Arbitraż, czyli zrobić buka w bambuko

Mokry sen każdego typera, zmora i strzyga każdego buka – arbitraż. Czyli surebet. Albo swojsko – pewniak. Zakład, a właściwie para zakładów, której nie możemy przegrać. Jak to działa i przede wszystkim – czy to jest legalne?

Lata temu w magazynie o hazardzie E-Play [numer z grudnia 2008] ukazał się wywiad z Krzysztofem G. Karelli, bo pod takim pseudonimem ów jegomość znany jest w towarzystwie, kilkanaście lat temu zebrał kilku podobnych sobie mądrali i założył nieformalny „gang matematyków”. Panowie owi zajmowali się wyszukiwaniem w ofertach bukmacherów surebetów, czyli zakładów przeciwstawnych. I dopóki nie dostali zakazu gry chyba u wszystkich polskich buków, proceder swój uprawiali na tyle skutecznie, że o mały figiel jednego z nich nie doprowadzili do ruiny. Oddajmy głos Krzysztofowi G.:

„Przede wszystkim chodziło o porównanie całej oferty bukmachera, w tym przypadku Toto-Mix, pozycja po pozycji, w poszukiwaniu jakiegoś błędu. Poszukiwanie błędów u bukmacherów było sposobem na życie. Nie interesowało nas zbytnio, który zespół sportowy jest lepszy i prezentuje aktualnie lepszą formę. Ważne było to, że światowi bukmacherzy mieli kursy na bardzo zbliżonym do siebie poziomie – w Polsce były duże odstępstwa od tych kursów i wystarczyło je znaleźć.
„Aż wreszcie Toto-Mix, dysponując odpowiednimi danymi, wysłał do każdego z nas „smutnych panów”. Jeżeli kogoś nie było w mieszkaniu, zostawiali wiadomość, że zapraszają na rozmowę do siedziby firmy przy ulicy Łuckiej. Jedna osoba zignorowała to wezwanie, mój kolega postanowił pójść na rozmowę. Ja w końcu też z nim pojechałem. Nie bardzo wiedziałem o czym mamy tam rozmawiać, ale pojechałem dla towarzystwa. I oni podczas tej rozmowy prosili nas, żebyśmy im dali trochę wytchnienia, żebyśmy przez jakiś czas u nich nic grali. Powiedziałem, że mnie nie stać na to, żeby u nich nie grać. Że mi się to po prostu nic opłaca. I że nawet jeśli dostanę oficjalny zakaz gry w ich punktach, to i tak będę w jakiś sposób, choćby przez inne osoby, wysyłał kupony u nich, skoro jest to dla mnie źródło utrzymania.”

Czy złamał prawo? Nie. To bukmacher oferuje kurs na każde ze zdarzeń w swojej ofercie, nikt go do tego nie zmusza. Czy bukmacher może takiego gracza ukarać? Może. Wówczas jedyną karą dla grających zakłady arbitrażowe był zakaz gry i przeciągnięcie do granic, określonych w regulaminie, terminu wypłaty ostatniej (ma się rozumieć) wygranej. Dzisiaj każdy buk zabezpiecza się przed takimi sytuacjami odpowiednim zapisem regulaminu. Podejrzewamy, że grasz surebety? Ban i konfiskata środków. I kto chce u buka grać, musi na taki zapis przystać.

Oczywiście natura nie znosi próżni i do dzisiaj znajdziemy „okazje” na pewny zarobek. I jeżeli nie robimy tego na jakąś dużą skalę, nikt się nie połapie. Ale właściwie to co to jest ten zakład arbitrażowy?

Bukmacherów, zwłaszcza w dobie internetu, są tysiące. Jedni mają swoich własnych analityków ustalających kursy na każde zdarzenie, inni korzystają z „kupnych” kursów oferowanych przez wyspecjalizowane firmy. Przy takiej ilości podmiotów i ludzi (to tylko ludzie) ustalających kursy, zdarzy się czasem, że na przykład:

W meczu Real Madryt – FC Barcelona jeden buk daje na zdarzenie „powyżej 3.5 gola” kurs 2.2, natomiast inny buk taki sam kurs daje na wynik „poniżej 3.5 gola”. Cóż to oznacza? Ano jeżeli u jednego postawimy 100 złotych na „powyżej” a u drugiego na „poniżej”, to bez względu na wynik meczu wygramy. Inwestując 200 złotych otrzymamy 220 złotych. Zysk 20 złotych. Oczywiście to nie fortuna, ale wszystko zależy od skali procederu.

Jak zawsze, gdy życie daje możliwość wykiwania kogoś, trwa zażarta walka kiwających z kiwanymi. Gracze korzystają albo ze specjalnego oprogramowania wyszukującego surebety, albo ze stron i for internetowych, które robią tę robotę za graczy. Bukmacherzy bronią się, umieszczając w swoich regulaminach zapisy zakazujące gry na zakłady arbitrażowe, grożąc zamknięciem konta i konfiskatą wygranych, z drugiej strony – sami korzystają z wymienionych wyszukiwarek, sprawdzając własne kursy.

Wracając do kwestii czy to się jeszcze komuś opłaca. Nie. Wydaje się, że to gra niewarta świeczki i tylko podnieta dla nowych i niedoświadczonych graczy, którym się wydaje, że złapali kurę za złote jajka. Zysk tu minimalny, natomiast ryzyko wpadki duże. Dzisiaj bukmacherzy mają naprawdę dobre narzędzia, żeby takiego typera szybko zidentyfikować. I jeżeli dowiodą mu „nieuczciwego zachowania”, zablokują konto lub w najlepszym razie ustalą tak niskie limity, że w ogóle odechce mu się gry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *