Rok sukcesów i utraconych nadziei

Za nami kolejny rok, w którym nadspodziewanie dużo się działo, zwłaszcza w jego końcówce. Powstało narodowe kasyno online, uruchomione zostały pierwsze salony do gier na automatach, licencje bukmacherskie otrzymało pięć nowych firm.

Ten rok w porównaniu z poprzednimi obfitował w szereg zdarzeń jakie na polskim rynku hazardowym nie miały dotychczas miejsca. Oceńmy zatem te wydarzenia systematycznie, po kolei.

Salony gier na automatach

Pierwszy bodajże salon gier na automatach powstał w Bydgoszczy w sposób niejako tajemniczy, bez specjalnych fanfar i oklasków. Jedną z większych niespodzianek był fakt, że wyposażenie w automaty w tym salonie w całości pochodziło od niemieckiej firmy Merkur Gaming. Jest ona częścią znanego koncernu Gauselmann Group operującego na światowych rynkach rozrywki, nie mającego jednak żadnych dotychczasowych doświadczeń z obsługą automatów na naszym rynku.

Wprawdzie w roku 2008 na targach Surexpo prezentowane były automaty do gry tego producenta, nie spotkały się jednakże z zainteresowaniem polskich operatorów i w zasadzie nie miały szans na sprawdzenie się podczas eksploatacji. Toteż wielkim zdziwieniem obserwatorów rynku była decyzja monopolisty na zakup 300 maszyn, w celu wyposażenia w nie nowo powstałe salony.

Kolejną budzącą zdziwienie decyzją, było podpisanie kontraktu na obsługę systemową sieci automatów z kanadyjską spółką AxcesNetwork. Nikomu bliżej nieznana w Polsce firma miała za zadanie obsłużyć całą budowaną sieć w system obsługi klientów, zarządzanie płatnościami, obsługę wszystkich podłączonych urządzeń, przekaz informacji do centrali i jednocześnie do oddziału KAS, o wszystkich zdarzeniach występujących w sieci w czasie rzeczywistym. Fakt, że Axces Network ma już w swoim portfolio ponad 50 podmiotów rozsianych w 20 krajach na całym świecie oraz współpracuje ze spółką GeWeTe z Niemiec powiązaną z Gauselmann Group w obsłudze ponad 60.000 maszyn. Fakt ten mógł być kluczowy w wyborze partnera.

Początkowo nie obyło się bez drobnych błędów, ale stopniowo w miarę powstawania kolejnych salonów w miastach Śląska, Podkarpacia, Dolnego Śląska i Mazowsza ten początkowy plan zaczął przybierać bardzo klarowny wygląd. Salony budowane były według przemyślanej strategii, od mniejszych połączonych z kolekturami Lotto po średnie i całkiem duże, w których uruchomiano nawet po 50 urządzeń. To, że były to automaty jednego producenta nie przeszkodziło w zgromadzeniu w ciągu paru miesięcy ponad 5.000 zadeklarowanych graczy, którzy posiadając kartę gracza mogą korzystać z tej rozrywki w każdym z salonów ulokowanych na terenie Polski.

Plan początkowy zakłada uruchomienie ok. 50 salonów z ok. 1.200 urządzeniami do gry, po tym pilotażu nastąpi analiza poszczególnych działań i spółka Totalizator Sportowy przystąpi do decyzji uruchomienia takiej ilości salonów, która umożliwi eksploatację ok. 38.000 maszyn. Aby tego dokonać potrzeba będzie uruchomić ok. 1.800 salonów, zbudować sieć serwisową i szkoleniową dla nowych pracowników, oraz podołać wielu problemom wynikającym z obsługi tak dużej ilości urządzeń. Oczywiście nie będą to urządzenia tylko jednego producenta, obecnie rozpatrywany jest przetarg na dostarczenie kolejnej transzy automatów, tak aby można było sprawdzić inne opcje gier i urządzeń. To jest dosyć klarowne, zwłaszcza dla graczy, którzy przyzwyczajeni zawsze byli do zróżnicowanej oferty sprzętu, co pozwalało im na częste zmiany i jednoczenie przywiązywanie się do określonych gier.

Nie ma co liczyć na automaty do gry z Wojskowych Zakładów Łączności, tak szumnie zapowiadanych i wielokrotnie obiecywanych. Na tegorocznych targach BEGE Expo w Sofii, na stoisku WZŁ zaprezentowano trzy automaty, które były pełne błędów, zwłaszcza w oprogramowaniu. Dyskretne wizyty przedstawicieli największych producentów jednoznacznie oceniły te próby wejścia na rynek jako żałosne i pozbawione większego sensu.

W tym przypadku zarządzający tym projektem doskonale sobie z tego zdają sprawę, dlatego niedługo w salonach należy się spodziewać większej różnorodności sprzętu zakupionego od uznanych producentów światowych.

Obecnie uruchomionych jest kilkanaście salonów, które dając rozrywkę graczom pozwolą na wstępną analizę tego trudnego i niemającego precedensu w polskim hazardzie projektu. Nie należy wyciągać pochopnych wniosków z działań operacyjnych, ten projekt jest tak trudny i skomplikowany logistycznie, że należy cieszyć się z obecnie widocznych efektów. Na ocenę przyjdzie moment, gdy będą już uruchomione zaplanowane ilości punktów gier i zacznie się okres rozliczeń przychodów i poniesionych kosztów. Ale na to trzeba więcej czasu.

Zakłady bukmacherskie

W tym sektorze branży w tym roku nastąpił nadspodziewany wzrost, przybyło na rynku pięć nowych firm z koncesjami na zakłady sportowe stacjonarne i online. Dużą niespodzianką było otrzymanie przez jednego z większych światowych graczy tej branży, czyli szwedzkiego potentata Stars Group koncesji na zakłady online. W Polsce przyjęto nazwę PZBuk a swoją obecnością stworzono konkurencję dla okrzepłych już poważnych rynkowych graczy jak Fortuna, STS czy Totolotek. Wprawdzie ich pozycja jeszcze przez długi czas będzie niepodważalna, ale obecność dużego kapitału, który może być przeznaczony na działania marketingowe może czynić już teraz pewne obawy.

W świecie zakładów sportowych, w zasadzie nie ma większych różnic w ofercie świadczonej przez poszczególne firmy, różnorodność bonusów lub zachęt dla nowych graczy jest dosyć przewidywalna, większość firm pracuje na tej samej 7% marży, ilość klubów sportowych zwłaszcza z najpopularniejszych dyscyplin objętych działaniami marketingowymi jest ograniczona. Najbardziej popularne kluby piłkarskie Ekstraklasy lub I Ligi są już marketingowo zajęte a ambasadorzy marki często się powtarzają w reprezentowaniu firm bukmacherskich: (Boruc mający w promocji Betsafe i forBET, Mateusz Borek – BetClic, czy Roman Kołtoń – wcześniej Come On i BetClic obecnie Etoto). Jedynie na oryginalny pomysł przed Mundialem wpadł LV Bet i zatrudnił do reklamowania swojej marki Zdzisława Kręcinę, tworząc nowy model promocji, perfekcyjnie wykorzystując tematykę Mistrzostw Świata w piłce nożnej z tym konkretnym bukmacherem.

Nowo powstali bukmacherzy jeszcze nie są widoczni na naszym rynku, brak im doświadczenia i funduszy na spektakularne kampanie marketingowe, które muszą być prowadzone w świadomości zagrożeń i ograniczeń prawnych. Nawet nowy Totalbet, mający przecież silne poparcie właściciela ZPR Group, który jest niekwestionowanym liderem na rynku medialnym, nie jest zbyt widoczny. Jeszcze pewnie za wcześnie na wyciąganie wniosków i badanie wyników, jeszcze przecież się buduje pozycję rynkową.

Niektórzy bukmacherzy działający na naszym rynku wprowadzają ciekawe pomysły i rozwiązania, niewątpliwie najważniejszym jest dopuszczenie do zawierania zakładów przez terminale. To dosyć delikatna sprawa, obsługa takich terminali nie ma bowiem jasnych reguł prawnych dla licencjonowanych operatorów. Obserwowaliśmy na rynku próby wprowadzania ich oraz nagłego zamykania punktów, w których były ustawione. Obecnie dwie firmy bukmacherskie mają je w swojej ofercie, należy się spodziewać, że w następnym roku ten temat będzie bardzo intensywnie eksploatowany. Stanowi to doskonałe wsparcie oferty bukmacherskiej, terminale ustawiane w miejscach, w których poprzednio były ulokowane automaty do gier, mogą przedstawiać fantastyczną ofertę dla tych graczy. A jeśli w terminalach pokażą się gry typu „sporty wirtualne”, to użytkowanie takich urządzeń przez licencjonowanych bukmacherów jest biznesowo bardzo interesujące.

Na koniec roku koncesje na zakłady bukmacherskie otrzymała także firma Traf, zajmująca się dotychczas obsługą zakładów na wyścigach konnych na Służewcu w Warszawie. Właścicielem Traf jest Totalizator Sportowy, czyli… skarb państwa. Mimo zapewnień składanych na konferencji prasowej przez CEO Totalizatora Sportowego Pana Olgierda Cieślika, o braku zainteresowania tym modelem biznesu, nie należy wykluczyć, że właśnie na rynku pojawił się największy konkurent obecnych licencjonowanych firm bukmacherskich. Czas pokaże, na ile to wydarzenie będzie stwarzało w przyszłości konkurencję na tym rynku (…)

(…) Utracone nadzieje

Są to odczucia działających w szarej strefie operatorów maszyn, walczących o całkiem spory rynek, który na skutek nieudolności aparatu kontroli jest nadal w dużym stopniu przez nich eksploatowany. Zatrważająca ilość automatów do gry przechowywanych w państwowych magazynach, skonfiskowanych po akcjach KAS, brak zasądzonych i wyegzekwowanych kar, powszechne przymykanie oczu na kolejne działające nielegalnie punkty z automatami nie dają pozytywnej opinii ani służbom kontrolnym ani politykom, którzy na ten stan rzeczy nie reagują.

Przekonywanie społeczeństwa kolejnymi komunikatami prasowymi opisującymi zatrzymania i konfiskatę sprzętu nie dają prawdziwej oceny tego zjawiska. Aby samodzielnie je ocenić wystarczy przejść się w każdym z naszych miast, zawsze można znaleźć zakamuflowane przybytki, gdzie stoją automaty do gry, bardziej lub mniej ukryte. Kontrole i informacje o zatrzymaniu to czubek góry lodowej, szara strefa ma się bardzo dobrze, nie groźne jej ani konfiskaty sprzętu ani kary.

Jak już wiele razy na łamach E-PLAY przekonywałem, żadne zakazy oraz kary nie zmienią definitywnie tego rynku, działania szarej strefy dotąd będą prowadzone, póki nie będzie alternatywy dla jego kreatorów i eksploatatorów. Wprowadzone w 2003 roku prawo spowodowało, że nastąpiło samo uregulowanie rynku. Po paru latach szara strefa była ograniczona do 3%, jak wynikało z efektów przeprowadzanych państwowych kontroli.

Nie sugeruję, że powinniśmy powrócić do tych lat i czasów prywatnego biznesu, bo ten rynek zmienił się już nieuchronnie. Ale nawet w sytuacji monopolu skarbu państwa może znaleźć się sposób na połączenie tych dwóch światów, oczywiście pod pełną kontrolą i zgodnie z obowiązującymi przepisami. Jakaś forma współpracy zawsze przecież jest możliwa.

Iwo Bulski

Całość artykułu w Magazynie E-PLAY 12/2018 TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *