Oszuści na fali czyli trzy kubki na Gubałówce

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (Brak ocen)
Rozmiar czcionki:
Print Friendly, PDF & Email

Mimo niezliczonych artykułów w prasie i w internecie, reportaży telewizyjnych, policyjnych akcji informacyjnych dziesiątki turystów nadal nabierają się na grę w „trzy kubki” na Gubałówce.

W poniedziałek pod numer 112 zadzwonił mężczyzna. Twierdził, że przegrał pewną kwotę i chciał się odegrać. Gdy poszedł po 1000 zł do bankomatu, grający wyrwali mu pieniądze. Na miejsce pojechał policyjny patrol, ale mężczyzny już nie było. Policjanci skontaktowali się z nim, ale odwołał interwencję. Być może, gdy ofiara zadzwoniła po pomoc, oszuści oddali mu pieniądze. Niestety, jak widać, apele do turystów nic nie dają. Wciąż wiele osób nabiera się i próbuje swoich sił w grze, w którą nie sposób wygrać.

Grupa jest dobrze zorganizowana – starsza pani udaje grającą i wygrywa duże sumy. To tylko wabik na turystów, którzy najpierw wygrywają 100, 200 zł, a później przegrywają większe kwoty.

Pamiętam nawet taką sytuację, gdy zaczepił mnie mężczyzna, który szedł do lombardu zastawić obrączkę, bo chciał się odegrać. Dopiero po moich tłumaczeniach zrezygnował z tego zamiaru – mówi jeden z zakopiańskich policjantów.

Co prawda zakopiańscy policjanci co jakiś czas zatrzymują osoby organizujące grę, ale na razie odpowiadają one tylko za wykroczenie dotyczące organizowania gry hazardowej. Gdyby gra w trzy kubki była traktowana jako złamanie Kodeksu karno-skarbowego, zakazującego hazardu, kara byłaby większa, bo traktowane byłoby to jak przestępstwo. Bardzo trudno natomiast udowodnić organizującym grę oszustwo.

Tłumaczą się, że to normalna gra, w którą można wygrać lub przegrać i karzemy ich za organizowanie hazardu. W te wakacje zatrzymaliśmy już kilka osób – tłumaczy Krzysztof Waksmundzki, rzecznik prasowy zakopiańskiej policji.

Walkę z grającymi zapowiadała też straż miejska. Na Gubałówce dwa lata temu otwarto nawet posterunek strażników. Służy on jednak jako miejsce odpoczynku, który ustawowo należy się strażnikom w czasie pracy. Dzięki temu nie muszą zjeżdżać do centrum Zakopanego. Inna sprawa, że umundurowani strażnicy musieliby na Gubałówce stać przez cały dzień, aby odstraszać grających. Gdy w pobliżu pojawiają się policjanci albo strażnicy w mundurach, ustawione w pobliżu czujki ostrzegają oszustów, którzy w momencie znikają. Po chwili pojawiają się w innym miejscu.

Nie możemy stosować działań operacyjnych, takie uprawnienia ma policja. Ideałem byłoby, gdyby w wakacje po Gubałówce chodziły trzy nasze patrole, wtedy grający z pewnością zniknęliby ze szczytu – twierdzi Marek Trzaskoś, komendant zakopiańskiej Straży Miejskiej.

Mimo że grę wielu poznało, oglądając film sprzed lat „Jak rozpętałem II wojnę światową”, wciąż znajdują się naiwni, którzy wyjeżdżają z Zakopanego bez pieniędzy.

Źródło: Tygodnik Podhalański


Otagowano jako

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *