Lotto – czyli nic nie jest takie, jakim się wydaje

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Rozmiar czcionki:
Print Friendly, PDF & Email

Lotto, totolotek, totalizator… znamy to wszyscy. Każdy z nas grał lub zna kogoś, kto grał. Znamy twardych graczy, okazjonalnych, znamy grających systemami, analizujących wyniki, znamy stawiających na swoje szczęśliwe liczby jak również oddających wybór liczb maszynie. Lotto jest częścią naszego życia, nie tylko dlatego, że gramy.

Nie tylko dlatego, że słyszymy lub oglądamy reklamy. Nie tylko dlatego, że osobiście znamy grających. Lotto jest częścią naszego życia ponieważ pozwalamy na to. Lubimy je lub po prostu akceptujemy. Zazdrościmy zwycięzcom, nie bardzo smucimy się z kilku złotych przegranej. I lubimy te marzenia i ten dreszczyk oczekiwania na wyniki…

Warto zwrócić uwagę na poważny dysonans. Całkiem spora część ludzi postrzega hazard źle. Przez pryzmat uzależnień, historii o przegranych fortunach czy krętych ścieżek naszej polskiej, twardej legislacji. Jednak trudno to zrozumieć bo przecież zakładamy się na każdym kroku… Zakładamy się z ZUS-em, że przeżyjemy więcej niż średnia. Biorąc ślub zakładamy się o połowę majątku, że będziemy zawsze razem… A mimo to hazard nosi swoje brzemię. I teraz te same osoby, które piętnują hazard nie mają nic przeciwko Lotto. Chętnie zagramy od czasu do czasu… A przecież Lotto to czysty hazard. Z mniejszym niż w przypadku kasyna prawdopodobieństwem wygranej. Skąd to rozdwojenie jaźni?

Co ciekawe, zupełnie podobna sytuacja występuje w przypadku papierosów. Badania naukowe wykazały, że nikotyna jest najbardziej uzależniającą znaną nam substancją. Paleniu papierosów towarzyszy wiele efektów ubocznych, takich jak dym i dziesiątki rakotwórczych substancji. Skąd więc w społeczeństwie przyzwolenie na nikotynę podczas gdy inne substancje, znacznie mniej uzależniające, są postrzegana jako zło wcielone? Oczywiście, palacze nie są wszędzie mile widziani ale są tolerowani.

Odpowiedź sprowadza się do zadania pytania… A zadali je już starożytni Rzymianie… Qui Bono? Czyli najpierw sprawdźmy, kto z tego odnosi korzyść?

Nietrudno wskazać, że największym beneficjentem sytuacji, w której jeden rodzaj hazardu czy jeden rodzaj narkotyku jest społecznie tolerowany – jest Państwo. To właśnie Państwo pobiera wysokie podatki w cenie papierosów jak i większość sutych zysków Lotto. I nietrudno dojść do wniosku, że ta sytuacja nie jest zastana ale czynnie wypracowana przez wychowanie, przyzwolenie, klimat wobec “akceptowanych” rodzajów hazardu czy też akceptowanych narkotyków. Czy mówiąc o Państwie mówimy o społeczeństwie czy też o grupie rządzących – to już jest kwestią naszych przekonań. Ja mogę tylko zauważyć, że przyzwolenie na palenie papierosów przez część społeczeństwa kosztem jego zdrowia, w imię pozyskania pieniędzy na rzecz społeczeństwa, w tym na walkę z nałogiem jest… schizofrenią do kwadratu.

No właśnie, nic nie jest takie jakie się wydaje. Lotto również. Lotto to czysty hazard, zmiękczony przez niską barierę wejścia, powszechną dostępność i ogólną akceptację.

Zrozumiawszy ten prosty w sumie fakt i przez to już spokojniejsi… wchodzimy do gry. W Lotto oczywiście 🙂 Warto się teraz zastanowić co my właściwie kupujemy w punkcie Lotto? Czy to jest kupon – papier będący dowodem wyboru konkretnych liczb? Może kupujemy jakieś prawdopodobieństwo wygranej? A może kupujemy swoje marzenia? Dostajemy fizyczny kupon ale płacimy za znacznie więcej. A w jaki sposób można to zrobić lepiej?

Internet dokonuje dużej zmiany w sposobie w jaki żyjemy. Dokonuje “odfizycznienia”. Rzeczy, które wcześniej były bardzo fizyczne przestają fizycznie istnieć nie tracąc nic ze swojej użyteczności. Przykłady? Karta kredytowa, to nie musi być plastik, to może być usługa na smartfonie. Książka już nie musi szeleścić papierem, możemy ją dostać w ciągu kilku sekund jako plik i czytać na tablecie. Księga wieczysta to już nie jest księga, to udostępniona w Internecie baza danych. Płyty nie musimy misternie rozwijać z folii, mamy ich miliony w popularnych serwisach muzycznych. A kupon Lotto… nie musi być już papierowy. Przecież zakup kuponu Lotto powinien być dużo prostszy niż zlecenie przelewu w banku. Wsparty odpowiednim szyfrowaniem dowód wyboru konkretnych liczb może przyjść drogą elektroniczną.

I jak to w Internecie bywa, nagle okazuje się, że świat jest znacznie większy, niż nam się wydawało. I czasami znacznie ciekawszy niż to, co znamy z naszego podwórka. Że jest Lotto nie tylko polskie i nie tylko europejskie ale również amerykańskie, hiszpańskie, południowoafrykańskie… i wiele, wiele innych. Okazuje się, że mamy różne kumulacje, różne prawdopodobieństwa wygranej. Ale jak w tym wszystkim się połapać? Jak można grać na tylu różnych rynkach?

Gdy jest potrzeba, przychodzi rozwiązanie. Rozwiązanie bardzo proste ale przecież… nic nie jest takie, jakie się wydaje. W jaki sposób można w jednym serwisie zgromadzić kilkadziesiąt narodowych loterii, które niechętnie wchodzą we współpracę dystrybucyjną i zaoferować te loterie w różnych krajach świata? Pomysł najbardziej oczywisty: zatrudniamy agentów w każdym kraju, którzy na nasze zlecenie kupują kupony Lotto. Niestety w tym przypadku mamy bardzo dużo problemów. Po pierwsze koszty. Wynagrodzenie kilkudziesięciu agentów to bardzo duże obciążenie. Jak dużo musiałyby kosztować kupony by wystarczyło na ich zakup oraz uczciwą marżę dla pośrednika? Po drugie – elastyczność. Z jakim wyprzedzeniem muszę skreślić “moje” liczby by agent zdążył wypełnić kupon w odległej części świata. Jeżeli robi to tylko dla mnie to pewnie godzina wystarczy. Ale jeżeli ma do wypełnienia kilkanaście tysięcy kuponów… To się może nie udać. Po trzecie – bezpieczeństwo. Agenta, który akurat kupił zwycięski kupon możemy już nigdy nie zobaczyć.

To prawdopodobnie nie zadziała i właściwie cała rzecz wydaje się z góry skazana na niepowodzenie. A przecież wystarczy uświadomić sobie, że nic nie jest takie, jakie się wydaje. Bo przecież Lotto to nie jest kupon. Nie płacimy za kawałek papieru. Płacimy za prawo do naszych marzeń oraz za… prawdopodobieństwo wygranej. I tutaj jest przełom. Przecież prawdopodobieństwo wygranej to abstrakcja, na którą loteria nie ma monopolu. To prawdopodobieństwo możemy sprzedawać sami!

Wyobraźmy sobie, że mamy (znów) kilkanaście lat i tata prosi nas, byśmy poszli do punktu Lotto i skreślili jakieś konkretne liczby. Albo po prostu kupili jakiś kupon. Tata niekoniecznie chce widzieć kupon ale oczywiście chce dostać ewentualną wygraną. Jeżeli spaliśmy na lekcji matematyki gdy przerabiany był rachunek prawdopodobieństwa to oczywiście kupujemy blankiet. Ale jeżeli uważaliśmy na lekcji to wiemy, że duża wygrana taty, choć bardzo mu tego życzymy, jest skrajnie mało prawdopodobna. Mniej prawdopodobna niż śmierć w szczękach krokodyla. Zostanie astronautą. Ślub ze znaną aktorką lub aktorem. Jeżeli więc nie spaliśmy na lekcji, połowę pieniędzy przeznaczamy na nasz “fundusz wygranych” a resztę… wydajemy na batona. Albo owoce. Albo chowamy do kieszeni. I to się sprawdzi ponieważ Lotto około połowę obrotów przeznacza na wygrane.

Jest tylko jeden problem. Duże wygrane. Choć to bardzo mało prawdopodobne ale jednak teoretycznie możliwe, że tata wygra kumulację. W życiu nie uzbieramy takiej sumy z naszego “funduszu nagród”. Ale jest też rozwiązanie. Możemy taką wygraną ubezpieczyć.

I tak, w bardzo dużym uproszczeniu działają serwisy integrujące różne loterie na jednej stronie. Grając na przykład w UK Lotto, amerykański PowerBall czy polskie Lotto przeważnie (choć nie koniecznie) nie gramy na tej loterii. Obstawiamy wyniki loterii ale nie został kupiony fizyczny kupon. Za to, jak najbardziej, kupiliśmy prawdopodobieństwo wygranej. Oraz nasze marzenia, w gratisie. Serwis przyjmuje nasz zakład, pobiera za to opłatę i oferuje wypłatę wygranej takiej samej wysokości jak loteria, którą obstawialiśmy. I znowu okazało się, że nic nie jest takie, jakie się wydaje… choć rezultaty będą takie same.

A w jaki sposób sprzedaje nam prawdopodobieństwo serwis lotto? Trzeba sobie uświadomić, że zasady wszystkich loterii są ustawione w ten sposób, by loteria zawsze zarobiła swoją część obrotów. Loterii więc nie szkodzą kumulacje a nawet pomagają. Loteria zawsze zarobi około 50%. Ale serwisowi lotto duże wygrane już nie są obojętne gdyż płaci je prosto ze swojej marży a klientów ma znacznie mniej niż loteria. Serwis lotto osiągnie zyskowność 50% pod warunkiem, że ma wystarczająco dużo klientów. Czyli najlepiej tyle klientów, ilu ma loteria. Ale ma ich znacznie mniej. W dalszym ciągu, średnio rzecz biorąc, około połowę obrotu przeznacza na wygrane. Ale duża wygrana, przy mniejszej niż loteria skali działalności, oznaczać może bankructwo (…)

Witold Gedymin.

Całość dostępna TUTAJ


Otagowano jako

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *