Monaco hazardem stoi

To nie tylko najsłynniejsze kasyno na świecie, ale także prawdziwa perełka architektury. Nic dziwnego, że ta świątynia hazardu przyciąga – jak magnes – graczy z bliska i z daleka; i tych utytułowanych, z grubymi portfelami i tych skromnych, którzy liczą na łut szczęścia, a póki co, rozkoszują się atmosferą luksusu odczuwaną tu na każdym kroku.

Niedawno minęło 150 lat od chwili, gdy otworzyło podwoje kasyno Monte Carlo. Do tego czasu mało kto słyszał o maleńkim księstwie Monaco, wtłoczonym między Francję a Włochy i rządzonym przez wiele wieków przez ród Grimaldich. O Monaco stało się głośno dopiero wtedy, gdy panujący tam naówczas książę Karol III, chcąc podreperować budżet księstwa, zdecydował się postawić na hazard.

Pierwsze, niewielkie kasyno powstało w Monaco w 1856 r. Do jego prowadzenia powołano spółkę o nazwie Towarzystwo Kąpieli Morskich (S.B.M.). Do dziś zarządza kasynami w Monako, nadzorowane przez rodzinę książęcą. Jednakże ta wymarzona jaskinia hazardu prosperowała gorzej niż kiepsko i nie przynosiła spodziewanych dochodów. Podobnie było z drugim kasynem, otwartym w 1862 r. Sprawa ruszyła z miejsca dopiero wówczas, gdy do rzeczy wziął się Francois Blanc, który doświadczenie w branży zdobywał w niemieckim Bad Homburg, w tym czasie najsłynniejszym ośrodku gier w Europie.

Nowy dyrektor S.B.M. doprowadził do wzniesienia reprezentacyjnego kasyna, a w jego bezpośrednim sąsiedztwie opery, luksusowego Hotel de Paris i nieopodal Cafe de Paris, ponoć najwytworniejszego lokalu na całym Lazurowym Wybrzeżu. Bo Blanc chciał, by wszystko tu było w najlepszym stylu i najlepszej jakości. Energiczny przedsiębiorca-wizjoner zadbał też o to, by do Monaco doprowadzono linię kolejową, zrekonstruowano port morski, założono parki i skwery, otwarto dziesiątki eleganckich sklepów. I tak powstało miasto Monte Carlo, gdzie niebawem ściągać zaczęła europejska arystokracja, koronowane głowy, bogacze zza Atlantyku, szejkowie arabscy i rekiny międzynarodowej finansjery.

Skąd wzięło się to zawrotne powodzenie? Złożyło się na to kilka czynników. W Anglii, Francji i w Niemczech znacznie utrudniono lub wręcz zakazano prowadzenia gier hazardowych, na czym oczywiście zyskało kasyno w Monte Carlo. Ponadto Monako oferowało tak komfortowe warunki pobytu oraz takie atrakcje (opera, regaty żeglarskie, rewie mody itp.) jakich nie było w żadnym innym europejskim centrum hazardu. Nic więc dziwnego, że Monte Carlo stało się ulubionym miejscem spotkań światowej elity.

Kogo tu nie było! W kasynie gościli m.in. angielski król Edward VII, egipski król Faruk, szach Iranu Reza Pahlawi, cesarz Etiopii Hajle Sellasje i wiele książąt z carskiej dynastii Romanowów. Świat artystyczny reprezentowali wielka aktorka Sarah Bernhard, śpiewacy Enrico Caruso, Fiodor Szalapin, Maria Callas, reżyser i aktor Charlie Chaplin, malarz Salvador Dali i in. Zaś w czasach nam bliższych kasyno odwiedzali m.in. księżna Diana, Prince, Elton John, Dalida, Sean Connery, Richard Burton i wiele, wiele innych osób będących na świeczniku.

Po II wojnie światowej okres prosperity się skończył. We Francji i we Włoszech zniesiono zakaz prowadzenia kasyn, więc Monte Carlo zyskało silną konkurencję i to pod samym bokiem. Turystów było jak na lekarstwo, bo po wstrząsie wojennym ludzie niechętnie podróżowali. I wreszcie po trzecie, przestali napływać bogaci gracze z Ameryki, bo w tym czasie już rozkręcało się Las Vegas. Wszystko to odbiło się na dochodach monakijskiego kasyna, które znalazło się o krok od bankructwa.

Dość niespodziewanie na ratunek mu pospieszył znany grecki armator i miliarder, Aristoteles Onassis – wykupił ponad połowę akcji S.B.M. oraz włożył pieniądze w remont kasyna i budowę hipodromu. To pozwoliło finansom księstwa stanąć na nogi. Monte Carlo odzyskało dawną renomę – znów zaczęły zjeżdżać tłumy gości, spragnionych wygranej przy stole z kręcącą się kulką. A w kilka lat później książę Rainer III wykupił akcje Onassisa i w ten sposób księstwo Monako stało się całościowym właścicielem słynnego przybytku hazardu, czyli kury znoszącej złote jaja.

W Monaco poza kasynem Monte Carlo istnieją jeszcze trzy lokale, w których gra się w ruletkę i bakarata. Ale to margines, bo naprawdę liczy się tylko słynne kasyno powstałe w latach 60-tych XIX wieku. Francois Blanc do jego budowy zaangażował grupę francuskich architektów, a kierownictwo sprawował Charles Garnier, twórca m.in. paryskiej opery i teatru w Nicei. Prace ciągnęły się długo, ale powstało dzieło najwyższej klasy. Zachwyca zarówno bogato zdobiona fasada budynku, jak i luksusowo urządzone wnętrza: Sala Renesansowa, Sala Biała, Sala Europejska, Sala Różowa, Sala Amerykanów i in.

Rodzimi mieszkańcy Monaco nie mogą grać w kasynie – wstęp mają tu tylko obcokrajowcy (przy wejściu trzeba okazać paszport). Godziny otwarcia: od 12.00 do rana. Obowiązuje ściśle określony dress code (np. nikt nie zostanie wpuszczony w krótkich spodenkach ani w odkrytych sandałach). Po zmierzchu obligatoryjne są toalety wieczorowe, garnitury i krawaty. Smokingi mile widziane.

W co się gra w kasynie Monte Carlo? Przede wszystkim w ruletę – francuską i amerykańską, a także w bakarata i w Blackjacka. Gra się również w pokera, w punto banco (odmiana bakarata), w kości i w ”trente et quarante” („30 i 40” zwane też „czerwone i czarne”). Ukłonem w stronę nowoczesności są automaty do gry, ustawione w osobnych salach.

Nikt nie wie, ile razy w Monte Carlo doszło do „rozbicia banku” – tak określa się wydarzenie, gdy któryś z graczy wygra więcej pieniędzy niż suma wszystkich żetonów na stole. Wówczas stół przykrywa się czarnym suknem i to oznacza, że tego dnia już nie ma gry na tym stole. Jednakże zdarza się to rzadko, bardzo rzadko.

Jednym z tych, którzy dostąpili takiego uśmiechu fortuny był warszawski przemysłowiec Stanisław Henneberg, współwłaściciel wytwórni platerów i wyrobów ze srebra. W początkach XX w. udał się na Lazurowe Wybrzeże i tu, z nudów, odwiedził kasyno w Monte Carlo. Grał pierwszy raz w życiu, ale za to z jakim powodzeniem! Obstawiał numer – i kulka zatrzymywała się właśnie tam. I tak raz po razie. Podobno wygrał 7 mln franków, co licząc w dzisiejszych złotych wynosi – bagatela! – 500 mln. Niestety, równie szybko roztrwonił pieniądze, jak je wygrał. Po trzech latach był kompletnie spłukany. Wrócił więc do Monte Carlo kusić fortunę od nowa. Niestety, złośliwy los dał znać o sobie – tak jak przedtem stale wygrywał, tak teraz każda próba pokonania krupiera kończyła się porażką. I w rezultacie niedawny krezus musiał pożyczać pieniądze na powrót do Warszawy…

Andrzej Klewszczyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *