jednej maszyny.

„Widziałem automaty przygotowane przez Wojskowe Zakłady Łączności już kilka miesięcy temu. Są dosyć toporne, w stylu lat 90. Ale są. Wciąż czekają na oprogramowanie, które ma dostarczyć Totalizator, ale nie jest ono gotowe” – mówi nam ekspert, który doradza rządowi w budowie systemów informatycznych

Totalizator odmówił nam udzielenia informacji, kiedy i w jakiej liczbie „jednoręcy” pojawią się na rynku. „W efekcie nieudolności TS podatków, które powinny już od kilku miesięcy płynąć z tego źródła, jak nie było, tak nie ma” – zwraca uwagę ekspert.

A przecież był to jeden z powodów zmiany prawa hazardowego w Polsce. W ocenach skutków regulacji zakładano, że tylko w pierwszym roku funkcjonowania ustawy do budżetu trafi dodatkowo 637 mln zł, a w 2018 r. już prawie 1,5 mld zł. Docelowo hazard miał przynosić ponad 2,3 mld zł rocznie.

Na razie nowa ustawa hazardowa generuje koszty. Za samo przechowywanie skonfiskowanych „jednorękich bandytów”, których łącznie w magazynach KAS jest ok. 90 tys., państwo płaci ok. 720-780 tys. zł miesięcznie i nie wiadomo, jak długo będzie płacić, bo ustawa nie przewidziała, co zrobić z tymi maszynami.

Tajemnice Totalizatora Sportowego

Ciężko też liczyć na poprawę wpływów budżetu z hazardu, gdy nie ma też wpływów z drugiego państwowego monopolu, który dostał Totalizator, czyli obstawiania zakładów Lotto przez internet. Przetarg na organizację e-kasyna TS rozstrzygnął kilkanaście dni temu po prawie pół roku od ogłoszenia. Ma je wykonać konsorcjum amerykańsko-izraelskich spółek Playtech Services Limited oraz Playtech Software Ltd. I… właściwie nic więcej o e-kasynie nie wiadomo.

„Postępowanie wyłaniające zwycięzcę przetargu trwało bardzo długo i praktycznie wszystko wokół niego jest utajniane przez Totalizator. Nic o e-kasynie nie wiadomo” – zwraca uwagę ekspert.

Totalizator odmówił nam odpowiedzi na pytania. Ile firm było chętnych budować ten system, jakiej wysokości były ich oferty, a nawet kiedy planowane jest uruchomienie e-kasyna. Za to w oficjalnym komunikacie TS chwali się, że da ono „niezliczone korzyści graczom i skarbowi państwa”. Jakie konkretnie? Tego też nie wiadomo.

Rzeczniczka TS Aida Bella odpisuje nam jedynie:

„Dysponujemy wyliczeniami dotyczącymi szacowanych przychodów ze sprzedaży online gier kasynowych, jednak na tym etapie projektu nie chcemy ich jeszcze ujawniać. Wynagrodzenie konsorcjum wyliczane jest procentowo od wielkości Gross Gaming Revenue (suma środków wpłaconych przez uczestników gier, pomniejszona o wypłaty wygranych). Nie możemy podać szczegółów, gdyż stanowiłoby to naruszenie tajemnicy handlowej”.

Jedyne, co wynika z jawnych dokumentów przetargowych, to wysokość wadium (1 mln zł) i 50 mln zł zabezpieczenia od wykonawcy e-kasyna. Czyli spore sumy, które mogą trochę powiedzieć o wysokości kontraktu, bo z zasady nie bierze się od wykonawcy zabezpieczenia wyższego niż wartość umowy.

Wody w usta nabrał też rząd. Ministerstwo Finansów odcina się od Totalizatora, stwierdzając, że nie nadzoruje tej spółki. Podlegała ona do niedawna pod resort rozwoju, ale wraz z rekonstrukcją rządu przeszła pod bezpośredni nadzór premiera Morawieckiego. Centrum Informacyjne Rządu przez trzy tygodnie nie odpisało na nasze pytania o stan realizacji przez tę spółkę skarbu państwa państwowych monopoli.

Konkretnych informacji nie mogą się też doczekać posłowie. Odpowiedzi na kolejne interpelacje są tak ogólne, że w najnowszej poseł Kukiz’15 Bartosz Jóźwiak poprosił o złożenie odpowiedzi do Kancelarii Tajnej Sejmu, aby uniknąć zasłaniania się tajemnicą handlową przez Totalizator.

Skąd afera z „jednorękimi”

Po aferze hazardowej z czasów PO dotyczącej lobbingu wokół opodatkowania hazardu, w 2009 r. uchwalono nową ustawę, która miała wyczyścić Polskę z automatów o niskich wygranych, czyli tzw. jednorękich bandytów. Według Służby Celnej w całej Polsce było ich wtedy aż 53 tys.

Ustawa zakładała, że wszystkie te maszyny znikną z rynku, a pomysłem na to nie była jednorazowa delegalizacja, ale wstrzymanie wydawania nowych koncesji i czekanie, aż wygasną stare. I tak z roku na rok maszyn miało być mniej. Od 29 października 2015 r., kiedy wygasały ostatnie koncesje, rynek miał być wolny od „jednorękich bandytów”.
Szybko jednak się okazało, że nowe prawo jest nieskuteczne. Choć celnicy wciąż rekwirowali maszyny, które działały bez koncesji (przez pięć lat zdjęli z rynku ponad 40 tys. automatów), ale była to walka z wiatrakami.

Rząd PO uchwalonej ustawy nie notyfikował w Unii, więc właściciele zarekwirowanych maszyn nie uznawali nowej ustawy i złożyli skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który w 2012 r. uznał, że polski rząd popełnił błąd i brak notyfikacji oznacza, że prawo nie dotyczy „jednorękich”. Właściciele automatów zaczęli więc rekwirowanie maszyn zaskarżać. A sądy orzekały różnie. Niektóre na korzyść przedsiębiorców, nakazując państwu zwrot automatów.

Maszyny wracały na rynek. Koncesje na nie wygasły i funkcjonowały w nieopodatkowanej szarej strefie. Ta nieskuteczność walki z „jednorękimi” wzbudzała kontrowersje przez cały czas urzędowania Kapicy. Do tego stopnia, że w 2013 r. do jego gabinetu wkroczyli funkcjonariusze CBŚ. Śledczym wydało się bowiem zbyt podejrzane, że w Polsce wciąż działają tysiące „jednorękich bandytów”. Zgodnie z prawem na tych automatach można było grać tylko o minimalne stawki, jednak w rzeczywistości ograniczenia nie istniały, bo automaty były poza kontrolą.

Źródło: Gazeta Wyborcza


Otagowano jako

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *