Rozpacz, duma, fatalizm i wódka – to idealne przywary hazardzisty.

Rosjanie mieli od wieków w sobie nieubłaganą nutkę dekadenckiego fatalizmu, będąc przez to idealnymi wręcz gośćmi w europejskich kasynach i salonach gry.

Najznakomitszymi gośćmi nadreńskich kurortów byli Rosjanie, a najsłynniejszą spośród nich była księżna Zofia Kisieliew, która pojawiła się po raz pierwszy w Homburgu w 1852 roku. Żartowano, że grała tylko raz dziennie – od 11 rano do 11 wieczór. Jej mąż, nie mogąc znieść obsesji żony na punkcie gry, wystąpił o rozwód. Nawet prośba samego papieża, by księżna zaprzestała gry, nie była w stanie odciągnąć jej od ruletki. Mówiono, że w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze, straciła w Homburgu 4 miliony dolarów – a więc znaczną kwotę, zarówno dziś, jak i wtedy.

Oczywiście nie wszyscy Rosjanie byli tak opętani przez hazard, jak księżna Kisieliew; wielu z nich co prawda przyjeżdżało do nadreńskich uzdrowisk, ale umiarkowanie interesowało się grami. Jeszcze inni nie grali wcale. Mikołaj Gogol, autor słynnej książki „Martwe dusze”, wolał spacery po okolicach Baden-Baden niż hazard. W samej Rosji przez jakiś czas popularny był wist – gra, która w XIX wieku dostarczała naśladującym Zachód Rosjanom rozrywki, którą pasjonowały się europejskie elity.

Ponoć nie powinno się generalizować, ale nawet sami Rosjanie czuli, że ich grę znamionował jakiś słowiański fatalizm – większość z nich wybierała raczej szalone obstawianie, tak jak księżna Kisieliew, niż introspekcje w stylu Gogola. Książę Lew Tołstoj, podróżując latem 1857 roku po Europie, zatrzymał się w Baden-Baden i… odkrył ruletkę. Najpierw, pierwszego dnia, stawiał niewielkie sumy. Na drugi dzień większość czasu spędził w Conversation House na próżno starając się wygrać. W końcu przegrał wszystko, co miał i jeszcze musiał się zadłużyć u pewnego Francuza, po czym napisał rozpaczliwe listy do kilku przyjaciół oraz krewnych, błagając o pomoc finansową. Pieniądze wysłała mu jego kuzynka, księżna Aleksandra Tołstoj, a pisarz Iwan Turgieniew tak się zaniepokoił, że aż wybrał się do Baden-Baden. Po przyjeździe pożyczył pieniądze Tołstojowi, które ten natychmiast przegrał. Turgieniew wyjechał, a za nim Tołstoj – zawstydzony, przeklinając sam siebie za brak umiarkowania w grze.

Większe sukcesy w samokontroli miał Turgieniew. W drugiej połowie życia większość czasu dzielił między Paryż i Baden-Baden, gdzie mieszkał w luksusowo urządzonym i pięknie położonym domu. Akcja jego powieści „Dym” toczy się właśnie w tym kurorcie i opowiada o środowisku Rosjan oraz niemiecko- francusko- włosko- i anglojęzycznej mieszance narodowości nadającej Baden-Baden szczególnego, kosmopolitycznego charakteru. Turgieniew poznał wielu rosyjskich emigrantów i podróżnych, którzy zostali w Conversation House dłużej niż powinni. Pisarz udzielał im często pomocy, za co byli mu głęboko wdzięczni – na przykład Tołstoj, który pozostał jego przyjacielem na długie lata. Rozłączyła ich dopiero śmierć autora „Wojny i pokoju” – Turgieniew czuwał przy jego łożu do końca.

Innego wielkiego rosyjskiego pisarza, Fiodora Dostojewskiego, Turgieniew nie darzył już jednak tak ciepłymi uczuciami. Tymczasem Dostojewski w najlepszym okresie swojej twórczości, w latach 1862–1872, miał wręcz obsesję na punkcie hazardu. Na Syberii, dokąd został zesłany w latach pięćdziesiątych, grał dużo i na ogół przegrywał. W roku 1862 po raz pierwszy pojechał do Wiesbaden i wygrał sporo pieniędzy. W następnym wybrał się do Baden-Baden i do Hamburga, gdzie z kolei przegrał wszystko, co do grosza. Uratowała go była kochanka, Paulina Susłowa, która zastawiła swoją biżuterię i wysłała mu pieniądze. Dostojewski co prawda nie obstawiał wysoko, ale grał w stanie ponurej ekscytacji, a jego twórczy umysł wyolbrzymiał każdą wygraną i każdą porażkę.

Powróciwszy do Rosji w 1864 roku, przybity śmiercią żony i nachodzącymi go nieustannie wierzycielami zmarłego brata (którego długi odziedziczył), Dostojewski podpisał umowę na książkę z wydawcą Sielowskim. Jeśli nie dotrzymałby terminu (listopad 1866 roku), zostałby pozbawiony praw do wszystkich swoich już opublikowanych książek. Na początku października sytuacja przedstawiała się źle. Jego arcydzieło „Zbrodnia i kara” nie było skończone. Opisana nędza głównego bohatera, Raskolnikowa, zapewne dlatego została tak znakomicie przedstawiona, ponieważ sam autor był wtedy w rozpaczliwej sytuacji. Aby wywiązać się ze zobowiązania wobec Sielowskiego, Dostojewski w cztery dni podyktował powieść młodej stenografistce, Annie Grigorjewnej Snitkinie. Udało się, zdążył, a potem ożenił się z 22-letnią Snitkiną i pozostawił potomnym klasyczny portret nadziei i rozpaczy niewolnika szansy – powieść „Gracz”.

Wydanie „Gracza” nie rozwiązało finansowych kłopotów Dostojewskiego, ani też nie odstręczyło go od hazardu. Uciekł z Rosji przed depczącymi mu po piętach wierzycielami i odbył wycieczkę wzdłuż Renu, co skończyło się powrotem do karcianego stolika i nieustannymi przegranymi. 4 lipca 1867 roku przybył do Baden-Baden, zatrzymując się wraz z żoną w domu nad kuźnią, co raczej nie gwarantowało relaksu. Jego żona zapisała w dzienniku, że wygląd męża z czerwoną twarzą i nabiegłymi krwią oczami przerażał ją, toteż płakała całymi godzinami przeklinając jego wyniszczającą pasję do ruletki i Baden-Baden.

Tymczasem odrażający wygląd wcale nie przeszkadzał Dostojewskiemu świetnie się bawić; zresztą miał ku temu powody – zaczął grać stawiając 100 franków, a w trzy dni wygrał ich 4000. Nie słuchając żony, która prosiła go, by się wycofał i zadowolił ową, niezłą w końcu sumą, pisarz miał nadzieję, że nadal będzie wygrywać i wreszcie zapewni sobie bezpieczeństwo finansowe. Jego wygrane były przecież niczym w porównaniu z osiągnięciami innych i choć rozum podpowiadał mu, że powinien wyjechać, nie był w stanie tego zrobić:

Kiedy już przegrali wszystko i nawet nie mieli za co wyjechać, właścicielka domu podniosła im czynsz. Dostojewscy w rozpaczliwych listach błagali przyjaciół o pożyczkę, która umożliwiłaby im wyjazd z Baden-Baden.

Nikt nie spieszył się jednak, by im pomóc, wobec tego Dostojewski postanowił poprosić o pożyczkę swojego kolegę po fachu, Turgieniewa, który mieszkał w eleganckiej willi w Baden-Baden nie interesując się jego kłopotami. Panowie byli co prawda rodakami i kolegami po fachu, ale dzieliły ich różnice polityczne i kulturalne. Dostojewski głośno skrytykował powieść Turgieniewa „Dym”, być może dlatego, że posłużył za wzór literacki postaci Bindasowa, nudnego niewdzięcznika, który pożyczywszy 100 rubli wygrał cztery razy tyle, po czym opuścił Conversation House nie zwracając długu. Turgieniew nie zapomniał, że kilka lat wcześniej pożyczył grającemu w ruletkę Dostojewskiemu równowartość dzisiejszych 50 dolarów, ale nigdy nie odzyskał swoich pieniędzy. Niewdzięczny dłużnik zemścił się z kolei na Turgieniewie w swojej powieści „Biesy”, ale teraz w Baden-Baden działał pod presją finansową.

23 sierpnia państwo Dostojewscy w końcu wyjechali z Baden-Baden, ale on nie zaprzestał hazardu; zazwyczaj zostawiał gdzieś żonę i tylko słał do niej listy, w których wyliczał swe przegrane. Zerwał z grą dopiero w 1871 roku, gdy przyśnił się mu jego nieżyjący ojciec, ostrzegając przed zgubnym losem. W listach do żony błagał o przebaczenie, zaklinając się, że „nie jest łajdakiem, a tylko hazardzistą tkwiącym w szponach namiętności”, i że wreszcie uwolnił się od przykuwających go do stolika łańcuchów. „Teraz będę już myśleć tylko o pracy, a nie, tak jak kiedyś, śnić po nocach o graniu. Moja praca będzie wyglądać zupełnie inaczej, tak mi dopomóż Bóg!” W przeciwieństwie do wielu innych składających podobne przysięgi, Dostojewski dotrzymał słowa i nigdy już nie powrócił do hazardu.

Andrzej Klewczyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *