Ruletka to nie zajęcie pierwszej potrzeby. Kasyna otworzyły się po epidemii

kasyno

„Przed pandemią najwięcej zostawiali w kasynie Chińczycy. Niektórzy po kilkadziesiąt złotych. Teraz boją się hejtu”.

– Mamy takie wytyczne, że wpuszczamy tylko graczy, mamy ograniczenie 10 osób na metr kwadratowy – zapowiada recepcjonistka. Raczej widać, że nie jestem stałą bywalczynią. Wpuszcza mnie w drodze wyjątku. I przypomina o noszeniu maseczki.

Drugie piętro hotelu Mariott naprzeciwko Dworca Centralnego w Warszawie. 30 automatów do gry, osiem stołów do ruletki, sześć stołów do Black Jacka i cztery stoły do pokera. Na ścianach telebimy z kanałami muzycznymi i wyścigami samochodowymi. Jest prawie jak dawniej, przed pandemią. Jedyna zmiana to przyłbice na twarzach wszystkich pracowników, a maseczki – na twarzach klientów. I przywieszki na każdym stole i każdej maszynie „Chroń siebie i innych. Zachowaj dystans”.

„Pozdrowienie łokciowe” przy ruletce

Przy ruletce amerykańskiej rządzi pan Wiesio. Emeryt w kraciastej niebieskiej koszuli i jeansach, na twarzy maseczka. Kładzie na stół żetony o nominałach po 10 złotych każdy. Jaka liczba wypadnie w pierwszym dniu po tak długiej przerwie? Ile dzisiaj ugra?

– Jestem tu codziennie, bo lubię. Od dwudziestu lat, czyli odkąd istnieje kasyno w Mariotcie. Bez żadnych długów. Byłem tu w ostatnim dniu przed pandemią, 16 marca i nie mogło mnie zabraknąć dzisiaj. Trafiłem przez przypadek. Nawet nie wiedziałem, że jest otwarte. Ale przechodziłem ulicą i pomyślałem, że skoro otwarte są już restauracje, to może i kasyno też. Zajrzałem i okazało się, że miałem rację. Tak siedzę sobie od dwóch godzin i gram – mówi.

Kładzie na stół żetony o nominałach po dziesięć złotych. Krupier kręci kołem rulety, a w przeciwnym kierunku rzuca kulką. Pan Wiesio czeka na wynik, popijając fusiastą kawą.

– Nie wydaję dużo, musi mi się zwrócić. Moja zasada brzmi: nie trzeba dużo wygrać, byle nie przegrać. Dzisiaj postawiłem trzysta złotych, a zarobiłem 500. I gram tym, co wygrałem. Resztę schowałem do kieszeni.

– Najostrzej grają Chińczycy. Hazard krąży im we krwi, a poza tym mają pieniądze. Są tacy, co stawiają w ruletce dziesięć czy dwadzieścia tysięcy. Tylko teraz może boją się przychodzić. Przez koronawirusa jest dużo hejtu na Chińczyków. Przychodziło też dużo Hindusów, Pakistańczyków, ale wie pani, jak to teraz jest. Ludzie zobaczą obcą rasę, to wpadają w popłoch – stwierdza pan Wiesio.

– Dzisiaj jest w ogóle mało ludzi, żadnych moich znajomych. Nawet Włodka wywiało. Postawił dwieście złotych i zrobił wypad. Widocznie słabo u niego z kasą. Ale jak się gracze dowiedzą, to jutro będą tłumy. Powolutku wrócą. Dla niektórych hazard jest hazardem i tyle.

– Teraz ludzie mogą nie mieć pieniędzy. Są inne wydatki, inne priorytety – mówi młody krupier.

Na sali kilka razy więcej pracowników niż graczy. Gdy przychodzi ktoś znajomy, manager dla żartu wita się z innymi „pozdrowieniem łokciowym”, czyli przez zderzenie łokci. Na środku sali stoi płyn do dezynfekcji. Co chwilę któryś gracz przychodzi spryskać ręce i wraca do gry.

– Pani jest pierwszy raz w kasynie, prawda? – pyta krupier i rzuca ze śmiechem:

– Ja też.

Kasyno (nie) jest miejscem pierwszej potrzeby

– Nas samych ta decyzja rządu o otwarciu kasyn zaskoczyła. Myśleliśmy, że będziemy uwzględnieni w kolejnym etapie rozmrażania gospodarki – przyznaje mi krupier.

Rząd otworzył kasyna 18 maja. W tym samym dniu zwiększył liczbę wiernych w kościołach do 50 osób, pozwolił strzyc fryzjerom, a manikiurzystkom nakładać hybrydy. Zamknięte pozostały kina i teatry, siłownie i kluby fitness.

– Decyzja o tyle zaskakująca, że kasyno nie jest miejscem pierwszej potrzeby. Kawiarnie i restauracje jestem w stanie bardziej zrozumieć, bo pełnią pewną funkcję prospołeczną, towarzyską. Ludziom bardziej potrzebne jest moim zdaniem wyjście do lokalu gastronomicznego niż korzystanie z gier hazardowych – mówi dr Bernadeta Lelonek-Kuleta, psycholożka z Katedry Zdrowia Publicznego w KUL. – Dużo się mówi, że w pandemii nasilą się kryzysy psychiczne, emocjonalne. Mówi się o tym, że ludzie mają obniżone poczucie bezpieczeństwa. Boją się o przyszłość, o pracę. Zwraca się uwagę na wzmożoną potrzebę wsparcia psychologicznego. W obecnych warunkach osoby z tendencją do uzależniania się są szczególnie narażone, bo w takich sytuacjach szukają ucieczki od problemów. Mają ogromny stres, emocjonalnie nie potrafią sobie poradzić, więc szukają ulgi, zapomnienia, czegoś, co zajmie myślenie. Osoby, które borykały się z problemami hazardowymi przy nasileniu trudnej dla nich sytuacji, na pewno mają większy głód grania. Terapeuci głośno mówią, że to jest trudny czas dla osób w trakcie leczenia. Głody uzależnionych mogą rosnąć. Otwieramy im te kasyna i rodzi się pytanie: dlaczego?

– O otwarciu kasyn dowiedzieliśmy się w czwartek 14 maja z projektu rozporządzenia, nie było to dla nas zaskoczeniem i oczekiwaliśmy tej decyzji, tym bardziej że miały zostać otwarte przedszkola i restauracje – placówki o teoretycznie podobnym lub większym ryzyku epidemicznym niż kasyna – przyznaje Krzysztof Barszcz z biura prasowego Casinos Poland.

Pierwsi goście kasyna w Mariotcie pojawili się już po północy. W ciągu dnia przyszło kilkadziesiąt osób – znacznie mniej niż przed zamknięciem.

Całość czytaj na: newsweek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *