„To ja, gwałciciel, wpuścić mnie” – wspomnienie o Antonio Grau Manchon

Jak kolorowy ptak przyfrunął do szarzyzny popeerlowej Polski, która budziła się na nowe nieznane ciekawostki. Ludzie zmęczeni systemem ucisku nagle stali się otwarci na wszystko co niosło za sobą bogactwo świata i nowe rozwiązania.

Toni, jak zwali go przyjaciele przybył do naszego kraju w idealnym dla siebie czasie. Pochodził z hiszpańskiej rodziny z okolic Walencji, która od wielu lat zajmowała się organizowaniem salonów bingo. Antonio zafascynowany możliwościami jakie dawała nowa era, był prekursorem tej nieznanej powszechnie rozrywce. Założył wraz z dwoma wspólnikami, Lechem Hańskim i Mirosławem Pustołą firmę BISS International Ltd, która podjęła się organizacji salonów bingo, zlokalizowanych początkowo w Warszawie a później w całej Polsce. Salony były prowadzone z rozmachem, w owych czasach wielu miłośników zaczynało swoją przygodę z hazardem właśnie tam. Okresy w których w danym salonie była wysoka kumulacja, gwarantująca wielkie sumy (1.000.000 zł według starej nominacji), przyciągały setki ludzi tak, że na wejście do salonu czasami trzeba było czekać w długiej kolejce.

Te początki lat dziewięćdziesiątych w hazardzie w Polsce z pewnością należały do Toniego, cieszył się on już wtedy wielkim uznaniem i renomą. Nie zawsze jednak był kojarzony z tym sukcesem. Jak głosi znana anegdota, podczas wizytacji jednego z salonów we Wrocławiu został zatrzymany i nie wpuszczony do swojego salonu bingo przez ochroniarzy obiektu. Zdenerwowany tym faktem a nie w pełni sprawnie posługujący się polskim językiem, wykrzyczał im te słowa „to ja, gwałciciel tego salonu, proszę wpuścić”. Oczywiście chodziło o właściciela, ale wspomnienie lapsusu pozostało na wieki.

Ponieważ Toni miał tą niesamowitą przypadłość kreatora rzeczywistości, zorientował się, że na rynku jest luka dotycząca automatów rozrywkowych z elementem hazardu. Rozwinął zatem sieć automatów zwanych pusherami, rozstawiane one były na terenie całej Polski, od Helu po Szczyrk i Zakopane. Te wielostanowiskowe automaty inaczej zwane „spychacze” rozstawiane po stacjach kolejowych lub centrach handlowych, dawały wielkie zyski organizatorom i będąc kolejną zachętą dla miłośników drobnego hazardu. Były też namiastką tego, co za chwile miało nastąpić.

Brak automatów nisko hazardowych, powszechnie w Europie zwanych AONW, czyli automatów umieszczanych w barach nie uszedł bacznej uwagi Toniego. Dzięki jego wizjonerskiemu podejściu zostałem poproszony o stworzenie sieci automatów barowych. Korzystając z mojej znajomości rynku i operatorów na nim operujących podjąłem się tego prekursorskiego działania. Pierwsze automaty marki Errel, o nazwie Golden Real Magic, wstawiane były w miejsca gdzie regionalni operatorzy prowadzili dotychczas swoje działania na grach video czy flipperach. Większość operatorów z jakimi miałem przyjemność się znać, rozpoczęło na GRM swoją przygodę z niskim hazardem. Po krótkim czasie na terenie Polski działało już ponad 10.000 maszyn, wszystko jednak pod uważną kontrolą Toniego i jego grupy.

To był czas pełnej wolności gospodarczej, prace na tych automatach nie regulowały bowiem przepisy prawa, a wprowadzenie do nich skill elementu podczas wypłaty eliminowało te urządzenia z pojęcia automatów losowych. Firma Nowapol, będąca importerem i głównym operatorem tego sprzętu, nie nadążała z dostarczaniem kolejnych maszyn do oczekujących operatorów.

I tu kolejna anegdota z czasu, gdy w Polsce było tak dobrze z automatami. Antonio miał znajomych z Kolumbii, którzy zaprosili go na rozmowy. Po przyjeździe w eskorcie został przywieziony do niepozornego budynku w mieście położonym na zachodnim brzegu kraju. Tam po wejściu, zjechał osiem pięter…. w dół, do pięknie urządzonego salonu, na rozmowy biznesowe. Zaproponowano mu wsparcie finansowe w tym nowo rozwijającym się biznesie w Polsce w ….. dowolnej wysokości finansowej. Jedynym oczekiwaniem finansujących, był zwrot 70 % pożyczonej sumy, przelewem bankowym lub innym honorowanym międzynarodowym prawem bankowym sposobem.

Korciło bardzo, ale po wspólnych naszych dyskusjach Toni zrezygnował z tej oferty, tłumacząc to brakiem pewności zrealizowania tego warunku i obawą o utratę wiarygodności. Odmowę przyjęto jednak ze zrozumieniem. Toni wiedział, że przyjmując taką ofertę nie miałby już nigdy czystych rąk i byłby ścigany przez policje wszystkich krajów. Tak, to był kartel narkotykowy z Cali.

 

Automaty nisko hazardowe rozstawiane były nadal na terenie kraju, osiągając pod koniec lat 90-tych zawrotną ilość 60.000 maszyn, coraz więcej długoletnich operatorów a także nowych kreatorów branży hazardowej wciągało się w te działania operatorskie. Oczywiście ta nowo powstała rynkowa luka w branży hazardowej była zwalczana i piętnowane przez polityków ale głównie przez konkurencję, przede wszystkim byli to przedstawiciele Zjednoczonego Przedsiębiorstwa Rozrywkowego. Nie rozumiano, że społeczeństwo lubi tego typu miękki hazard zamiast serwowanego w kasynach lub salonach gry. Nie rozumiano też, że początki korzystania z tego typu rozrywki kreuje późniejszych klientów do kasyn. We wszystkich sąsiednich państwach w Europie, niski hazard był regulowany prawem i zarówno organizatorzy jak i gospodarka państwa, poprzez należycie wymagane i ściągane podatki z tego korzystała.

Powstała w tym czasie Izba Gospodarcza Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, która zapraszała do swoich szeregów wszystkie firmy związane z rynkiem rozrywki i automatów nisko hazardowych. Przemysł hazardowy był skonsolidowany i odpowiednio reprezentowany, co pozwoliło na zmianę prawa i zalegalizowanie tych działań w latach późniejszych. To wszystko było pokłosiem działań Toniego w tej branży.

Toni był u szczytu swoich możliwości finansowych i rynkowych. Jego natura kreatora nie pozwalała mu jednakże spoczywać na laurach. Wraz z nim i najbliższymi właścicielami firm operacyjnych, ruszono na podbój Brazylii. Tam miano stworzyć podobną strukturę jak w Polsce, poczyniono wszelkie działania do realizacji tego planu. Pierwsze maszyny już zostały zamówione i nawiązywano koalicję z miejscowymi operatorami podobnych urządzeń.

Niestety, życie wybrało inny scenariusz.

Pod Walencją, 2 października 1999 roku, na skutek nieszczęśliwego wypadku samochodowego, będąc u szczytu swoich możliwości biznesowych Antonio Grau Manchon odszedł od nas na zawsze. Jakim to było szokiem dla wszystkich jego znajomych i przyjaciół, nie jest możliwe to do opisania. Natomiast jak jego majątek i dobra, ulokowane w wielu tajnych miejscach zostały rozkradzione i rozparcelowane, przez jego najbliższych współpracowników, to zawsze będzie godne pomstowania. Niewiele jednak z tego skorzystali, majątki się rozeszły, dziś większość z nich cierpi biedę na emigracji.

Toni był w wielu dziedzinach prekursorem ale również bardzo światłym człowiekiem, wnosił ten światowy sznyt w przaśną polską rzeczywistość. To on miał bogatą unikalną kolekcję samowarów, to on był na te czasy kanonem elegancji. Korzystał z życia na swój hiszpański sposób, czerpiąc bezwzględnie korzyści z jego bogactwa. Zostawił po sobie córkę Wiktorię, która nie poszła wprawdzie w jego ślady, ale przy wsparciu finansowym pozostawionego majątku oraz nienagannemu wychowaniu Matki, ukończyła studia i obecnie prowadzi swoje dojrzałe życie.

Osoba taka jak Toni była niepowtarzalna, trudno było nadążyć za jego planami i wizjami. Co ciekawe, wszystkie jego projekcje i ich realizacje były zawsze bardzo realistyczne, wystawiając tym samym opinie twórcy.

Tym, którzy zetknęli się z Antonio Grau Manchon przesyłam serdeczne pozdrowienia i w dwudziestolecie jego śmierci prośbę o chwilową zadumę nad Jego osobą.

Iwo Bulski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *