Lee ustawił mecz z Higginsem?

Dopiero co umorzona została jedna sprawa z osobą Stephena Lee w roli głównej, a już na światło dzienne wyszły kolejna. Tym razem siódmy zawodnik profesjonalnego rankingu najprawdopodobniej nie uniknie jednak dotkliwej kary.

Ledwie na początku bieżącego miesiąca brytyjska policja i prokuratura, w związku z brakiem twardych dowodów, umorzyły śledztwo prowadzone w związku z podejrzanym przebiegiem meczu rozegranego przez Lee jeszcze w 2009 roku. Sprawą dalej zajmuje się federacja snookera zawodowego (WPBSA), korzystając z materiału zgromadzonego przez obie instytucje.

Kurz na dobre jeszcze nie opadł, a Stephen Lee dał komisji dyscyplinarnej kolejny powód do wytężonej pracy. Tym razem nie może jednak liczyć na opieszałość i pobłażliwość.

Wątpliwości dotyczą spotkania Premier League z Johnem Higginsem, które zostało rozegrane w ostatni czwartek. Lee prowadził w nim 2-1, żeby przegrać 2-4. Nie sam wynik jednak budzi wątpliwości, ale sposób, w jaki został osiągnięty, a także informacje zebrane przez WPBSA.

– Kiedy patrzyłem na końcówkę tego spotkania, od razu pomyślałem, że powinna temu przyjrzeć się komisja. Nie sądziłem jednak, że do tego dojdzie. Lee zrobił bardzo dużo, żeby nie wygrać ostatniego frejma – przyznał komentator Eurosportu Przemek Kruk.

Przy prowadzeniu Higginsa 3-2 (w lidze gra się sześć partii z możliwością remisu), Stephen Lee w końcówce szóstego frejma miał łatwy układ kolorów na sczyszczenie i doprowadzenie do wyniku 3-3. Najpierw zagrał jednak nieco za daleko do niebieskiej, potem z niepotrzebnie dużą siłą obchodził stół z białą bilą do różowej. Kolorowa za sześć punktów została „niefortunnie” podsunięta w stronę kieszeni, ale Lee, grając z krzyżaka, i tak spudłował. Wkrótce otrzymał kolejną łatwą szansę na zdjęcie różowej i czarnej, ale zamiast uderzyć białą lekko, zdecydował się na wychodzenie po dwóch bandach. W efekcie nie uzyskał pozycji do czarnej, a winą – poprzez teatralne manifestowanie niezadowolenia – obarczył nadaktywnie oddające bandy. Przy rozgrywce na czarnej Lee wykonał dziwną odstawną, po której Higgins otrzymał łatwe wbicie na 4-2.

Każdy może mieć gorszy dzień i nie wytrzymać presji w krytycznych chwilach (choć szanse wyjścia z grupy Lee pogrzebał już wcześniej i z Higginsem grał w zasadzie o pietruszkę) i taki przebieg spotkania można by uznać co najwyżej za słabe poszlaki. Federacja została jednak poinformowana w dzień po zakończeniu pojedynku o podejrzanych zakładach bukmacherskich zawieranych na wynik meczu. Teraz obie sprawy, których antybohaterem jest Stephen Lee, rozpatrywane będą łącznie, a sam zawodnik został bezterminowo zawieszony.

W wydanym w piątek wieczorem komunikacie federacji można przeczytać: „WPBSA uznała, że byłoby niestosownym zezwolenie Stephenowi Lee na udział w rozgrywkach pod patronatem World Snooker w czasie, kiedy prowadzone są w jego sprawie postępowania. Prezes WPBSA Jason Ferguson podjął decyzję o zawieszeniu Stephena minimum do momentu zakończenia dochodzenia wyjaśniającego”.

Zawodnikowi przysługuje prawo odwołania się od decyzji. – Stephen jest zdruzgotany. Pracował niezwykle ciężko w tym roku, żeby wspiąć się na siódme miejsce rankingu. Ma już dość tych wszystkich zarzutów i czuje, że wątpliwości wobec jego osoby pojawiają się za każdym razem, kiedy spudłuje bilę – powiedział agent Stephena Lee Adam Quigley.

W efekcie zawieszenia Lee na pewno nie zagra w turnieju cyklu PTC Antwerp Open (18-21 października). Wątpliwy jest również jego udział w pełnorankingowym International Championship w Chinach, który rozpoczyna się 28 października. Jeśli zostanie mu udowodniona wina udziału w nielegalnym procederze, musi też liczyć się z zawieszeniem minimum do końca sezonu, a nie można wykluczyć również dożywotniej dyskwalifikacji.

źródło: Eurosport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.