Rząd forsuje hazardowy bubel. Hazard wróci do jaskini

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (3 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Rozmiar czcionki:
Print Friendly, PDF & Email

Zamiast ograniczenia szarej strefy zapis w pakiecie podatkowym przyniesie jej rozwój, a zamiast wzrostu przychodów budżetowych — ich spadek.

Tzw. pakiet podatkowy został właśnie w ekspresowym tempie przegłosowany przez Sejm i trafił do Senatu. W jednej z czterech nowelizacji (o podatkach dochodowych) znalazł się zapis, wprowadzający 10-procentowy podatek od wygranych w kasynach i salonach gier na automatach, które przekraczają 2280 zł. To rozwiązanie niestosowane w żadnym kraju Unii Europejskiej. Przedstawiciele branży hazardowej ostrzegają, że spowoduje likwidację prywatnych kasyn i paraliż salonów gier, które chce uruchomić państwowy Totalizator Sportowy (TS). W konsekwencji skarb państwa może stracić ponad 1,2 mld zł wpływów z podatku od gier.

Grube ryby odpłyną

Wprowadzaną bez konsultacji z branżą zmianę Ministerstwo Finansów (MF) uzasadnia krótko: to „ujednolicenie sposobu obejmowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych wygranych w grach hazardowych”. Innymi słowy: klienci kasyn i salonów gier mają płacić tyle samo, ile grający w Lotto czy obstawiający mecze sportowe u bukmachera. Tyle że o ile w zakładach wzajemnych próg podatkowy przekracza zaledwie 1-2 proc. graczy, a w grach liczbowych nawet dziesięć razy mniej, o tyle w kasynach podatek płaciłaby większość klientów. W tym wszyscy, od których zależy rentowność hazardowego biznesu. Na całym świecie obowiązuje zasada, że 20 proc. klientów kasyn przynosi im co najmniej 80 proc. dochodu, a w Polsce ten wskaźnik bywa jeszcze wyższy. Właśnie tym grającym „grubo” i dobrze zorientowanym graczom, często obcokrajowcom, najbardziej dokuczy nowy podatek.

Żaden poważny gracz nie zaakceptuje pomniejszania o 10 proc. swojej wygranej w danym dniu, szczególnie w sytuacji, gdy przeplata się ona z przegranymi w innych dniach, które nie będą brane pod uwagę. Tak jak po zmianie ustawy w 2010 r. polscy pokerzyści przenieśli się do kasyn w krajach ościennych i szarej strefy, tak teraz zrobią zamożni klienci kasyn. Legalne kasyna mogą dość szybko przejść do historii, a ponownie rozkwitną nielegalne „rulety” rodem z PRL-u — uważa Andrzej Maj, dyrektor największego w Polsce kasyna w warszawskim Hotelu Marriott, należącego do Casinos Poland.

Analiza post factum

Wtóruje mu Jacek Sabo, reprezentujący kilku operatorów kasyn, które kontroluje grupa ZPR znanego biznesmena Zbigniewa Benbenka.

Już obecnie kasyna są objęte są najwyższą w branży stawką podatku od gier — aż 50 proc., a nowy zapis w praktyce będzie oznaczał jej podniesienie o co najmniej 30 proc. Równocześnie drastycznie pogorszy się opłacalność gier, co spowoduje odpływ klientów i konieczność zamknięcia wszystkich kasyn w ciągu kilku miesięcy. W konsekwencji budżet państwa straci wszystkie wpływy z podatku od gier, które w tym roku wyniosą około 400 mln zł – twierdzi Jacek Sabo.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wprowadzając feralny zapis, MF podstawia nogę… państwowemu TS. Gigant szykuje się właśnie do uruchomienia sieci salonów gier na automatach, na które niedawno otrzymał monopol

Nie komentujemy projektów ustaw — ucina Aida Bella, rzeczniczka prasowa TS.

Całość czytaj w: Puls Biznesu, data wydania: 03.11.2017 oraz pb.pl


Otagowano jako

3 Komentarzy

  1. Wujek dobra rada Odpowiedz

    Przeciez to kolejny wałek, „pozbyli sie” sprzetu z ulic , wiec jeszcze zostaly kasyna i po konkurencji. TS jest panstwowy, wiec ich zaden podatek nie rusza, bo to jedna i ta sama kasa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *