Loteria przy Marszałkowskiej

W przedwojennej Polsce masowo grano na loterii państwowej. Kilkusettysięczna wygrana stanowiła niewyobrażalny majątek. Szczęśliwcy pieniądze te najchętniej inwestowali w ziemię.

 

Panna Aniela ze świętowaniem trochę się jednak pośpieszyła. – Chociaż miałam tylko kilka lat, incydent ten zapadł mi w pamięć. Panna Aniela była naszą służącą. Kochałam ją, bo była zawsze wesoła i śpiewała mi piosenki. Któregoś dnia, ku mojej rozpaczy, oświadczyła, że odchodzi i że to teraz my będziemy mogli u niej służyć, bo ma wygrany los w kolekturze Lichtensteina. Moja mama stała oniemiała. Anielcia zakręciła się na pięcie i wyszła. Wróciła po kilku godzinach całkowicie zmieniona. Zapłakana. Błagała o ponowne przyjęcie. Mama miała dobre serce, przyjęła ją i potem, obejmując się, razem płakały. Jak się okazało, Anielcia źle odczytała numer wygranej – opowiada mi jedna z czytelniczek cyklu „Warszawa nieodbudowana”.

Na szlaku szczęścia

Właściciele przedwojennych kolektur Loterii Państwowej zatrudniali wierszokletów. Klientów witały w nich zabawne hasła: „Losem naszej kolektury nikną zmartwień chmury” – zapewniano w lokalu firmy E. Lichtenstein i Ska przy Marszałkowskiej 146. Spacerujących Nowym Światem przy Krakowskim Przedmieściu zapraszało do kolektury Janiny Haładejowej hasło: „Szukasz szczęścia, wstąp na chwilę!”.

Czytaj całość na: m.warszawa.gazeta.pl

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.