Internetowe gry 
wojenne

Blokowania stron rywali żądają buk
macherzy płacący podatki w Polsce. Twierdzą, że ustawa hazardowa bije w nich, bo nie jest stosowana. 10 proc. – tylko taką część wartego 4,9 mld 
zł polskiego rynku zakładów bukmacherskich online zajmuje trójka krajowych bukmacherów: Fortuna, STS, Milenium. I nie jest w stanie tej bariery pokonać, wynika z przygotowanego na ich zlecenie raportu firmy doradczej Roland Berger.

 

Resztę tortu pochłaniają firmy niezarejestrowane w Polsce i niepłacące tu podatków (tzw. offshore). Oferują krajowym graczom usługi za pośrednictwem internetu. Największe z nich to Bet365 (ok. 35 proc. rynku), Bet–at–home (23 proc.) i Bwin (5 proc.). Wg szacunków Roland Berger polski budżet tylko w 2013 roku stracił z tego tytułu ponad 500 mln zł.

– Jesteśmy poszkodowani podwójnie 
– narzeka Leszek Haba z firmy Fortuna. – Po pierwsze, podatek obrotowy, który wprowadził polski ustawodawca, jest bardzo niekorzystny, bo musi zostać przerzucony na grającego. Jeśli ktoś wpłaci np. 100 zł, to gra u nas za 88 zł, a u zagranicznej konkurencji za całą kwotę. Po drugie, to są zakłady wzajemne i nie możemy wziąć na siebie tego ryzyka, bo mogłoby się okazać, że gdy wygrywa nasz klient, płacimy podatek od straty. Znacznie korzystniejsze byłoby opodatkowanie od efektu końcowego, czyli od naszego zysku. Wtedy moglibyśmy płacić nawet wyższe stawki – uważa Leszek Haba.

Czytaj całość na: bloombergbusinessweek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.