Hazardowy tryb legislacyjny

O negatywnych skutkach ustawy hazardowej nie trzeba długo przekonywać. Liczne publikacje prasowe na temat obecnej sytuacji na rynku hazardu informują o wielu wyrokach polskich sądów wskazujących na popełnione błędy ustawodawcy. Ustawa pisana na kolanie nie miała na celu wprowadzenia racjonalnych rozwiązań i regulacji prawnych. Była podporządkowana doraźnym celom politycznym.

Zostały one osiągnięte przez inicjatorów prawnych zmian. Zgodnie z oczekiwaniami zakończyła prace komisja śledcza. Od tego czasu do chwili obecnej nikt nie zainteresował się nawet przyjętymi przez nią wnioskami. Wytypowani przez rządzących winowajcy zaleczyli już rany. Straty polityczne i wizerunkowe koalicji PO i PSL okazały się mniejsze niż oczekiwała opozycja.

Za straty finansowe jakim są mniejsze wpływy z tytułu podatku od gier, podatku dochodowego oraz dopłat do stawek zapłacił budżet i obywatele. Od 2010 roku mamy mniejsze wpływy do budżetu od legalnie działających firm. Zaskakujące są słabsze niż prognozowano wyniki Totalizatora Sportowego. Nie tylko nie wykorzystał on szansy jaką było osłabienie konkurencji ze strony automatów o niskich wygranych i firm bukmacherskich po wprowadzeniu zmian ustawowych ale także nie jest zdolny do osiągnięcia wyników z 2008 roku. Skutkuje to zmniejszonymi wpływami z dopłat do stawek w grach objętych monopolem przeznaczanych na fundusze celowe, z których finansowany jest rozwój sportu i kultury.

Fiskus musi od kilku już lat zadowolić się zmniejszonym podatkiem od gier uzyskiwanym z opodatkowania gier liczbowych. Kierownictwo państwowego monopolisty zaprzestało ostatnio nawet zapewniać właściciela i opinię publiczną, że kosztowna zmiana nazw i marek gier oraz podwyżka stawek w grach liczbowych zagwarantuje spółce 50% udział w rynku.

W dyskusjach na temat skutków zmiany prawa hazardowego coraz częściej prezentowana jest sugestia, że osiągnięty został skrywany przed opinią publiczną cel zmian ustawowych jakim było takie osłabienie dominujących do 2009 roku na naszym rynku gier polskich podmiotów aby mogły łatwo i tanio przejąć kontrolę nad nim duże zagraniczne spółki.

Niektórzy analitycy twierdzą wręcz, że chyba ktoś celowo zadbał o to, żeby mniejsze firmy z polskim kapitałem miały kłopoty finansowe spowodowane zmianami prawa a także aby zmiany nie zostały wykorzystane dla umocnienia rynkowej pozycji Totalizatora Sportowego. Do strat z tytułu zmniejszonych od 2009 roku wpływów do budżetu i na fundusze celowe z Totalizatora Sportowego doliczyć należy także zmniejszone wpływy z tytułu podatków od podmiotów prywatnych. Nikt nie oszacował wielkości nie pobranych danin od firm działających w szarej strefie. Nad budżetem ciąży także trudna do oszacowania wielkość roszczeń prywatnych operatorów automatów o niskich wygranych.

Dotychczasowy koszt „szybkiego trybu” uchwalania ustawy hazardowej należy szacować na kilka do kilkunastu miliardów złotych. Inicjatorzy nowelizacji nie chwalą się także sukcesami w walce z uzależnieniami dzieci i młodzieży. Niewykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem jest utworzony w oparciu o przepisy ustawy hazardowej specjalny fundusz na ten cel. Firmy bukmacherskie informują o poważnej skali nielegalnej działalności internetowych kasyn i bukmacherów zarejestrowanych poza naszym krajem. Negatywna ocena ustawy hazardowej zawarta jest także w wielu wyrokach polskich sądów, Trybunału Europejskiego i opiniach wybitnych polskich konstytucjonalistów. Zadecydował o tym pośpiech i polityczne cele jej uchwalania.

Nie przypadkiem posłowie i prawnicy używają obecnie nowego określenia trybu uchwalania niektórych forsowanych przez rząd ustaw. Mówią o nim ,że jest to „tryb hazardowy”. Pojęcie to nie tylko charakteryzuje tempo uchwalania nowych ustaw ale także ich niski poziom merytoryczny i brak zgodności z zasadami „dobrej legislacji”.
O ile rządzący dosyć skutecznie „przesuwają w czasie” niewygodne dla nich decyzje finansowe to w sytuacji kiedy mamy już setki niekorzystnych wyroków sądowych trudno jest nadal bronić stanowiska jednego z inicjatorów uchwalenia nowej ustawy, że nie potrzeba jej notyfikować w Brukseli, a w sytuacji konfliktowej wystarczy notyfikacja jej nowelizacji.

Ten punkt widzenia i sposób przestrzegania przyjętych zasad stanowienia prawa jest co prawda oryginalnym poglądem ale nie stanowiskiem powszechnie akceptowanym przez sądy i prawników. Brak jego zrozumienia przez „unijnych biurokratów” powoduje, że urzędnicy resortu gospodarki i finansów zmuszeni są odpowiadać na liczne pytania i pisma Komisji Europejskiej. Poinformowała o tym posłów z komisji sportu i turystyki na posiedzeniu w dniu 11 września 2013 roku jedna z odpowiedzialnych za sprawy notyfikacji urzędniczek ministerstwa gospodarki.

Chyba nie przypadkiem komisja sportu od kilku lat wysłuchuje na posiedzeniach zwoływanych przez posła Ireneusza Rasia kolejnych inicjatorów nowelizacji ustawy hazardowej. Tworzy to wrażenie, że przejęła ona od sejmowej komisji finansów sprawy rynku gier. Ta zamiana ról jest różnie interpretowana. Część posłów twierdzi, że poseł Rosati po wpadce przewodniczącego Chlebowskiego jest zbyt ostrożny i inteligentny aby dyskutować o hazardzie i finansach państwa z ambasadorem internetowego hazardu Zbigniewem Bońkiem, czy posłem Janem Tomaszewskim wspierającym firmy bukmacherskie oraz posłami od Palikota, którzy niedawno popierali ruch „Wolne Konopie” a teraz walczą o „Wolny Poker”.

Kolejne rozpatrywane przez komisję sportu projekty nowelizacji obok „wpływowych” protektorów niosą to niebezpieczeństwo, że zawierają także szereg kontrowersyjnych propozycji zmian obowiązującego prawa. Dlatego być może polityczni decydenci uznali, że właściwym partnerem dla tych rozmówców i wysłuchiwania ich postulatów jest poseł Ireneusz Raś były piłkarz oraz świecki zakonnik jednego z katolickich zakonów (jak informował Wprost).

Taka sytuacja jest bezpieczniejsza dla rządzących, gdyż zawsze można wszystkie te „sportowe” projekty skierować do właściwej komisji lub sejmowej zamrażarki. Tym bardziej, że nawet przychylny obecnemu rządowi NIK odważył się w 2013 roku napisać w swoich pismach do ministra skarbu, że projekty zmiany prawa przedkładane przez Totalizator Sportowy a rozpatrywane przez komisję sejmową sportu nie zawsze są zgodne z oficjalną polityką rządu. Nie służą one naprawie złego prawa a załatwieniu jednostkowych spraw i interesów.

Opinię taką można sformułować wobec wszystkich projektów nowelizacji ustawy dyskutowanych przez komisję sportu. Każdy z nich zakłada bowiem liberalizację ustawy hazardowej korzystną dla wnioskujących nowelizację ustawy. Dla polityków korzystna jest sytuacja, kiedy proponowane zmiany mają być dokonane nie w celu naprawy popełnionych błędów a w interesie ekonomicznym podmiotów i osób zabiegających o nowelizację.

Oczywiście, że wszystkie przedkładane komisji sportu projekty nowelizacji eksponują troskę autorów o wzrost dochodów państwa, sprywatyzowanych klubów sportowych. Nie wspominają o interesie różnych zainteresowanych nowymi regulacjami grup interesów i środowisk. Pamiętajmy, że podobne uzasadnienia zawierały wszystkie projekty nowelizacji prawa hazardowego badane później przez komisje śledcze. Dlaczego wysyp projektów ma miejsce przed kilkoma kampaniami wyborczymi nie wiemy. Ale ludzie nieżyczliwi politykom i na to pytanie mają odpowiedź.


dr Mirosław Roguski
Stowarzyszenie Odpowiedzialna Gra

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.