Biegli sądowi pod lupą

Opóźniają procesy, biorą łapówki, kłamią i fałszują dokumentację, ale też… produkują narkotyki.

Marek Czarkowski

W kwietniu ubiegłego roku policjanci z katowickiego CBŚ wpadli na trop gangu trudniącego się produkcją mefedronu, narkotyku, który jest prostszy w produkcji niż amfetamina i powoli zdobywa rynek. Przy okazji nalotu na laboratorium, w którym wytwarzany był ów specyfik zatrzymany został Mariusz Ś., biegły sądowy z dziedziny toksykologii wpisany na listę Sądu Okręgowego w Krakowie. Od razu podniosły się głosy, że warto przyjrzeć się sprawom, w których występował.

Kilka lat wcześniej funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego zatrzymali w Toruniu znanego w tym mieście psychiatrę i biegłego sądowego doktora Arkadiusza Sz., któremu zarzucono przyjęcie łapówki do członka gangu zajmującego się wyłudzaniem podatku VAT. Dzięki opinii wystawionej przez Andrzeja Sz. ów człowiek uniknął więzienia. W Łodzi za kraty trafił biegły sądowy, który za 40 tyś zł. dogadał się z jedną ze stron w głośnym procesie zakupu przez łódzki oddział Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nieruchomości od firmy „Infolex”. W 2007 roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał sześciu biegłych sądowych psychiatrów i lekarzy, którym zarzucono świadczenie nieprawdy w dokumentach medycznych i wystawianie fałszywych opinii w zamian za łapówki.

Lista deliktów, których bohaterami są biegli sądowi staje się coraz dłuższa. Od lat część środowisk prawniczych zgłasza postulat by ich status, zasady wyboru i funkcjonowania zostały określone ustawowo. Obecnie kwestie te reguluje rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 24.01.2005 roku, zaś biegłym sądowym może zostać każdy, kto ma ukończone 25 lat, polskie obywatelstwo i legitymuje się praktycznymi wiadomościami z dziedziny potrzebnej wymiarowi sprawiedliwości.

Na listach biegłych, prowadzonych przez Sądy Okręgowe znajdziemy nie tylko grafologów, ekspertów z dziedziny balistyki czy medycyny (których jest najwięcej), ale też informatyków, leśników, zootechników, kamieniarzy, złotników a nawet fryzjerów.

Nie dziwmy się. W ostatnich dekadach sędziowie, tak w procesach cywilnych, jak i karnych, coraz częściej potrzebują pomocy w wyjaśnianiu kwestii, które nie mieszczą się w zakresie ich wykształcenia prawniczego. W praktyce opinie biegłych, choć podlegają ocenie sądu, traktowane są jak ważny dowód. Bywa, że jedyny, decydujący o winie, lub niewinności oskarżonego.

Znam wiele przykładów, gdy ludzie latami zasiadali na ławie oskarżonych tylko dlatego, że biegli sporządzili niekorzystną dla nich opinię, która w finale okazała się bezwartościowa. Sytuacje takie najczęściej związane są z procesami, w których w charakterze biegłych występują psychologowie i psychiatrzy. Klasycznym przykładem jest oskarżenie o seksualne wykorzystywanie dzieci. Argument który często pojawia się w sprawach rozwodowych, gdy strony darzą się tak wielką niechęcią, iż gotowe są sięgnąć po najbardziej odrażające argumenty. Opinie biegłych psychologów bardzo liczą się w sądach pracy, zwłaszcza w coraz częstszych procesach o mobbing. W sprawach karnych mają one wpływ na ocenę wartości dowodowej zeznań świadków, która uzależniona jest na przykład od oceny stanu zdrowia psychicznego czy zdolności zapamiętywania faktów. Może tego dokonać tylko biegły sądowy.

Rośnie też rola biegłych z takich dziedzin jak informatyka, telekomunikacja czy księgowość, co ma związek z pojawieniem się nowych rodzajów przestępstw związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej w internecie.

Wydawać by się mogło, że w tej sytuacji biegli znajdą się pod szczególną uwagą i nadzorem. Otóż nic bardziej mylnego. Resort sprawiedliwości jak dotąd nie kwapi się, by wziąć pod lupę pracę około 15 tys. biegłych sądowych, którzy wpisani zostali na listy. Być może dlatego, że kontrole zostałyby ocenione przez sędziów jako zbytnie ingerowanie w ich niezawisłość. Jednak krok taki wydaje się konieczny w obliczu coraz częstszych wpadek sądów i prokuratur spowodowanych działalnością biegłych sądowych.

Niegdyś najgłośniejszym kompromitacji instytucji biegłego sądowego był proces byłego prezesa PZU Życie Grzegorza Wieczerzaka, któremu w 2004 roku prokuratura zarzuciła,. iż swą działalnością miał spowodować 173,5 mln zł strat w spółce, którą kierował. Podstawą aktu oskarżenia była opinia biegłej Jadwigi Młynarczyk dotycząca ryzykownych pożyczek udzielanych przez PZU Życie sporządzona na zlecenie warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej. To biegła Młynarczyk wyliczyła straty, które Wieczerzak miał jakoby spowodować w majątku spółki.

W trakcie przewodu sądowego okazało się, że jej zeznania biegłej były tak niespójne i niekompetentne, iż ośmieszyły prokuraturę. Biegła miała problemy z wyjaśnieniem podstawowych definicji, nie potrafiła też wyjaśnić, jakimi kryteriami kierowała się, przygotowując ekspertyzę. Ostatecznie sąd zwrócił Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie akta z poleceniem uporządkowania ich (zdaniem sądu panował w nich niemożliwy do ogarnięcia bałagan) oraz uzupełnienia aktu oskarżenia nowym raportem biegłych.

Prokuratura nie była nawet w stanie określić terminu, w którym zakończy prace nad nowym aktem oskarżenia przeciw Grzegorzowi Wieczerzakowi. Z tego, co wiem, nigdy nie wpłynął on do sądu. Dziś mało kto pamięta tę sprawę, choć 11 lat temu emocjonowały się nią wszystkie media, a politycy mówili o „największej aferze III RP”.

W zeszłym roku wycofaniem aktu oskarżenia – o co wnioskowała sama prokuratura – zakończył się w Warszawie proces grupy urzędników resortu skarbu państwa oskarżonych pierwotnie o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, na czele której stać miał minister Wiesław Kaczmarek. Na ławie oskarżonych obok niego zasiadł były prezes Totalizatora Sportowego dr Mirosław Roguski i inni. Zarzucono im, że przejmując spółkę STWK, narazili na straty zarówno skarb państwa, jak i Totalizator Sportowy. Podstawą aktu oskarżenia były nie tylko zeznania świadków, ale też opinie biegłego sądowego sporządzone na zlecenie prokuratury.

Na podobne przykłady zwraca uwagę Helsińska Fundacja Praw Człowieka, postulując stworzenie centralnego rejestru biegłych i urealnienie stawek wynagrodzenia, tak, by zachęcić najlepszych specjalistów do bycia biegłymi. Niestety resort sprawiedliwości nie nic zrobić w tej sprawie, gdyż nie ma środków. A praktyka staje się coraz bardziej humorystyczna o czym przekonałem się czytając akta sprawy, której „bohaterem” był pewien automat o niskich wygranych stojący w sklepie spożywczo-przemysłowym w Zastawiu (woj. Lubelskie). Pod koniec stycznia 2010 r. wzbudził on na tyle poważne wątpliwości funkcjonariuszy Urzędu Celnego w Lublinie, że postanowili go zatrzymać. Podejrzewali, że można grać na nim o spore pieniądze, co jest przestępstwem skarbowym. Urząd wszczął w tej sprawie dochodzenie. 26 kwietnia powołano biegłego z zakresu informatyki i telekomunikacji Remigiusza Rydza wpisanego na listę biegłych w Sądzie Okręgowym w Częstochowie. Z jego opinii przedstawionej 15 czerwca 2010 r. wynikało, że badany przez niego automat nie spełniał wymogów technicznych zgodnych z przepisami ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Opinia ta – co istotne – została sporządzona „na polecenie Prokuratora Prokuratury Okręgowej delegowanego do Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku nadzorującego śledztwo”.

W trakcie przeprowadzania oględzin automatu 28 czerwca 2010 r. przed zwróceniem go spółce będącej właścicielem urządzenia, funkcjonariusze Urzędu Celnego w Lublinie ustalili, że znajduje się na nim sześć plomb. Wskazali przy tym, że dwie plomby zostały zdjęte przez biegłego podczas wykonywania ekspertyzy, natomiast cztery pozostały nienaruszone. U pracowników, którzy przyjechali odebrać automat zrodziło się pytanie czy biegły sądowy na pewno badał ich urządzenie.

Bardzo szybko do Prokuratury Rejonowej w Lublinie trafiło doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na przekroczeniu uprawnień i niedopełnieniu obowiązków przez celników oraz przedstawieniu przez biegłego fałszywej opinii. Śledztwo prowadził prokurator Cezary Kościesza, który w pierwszym podejściu wydał postanowienie o umorzeniu. Na co władze spółki złożyły zażalenie do Sądu Rejonowego. Ten uznał, że prokurator winien jednak wyjaśnić kilka podniesionych przez niech wątków. A zwłaszcza tego, co działo się z plombami. Do wykonania zadania powołano biegłego sądowego Andrzeja Celmerowskiego.

Z zeznań jednego z celników złożonych w prokuraturze, który w styczniu 2010 r. zabezpieczał automat, wynikało, że urzędowe plomby to były zwykłe paski papieru opatrzone pieczęcią Urzędu Celnego „doklejane za pomocą kleju roślinnego w sztyfcie”! Część z nich została przyczepiona do elementów metalowych. Poza tym automat oddano na przechowanie właścicielowi sklepu w Zastawiu, który trzymał go w nieogrzewanym, brudnym i zakurzonym pomieszczeniu. Żaden z celników nie widział, by biegły Rydz zrywał zabezpieczenia automatu.

Wszystko to przywiodło biegłego Celmerowskiego do wniosku, że najprawdopodobniej zabezpieczenia – czyli owe papierowe plomby – zostały zdjęte bez ich uszkadzania, po czym po badaniach założone ponownie , na stary klej roślinny w sztyfcie. A poza tym – jak stwierdził w swej opinii – plomby czasem „potrafią same odkleić się od podłoża” lub można je odkleić w sposób nienaruszający plomby oraz przykleić je ponownie w to samo miejsce – bez praktycznie żadnych śladów manipulacji. Przy okazji wyszło na jaw, że biegły Rydz najprawdopodobniej badał rzeczony automat w dniu Święta 3 Maja, co wydawało się mało prawdopodobne.

Czy wolno się dziwić, że w tych okolicznościach prokurator Kościesza ponownie wydał postanowienie o umorzeniu śledztwa? Spółce skierowała do Sądu Rejonowego w Lublinie subsydiarny akt oskarżenia przeciwko biegłemu Rydzowi, lecz ten uznał, że nie jest do tego uprawniona i umorzył sprawę.

To nie jest koniec. Adwokat reprezentujący spółkę złożył zażalenie do lubelskiego Sądu Okręgowego. Wystąpił też z wnioskiem do Prokuratora Generalnego o zbadanie legalności i poprawności postępowania przygotowawczego. Trudno powiedzieć, jakie zapadną rozstrzygnięcia, choć moim zdaniem rokowania są kiepskie.

Jedno jest jasne. Pod koniec 2010 r. Sejm przyjął najsurowszą w Europie ustawę hazardową, która nałożyła na spółki działające w tym obszarze szereg obowiązków. Ich naruszenie traktowane jest z całą bezwzględnością. Z drugiej strony władza, w tym przypadku celnicy, niewiele od siebie wymaga. Jeden „lewy” automat może doprowadzić do tego, że spółka straci koncesję, co w praktyce oznacza jej upadek. Tymczasem plomby zakładane przez funkcjonariuszy na podejrzane urządzenia pochodzą z czasów króla Ćwieczka. Podobnie jak stosowany przez funkcjonariuszy klej roślinny w sztyfcie. W tych okolicznościach trudno mówić o równym traktowaniu stron.

A gdy wydarzy się coś podejrzanego, wymiar sprawiedliwości umywa ręce i dowodzi, że ktoś „nie jest i nie może być stroną postępowania”, a w związku z tym sąd nie będzie zajmował się sprawą. Stąd prosta konstatacja – takie jest w Polsce prawo.

Nie sposób bowiem nie przyjąć założenia, by prokurator Prokuratury Rejonowej w Lublinie Cezary Kościesza, wspólnie i w porozumieniu z biegłymi sądowymi, funkcjonariuszami Urzędu Celnego oraz sędzią Sądu Rejonowego Lublin-Zachód Katarzyną Galus zwyczajnie chciał „skręcić” tę sprawę. Wszyscy oni działali „w ramach i granicach” oraz najlepiej pojętym interesem społecznym.

To brak zrozumienia istoty obowiązujących nad Wisłą regulacji prawnych doprowadził właścicieli automatu do pożałowania godnych działań i gestów. Bo czymże jest doniesienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez biegłego sądowego? I demonstracyjne upieranie się przy tym?

Każdy, komu do głowy przyjdzie kwestionowanie działań przedstawicieli władzy i wymiaru sprawiedliwości, winien pamiętać, że oni zawsze mają w magazynku o jeden nabój więcej.

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Marek Bojarski w pracy „Problemy odpowiedzialności karnej i dyscyplinarnej biegłego” pisał: „Stwierdzić należy, iż pomimo możliwości formułowania wobec biegłych sądowych bądź odpowiedzialności dyscyplinarnej bądź karnej to należy ona do rzadkości. Osobiście nie jest mi znany ani jeden wypadek takiego zawodowego postępowania biegłego, który zakończony zostałby prawomocnym orzeczeniem skazującym”.

Święte słowa. Tylko o czym one świadczą? I czy tylko o biegłych, czy też o całym wymiarze sprawiedliwości z jego urzędnikami na czele?

Marek Czarkowski

Artykuł ukazał się w numerze 25/2012 tygodnika Przegląd

2 thoughts on “Biegli sądowi pod lupą

  1. Malo tego jeszcze trzeba bedzie płacić za nelegalna ustawę hazardowa ,gdzie państwo zarabialo około 20 miliardów rocznie,,,,ale cóż jesteszmy bogatym państwem i ustawę hazardowa przegłosowali bez konsultacji społecznych i interesuje mnie kto bedzie odpowiadał ( ktory minister albo premier tak jak na Ukrainy pani premier Tymoszenko )za tak niekorzystna ustawę którą okradlli budżet państwa na kilka miliardów złotych.

  2. Ale jaja! Red. Czarkowski pewnie nie wie, że biegły Celmerek z Białegostoku działał w ten sam sposó, co biegły Remek – kopiuj/wklej – z Częstochowy. Czyli też „opiniował” AoNW… Co ciekawe: akurat w Lublinie mają biegłego Sieduszewskiego od tych samych urządzeń, ale jego nikt o pomoc jakoś nie prosi. Wolą sięgać na Śląsk i Podlasie… RĘKA RĘKĘ MYJE! ALE JAJA!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.