Oddajcie nam nasz festiwal!

Polscy gracze znowu się nie popisali! Nie mówię tutaj o wyniku sportowym, ale o zachowaniu „orłów” w czasie Poker Fever CUP. Co więcej, wygląda na to, że z przystanku na przystanek jest pod tym względem coraz gorzej. Sytuacja jest na tyle bulwersująca, że myślę, iż bez zbędnych wstępów przejdę od razu do meritum.

Zawsze mnie uczono, że przez całe życie tylko my – nikt inny – pracujemy na własny rachunek i że tylko z naszych czynów jesteśmy rozliczani. Gdy jestem gościem w innym kraju, ta optyka mimowolnie nieco ulega zmianie. Nadal odpowiadam wyłącznie za siebie i za swoje własne czyny, jednak wiem, że lokalni mieszkańcy oceniają mnie już nie tylko przez pryzmat tego, co sam zrobię, ale również przez to, co robią inne osoby z Polski. Czasami wywołuje to dumę i radość, a czasami wstyd i zażenowanie.

Nie mam żadnych wątpliwości, że wraz z każdym kolejnym festiwalem w czeskim Ołomuńcu reputacja Polaków jako nacji leci na łeb na szyję, a osoby niebiorące nawet udziału w nieprzynoszących chluby występkach rodaków, mają coraz więcej powodów do ukrycia głowy głęboko w ramionach.

Wielokrotnie byłem świadkiem wołających o pomstę do nieba wyczynów pokerzystów z Polski i z tego powodu było mi najzwyczajniej w świecie wstyd: przed Czechami – uczestnikami turnieju, krupierami, floormanami i kelnerkami – oraz przed innymi graczami z Polski/Czech, którzy w najlepszej wierze wybrali się po raz pierwszy na duży turniej na żywo. To bardzo smutne, że w czasie gry, i co najważniejsze wbrew własnej woli, wszystkie osoby przebywające na sali turniejowej skazane są na styczność z przedstawicielami najlepszej szkoły pastewnego buractwa.

Jako dziennikarz i reporter turniejowy odczuwam również dodatkowy dyskomfort, gdyż w swoich tekstach, w których zapraszam Was do przyjazdu na Poker Fever, piszę o wspaniałej atmosferze i o unikalnych doświadczeniach, które możecie przeżyć w czasie festiwalu. Obserwując ostatnio to, co dzieje się na miejscu, oraz słysząc z drugiej ręki o tym, co wyprawia się na małych Feverach, odnoszę wrażenie, że coś muszę w swoich promocyjnych tekstach zmienić. W końcu „unikalność” może mieć wielorakie oblicza.

„Darcie ryja, wulgaryzmy, chamstwo, morze alkoholu, pomiatanie krupierami i kelnerkami, chooj tam z pokerem – wpadajcie do Ołomuńca, jest bosko i swojsko!”
– to tak mam teraz pisać?

Aż włosy mu dęba stanęły…

Jack Daniels, który niedawno wrócił z Ołomuńca z kolejnego festiwalu Poker Fever CUP, był tak zniesmaczony zachowaniem naszych graczy, że we wstępie do relacji z finałowego dnia turnieju głównego zawarł duży akapit z opisem przykrych wydarzeń, których był świadkiem.

Jeśli gość, który w czasach swojej zawodniczej kariery sam nie był świętoszkiem, był zszokowany tym, co tym razem zastał na miejscu, zdecydował się na komentarz do całej sytuacji, to oznacza, że jest bardzo, ale to bardzo źle. Ewidentnie coś wymknęło się spod kontroli. Buractwo osiągnęło wartości krytyczne. To już nie jest zachowanie, które można by skwitować słowami „Nasi trochę popili. Było chwilami zbyt głośno, ale generalnie luz”. W końcu, jakby nie patrzeć, głośne zachowanie jest właściwie nieodłącznym elementem dobrej zabawy, jednak chamstwa i wulgarności udawało się nam do tej pory uniknąć.

Jak wiecie jeżdżę na turnieje pokerowe od kilkunastu lat, swoje widziałem, swoje przeżyłem, swoje również na tych turniejach nawywijałem i nie będę udawał świętego. Ale to, co działo się wczoraj (oraz w czwartek na Starterze) na sali turniejowej nie tylko mnie zniesmaczyło, co wręcz zszokowało. Takiej trzody w wykonaniu polskich graczy chyba jeszcze w Ołomuńcu na Poker Fever nie widziałem! Powiedzieć o tym zachowaniu „skandaliczne” chyba jeszcze nie wyczerpie tematu. Ja wiem, że alkohol jest dla ludzi, ale chyba nie wszyscy powinni dostąpić prawa do jego spożywania w takich miejscach jak kasyno. O ile jeszcze podczas dni eliminacyjnych wyglądało to w miarę, to już side event, który rozpoczął się o północy, był pokazem chamstwa, wieśniactwa i najgorszej „obory”, jaką można sobie wyobrazić. Wykrzykiwane na cały regulator wulgaryzmy, różne wzajemne „uprzejmości” pomiędzy graczami przy stołach i obok nich, totalny brak kontaktu z bazą spowodowany alkoholowym upojeniem, zupełny brak szacunku dla biorących nadal udział w dniu 1C graczy walczących o awans do finału, ordynarne pomiatanie obsługą kasyna – to tylko kilka grzechów głównych z wczoraj.

Jeden z Czechów napisał nawet na Facebooku o tym, że zachowanie polskich graczy było nie do przyjęcia. Nigdy do tej pory to się nie zdarzyło… To, o czym napisał Jack Daniels, zdecydowanie wykracza poza akceptowalne normy społeczne w miejscu, jakim jest kasyno. Rozmawiałem na ten temat z reporterem Poker Fever i z przykrością muszę stwierdzić, że dowiedziałem się od niego, że do podobnych ekscesów regularnie dochodzi również w innych czeskich kasynach.

Po opublikowaniu w relacji z Poker Fever Cup dużego fragmentu o zachowaniu polskich graczy w kasynie czekałem na jakieś reakcje. I nie zawiodłem się, bo od samego mojego wejścia na salę podchodzili do mnie kolejni gracze i mówili mi, że swoim tekstem trafiłem w sedno. Każdy powtarzał mi to samo – że z takim zachowaniem na turniejach należy po pierwsze zdecydowanie walczyć, a po drugie absolutnie za wszelką cenę skończyć. Dostałem też mnóstwo prywatnych wiadomości na ten temat, w których wiele osób przyznawało mi rację. Zdecydowanej większości nie podoba się zachowanie „spuszczonego ze smyczy testosteronu”, jak ktoś to ładnie ujął. Moim zdaniem jest to coraz większy problem, ale nie dotyczy on tylko Ołomuńca, ale wielu kasyn w Czechach. Dostałem już informacje od ludzi, którzy skarżyli się na skandaliczne zachowanie polskich graczy choćby w Pradze czy Brnie. Polacy wyjeżdżają na pokera coraz częściej, jest ich coraz więcej, ale zamiast być coraz lepiej, to jest coraz gorzej. Jestem przekonany, że za chwilę zaczną się dożywotnie bany, bo nikt nie będzie znosił chamstwa, wulgaryzmów i zwyczajnej wiochy, jaką prezentuje coraz większa grupa nawalonych jak stodoły Polaków.

 

Dlaczego Oni nie reagują?

Doszły mnie słuchy, że obsługa kasyna w ogóle nie kwapiła się z przywoływaniem graczy do porządku. Wyrażam swoje ubolewanie z tego powodu i zdecydowany sprzeciw! Domyślam się, że może to być następstwem stosowania przez kasyno polityki spod znaku – „Interes musi się kręcić – pijani gracze więcej wydają. Jeśli kogoś usuniemy, nie zostawi u nas pieniędzy”. W tym zakresie będziemy domagać się od kasyna radykalnych zmian.

Wraz z Jackiem Danielsem zamierzamy wyczulić organizatorów Fevera na palący problem, który trzeba rozwiązać, póki nie jest jeszcze za późno. Będę też dążył do tego, żeby przed każdym turniejem przez mikrofon przypominać – oczywiście w języku polskim – że wszelkie przypadki niewłaściwego zachowania będą surowo i natychmiastowo karane. Trzeba pokazać trzodzie, że miejsca na chlewik trzeba poszukać gdzieś indziej.

Co z tym fantem zrobić?

Coś z tym trzeba zrobić, bo to niedopuszczalne, żeby grupa osób, które festiwal pokerowy traktuje jak niebiletowany festyn, gdzie pije się wódę i żre kiełbasę, wszystko to w rytm przaśnych melodii, psuła zabawę, pracę i reputację osobom, dla których najbardziej liczy się poker i rywalizacja sportowa. Jeśli nie wyrazimy głośnego sprzeciwu wobec burackiego zachowania, skończy się na tym, że: w żadnym kasynie, do którego zjeżdża się dużo Polaków, nie będziemy mile widziani gracze z Polski, których interesuje poker, przestaną przyjeżdżać na turnieje

Czesi, którzy coraz bardziej narzekają na grupy nawalonych, głośnych i wulgarnych Polaków, będą odpuszczali polskie festiwale typu Poker Fever, przez co spadnie frekwencja i atrakcyjność gier

„Na sit-oucie”

Myślę, że czas skończyć z kolesiostwem, przymykaniem oczu na pewne sprawy i czas zacząć głośno piętnować karygodne zachowania. To nie ma nic wspólnego z „kablowaniem”, którego tak boimy się w naszej kulturze. Tu chodzi o to, czy pozwolimy „terroryzować się” grupie buraków, czy powiemy dość i tychże buraków usuniemy ze społeczności.

Każdego z uczestników turniejów z serii Poker Fever zachęcam do natychmiastowego zgłaszania przypadków niewłaściwego zachowania do floormanów. Sam też nie będę miał już skrupułów i będę domagał się egzekwowania kar. Jestem przekonany, że po rozmowie z organizatorami obsługa będzie bardzo szybko reagowała na skandaliczne zachowanie, a wszystko skończy się w dwóch krokach: ostatnie ostrzeżenie ban na festiwal/ban z kasyna

Nie umiesz się zachować, będąc w gościach? Nie jesteś tu mile widziany. Chcesz się nawalić i robić trzodę? Nie przyjeżdżaj na festiwal – szkoda Twojej drogi i naszych nerwów; napij się w domu, na zdrowie. Jestem za polityką „zero tolerancji”. Jestem za tym, żeby zwyciężył poker. A Wy?

Źródło: pokerground.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *