Seniorzy grają w gry. Czasem z niezłym efektem

Żeby zabić nudę, spotkać się z ludźmi albo podreperować domowy budżet — jest wiele powodów, dla których seniorzy grają w gry hazardowe. Uwielbiają zdrapki, lotto, a czasami wybierają się do kasyna. Na tę rozrywkę wydają około 100 zł miesięcznie.

Wszystkie media w Polsce kilka lat temu pisały o renciście ze wsi na Mazurach, który w jeden chwili wzbogacił się o 13 milionów zł. Miał na utrzymaniu żonę i troje dzieci. Kupił tylko jeden zakład w Lotto za jedyne 6 zł. Pod osłoną nocy uciekł z mazurskiej wsi. Mówi się, że milioner nie wiedział, co zrobić w nowej sytuacji. Kupił synowi bmw, a ten po pijanemu spowodował wypadek. Ludzie wtedy mówili, że pieniądze szczęścia nie dają.

Może i nie dają, ale emeryci uwielbiają gry hazardowe. Dlaczego? Po pierwsze, mają nadzieję, że będą mogli wygraną podzielić się z najbliższymi. Liczą na to, że kupią mieszkania wnukom, pomogą dorosłym już dzieciom. Po drugie, wizyta w kasynie bywa dla nich lekarstwem na samotność. Na rozrywkę wydają średnio 100 zł miesięcznie. Grają zarówno osoby bardziej i mniej wykształcone. Wykonywana profesja też nie ma tu nic do rzeczy.

Niektórzy grają w tajemnicy przez rodziną.

A jak jest z mieszkańcami Warmii i Mazur? — Gram w lotto nawet kilka razy w tygodniu — odpowiada Ryszard Jakubiak z Olsztyna, emeryt. — Dwa razy w życiu miałem duże wygrane. Raz w 1976 roku, później w 1978 roku. Za pierwszym razem wyszło 8 tysięcy, a za drugim 12 tysięcy na dzisiejsze pieniądze. Obie piątki! Pamiętam, że kupiliśmy wtedy za to kafelki do mieszkania.
Żona pana Ryszarda, pani Janina, sama nie gra, ale mężowi nie zabrania. — A niech sobie pogra! — uśmiecha się.
Pan Ryszard podkreśla, że każda wygrana cieszy. Nawet ta najmniejsza. — Bywa, że trafi się 40 zł. Też dobrze — mówi.
Mężczyzna meczów nie obstawia, ale w latach 70. grał w ligę angielską. Jak mówi, nie udało mu się wygrać, ale jego kolega się wzbogacił.

Historia rencisty — milionera spod Giżycka — jest panu Ryszardowi znana, ale nie martwi się na wyrost. — Najpierw trzeba wygrać, a później się martwić — twierdzi. Wie, że gdyby się udało się wygrać, to pojechałby z żoną na Kanary.

Wielkie marzenia ma też pani Helena z Olsztyna. Od pięciu lat jest na rencie. — Ale gram od wielkiego dzwonu — śmieje się. — Czemu? A bo szkoda mi pieniędzy. Zawsze mi żal, że jak nie wygram, to wyrzucę pieniądze w błoto. Ale kusi, kusi… Ile to by człowiek w swoim życiu zmienił, gdyby wygrał! Ja zawsze marzyłam o domu z ogrodem. Hasałyby w nim moje wnuki. Postawiłabym im huśtawkę, zrobiła piaskownicę. Dobrze by miały.

Bo pani Helena to z tych, którzy najpierw myślą o wszystkich wokół, a później o sobie. — Mam taką znajomą, która popadała w długi przez męża. Gdybym wygrała, wyciągnęłabym ją z tego bagna — planuje. — Chyba pójdę i zagram! Może państwo mi przyniosą szczęście?

Maria Dejnak, mieszkanka wsi Sątopy, od grania się odżegnuje. Żadnych zdrapek, automatów czy obstawiania meczów. Jak mówi, to nie dla niej. — Nie lubię hazardu — mówi wprost. — W życiu zagrałam tylko raz…. No może trzy razy. I nic!

Pani Maria uważa, że nie ma co liczyć na łut szczęścia — na wszystko można zarobić samodzielnie. Przed grami chroni ją obawa przed uzależnieniem. — Boję się w to wciągnąć — mówi wprost.

W naszym regionie szczęściarzy też nie brakuje. W ciągu ostatnich 20 lat w Olsztynie padło 11 wygranych, w Olsztynku dwie. Szczęśliwy los wysłano też w Elblągu i tu padła najwyższa wygrana w naszym regionie — 24,6 mln zł. W Jonkowie szczęściarz wygrał 2,5 mln zł. W Szczytnie natomiast 3 mln zł. W Kisielicach padła wygrana 4,5 mln zł, a w Łukcie 5,5 mln. W Pieniężnie szczęściarz wzbogacił się aż o 8,1 mln zł. W Wydminach — wygrał 13,3 mln zł.

Źródło: gazeta olsztyńska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *