Sfałszowany sport

hazard

Światowe centrum ustawek mieści się w Singapurze. I tam rezyduje capo di tutti capi nielegalnej bukmacherki. I nie jest to pan Jerzyna ze Szczecina. Zarabia miliony, zatrudnia armie agentów. Nazywa się Dan Tan, jak podano w listach gończych.

Irlandzka drużyna piłkarska o nazwie Athlone rozgrywa mecz. Zespół czołga się w ogonie drugiej ligi. Bramkarz puszcza łatwe gole. Potem tłumaczy, że niestety jest marnym bramkarzem. Gdyby był dobry, to grałby w Realu Madryt…

Jednak w zakładach bukmacherskich w Malezji, Indonezji i na Filipinach gracze precyzyjnie obstawili scenariusz akurat tego spotkania: dwie bramki do przerwy, cztery w meczu. Wypłaty wyniosły równowartość dwóch i pół miliona złotych.

Inny kontynent, podobna ustawka. Brazylijski zespół Viana konkuruje o awans do pierwszej ligi z drużyną Motorcycle Club, która gra na innym boisku. Rywale kończą mecz 10 minut wcześniej. Viana potrzebuje 9 bramek do awansu. Możliwe?

A jakżeby inaczej. Piłkarze Viany stosują nalot dywanowy. Obrońcy drużyny przeciwnej stoją w polu karnym jak słupy. Viana strzela 9 bramek w 10 minut, wygrywa mecz 11-0. Bukmacherzy zarabiają krocie.

I jeszcze jedna malinka. Fińska drużyna futbolowa, którą kupił chiński biznesmen, przegrywa 0:8. Dokładnie taki wynik obstawiło wielu klientów azjatyckich bukmacherów. W zakładach zgarnęli kilka milionów dolarów.

Tak to mniej więcej działa. Na trybunach takich meczów zasiada po kilkuset widzów. Spotkania obstawia setki tysięcy graczy na całym świecie zgarniając milionowe sumy. Największe zyski przynoszą mecze rozgrywane w kiepskich ligach, bo najłatwiej je ustawić.

Ustawki bywają różne

Oszustwa bukmacherskie bazują na jednej z najstarszych ludzkich wad, mianowicie na skłonności do hazardu. Nawiasem mówiąc, gdyby ludzie nie mieli wad, świat przestępczy nie cieszyłby się dobrostanem. To działa w obie strony.

Można tak: gdyby nie było hazardzistów, nie byłoby hazardu. Ale można i tak: gdyby nie istniał hazard, nie byłoby hazardzistów. Z grubsza są to rozważania z gatunku, co było pierwsze – jajko czy kura?

Słowo „hazard” pochodzi z języka arabskiego od słowa „az-zghr”, które oznacza kostkę lub grę w kości. W dosłownym tłumaczeniu z angielskiego hazard znaczy „niebezpieczeństwo”. A na wyspach jest on sportem narodowym

Nie bardzo wiadomo, kiedy to się zaczęło. Archeologia nie natrafiła na ślady kasyn w jaskiniach Neandertalczyków. Trudno potwierdzić albo zaprzeczyć, grali czy nie grali w rybie ości o skórę niedźwiedzia?

Natomiast wiadomo bez wątpliwości, że robili to Chińczycy 2300 lat przed naszą erą. Grali o wszystko, o dobra materialne i żywe jak choćby o niewolników. 1500 lat p.n.e hazard uprawiano w Tebach. Inskrypcje na okoliczność są w Biblii i na piramidach.

W potocznym rozumieniu hazard to gry na pieniądze. Można się zakładać, można się umawiać na stawki. Jak nie ma kasy, nie ma hazardu. W oczko czy pokera, co też wymyślili Chińczycy, można grać na punkty, jednak bez przyjemności.

Przyjemność sprawia dreszczyk emocji. To on daje kopa, żeby grać i żeby obstawiać. Niestety silnie uzależnia, bo przegrany chce się odegrać a wygrany chce wygrać znowu. Z tego uzależnienia obficie korzystają bukmacherzy czarnego rynku.

Skala tego procederu w sporcie jest porażająca. Rob Wainwright, szef Europolu na konferencji prasowej zorganizowanej w Hadze podał liczbę 380 ustawionych meczów piłkarskich na starym kontynencie. W tym także spotkań w Lidze Mistrzów, eliminacjach mistrzostw świata i Europy.

Raport Europejskiego Urzędu Policji mówi o 425 osobach uwikłanych w sprzedawanie meczów, o 15 krajach (na razie bez podawania ich nazwy) oraz o zyskach wysokości najmniej 8 milionów euro.

Całość czytaj na: tygodnik.tvp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *