Nietypowy sport: piłkarzyki

Ciekawostki
Marek 31/05/2013

Ostatnia aktualizacja: 8 czerwca 2024

Kumpel gra w piłkarzyki. Jeździ po Polsce na turnieje. Regularnie trenuje. Ćwiczy tylko na profesjonalnych stołach za grubą kasę, a uchwyty owija jakimś specjalnym tworzywem dla zwiększenia przyczepności. Wariat – myślałem. Bo do tego on jeszcze piwa nie pije i wychodzi z pubu o dziewiątej.

Ale co tam! Złapmy za drążek i przypomnijmy sobie mecze z kolonii. Przywołajmy przerwy między wykładami na studiach spędzane w pubie. Mecze o dwa złote toczone w dymie, na lekkim zmiękczeniu ruchów. Przywołajmy wspomnienia.

W ten sposób wiedziony nostalgią trafiłem na turniej futbolu stołowego. Sportu, który choć kojarzy się z kuflem piwa, to ma tyle z nim wspólnego, co atari kupione na komunię z nauką programowania.

Gdy już stałem pośród kilkudziesięciu niemożliwie trzeźwych graczy i wiedziałem, że nigdzie dalej nie pójdziemy, postanowiłem zagaić. O piłce może pogadamy? W niedzielę Chelsea gra z Arsenalem. Szczęsny będzie bronił. Oglądacie? Pudło. Obojętność. Gość koło mnie będzie w niedzielę w drodze w góry, a piłkę nożną ogląda sporadycznie w czasie mundialu. Zuza, którą poznaję przy stole, gdy ogrywa mojego kumpla, ukończyła ASP i zajmuje się malarstwem, więc nawet nie próbuję pytać o takie rzeczy. Kilka kolejnych rozmów pokazuje, że znów dałem się nabrać na stereotypy. Futbol stołowy nie przyciąga kibiców. Nie zobaczysz tu szalików i maniaków Legii czy Wisły. Raczej skupione twarze podobne do tych znad stołów bilardowych. Tylko ruchu jakby więcej.

– Człowiek trzeźwy gra o wiele lepiej niż ten po kilku piwach. Zawodnicy, którzy chcą osiągnąć wynik, rezygnują z alkoholu – tłumaczy mi Joanna Boczkowska, elegancka blondynka w widocznej ciąży. Ona jest tu szefem. A właściwie prezesem Warszawskiego Klubu Futbolu Stołowego. – Po turnieju, proszę bardzo, można pić za sukces albo zapijać smutki, ale staramy się, żeby piłkarzyki były postrzegane jako dyscyplina sportowa, dlatego na stołach nie widzisz kufli. Mamy więcej wspólnego z szachami niż z piłką nożną. Jest tu mnóstwo taktyki, poszukiwania słabości przeciwnika, a wbrew pozorom mało fizycznej pracy.

Taaa… Jak staję za stołem, to zgodzić się nie mogę. W szachach nie zdarza mi się minąć z figurą czy nie trafić skoczkiem w pole. Szachiści nie są znani z doskonałej koordynacji czy sprawności ręka-oko. A ci tutaj wyglądają jak pomiot snajpera i skrzypaczki.

Jak wygląda gra?

Przede wszystkim jest cicho. Słychać tylko szuranie grillem i czasem puknięcia o bandę. Nie ma rozmów i krzyków. To zabronione. Póki piłka jest w grze, należy milczeć, bo słowa mogą rozpraszać przeciwnika. Trochę jak w snookerze. Tylko piłka szybciej lata. Przy każdym wznowieniu słychać krótkie: Tak? I potwierdzenie: Tak. Potem piłkarzyk ze środkowej linii musi podać do drugiego i dopiero ma możliwość oddania strzału. Środkowa linia jest najtrudniejsza do opanowania. Jest tam aż pięciu małych futbolistów, ale tyle samo stoi naprzeciwko, więc ta strefa jest bardzo gęsta. Trochę jak w prawdziwej piłce nożnej – kto wygra walkę o środek pola, ten jest faworytem meczu. Można decydować się na bezpośredni strzał na bramkę (najlepiej z wykorzystaniem zwodu) albo na próbę podania. Nigdy oczywistego, bo pięciu małych przeciwników podąża niczym cień za twoimi. Ich stopy starają się być naprzeciwko piłki. Stąd potrzeba zagrań skośnych. Dla wielu osób utrudnieniem jest praca lewą ręką, którą zwykle kieruje się pomocnikami. Aby podanie było skuteczne, trzeba precyzji: nie dość, że musisz ominąć linię przeciwnika; druga ręka powinna tak pracować, by na linii zagrania znalazł się zawodnik ataku. I znów – zrobić to tak, by przeciwnik się nie zorientował.

Na stołach Garlando, które oglądam, nie robi się odbić od band – są tam zainstalowane listwy, które podbijają piłkę i zakłócają jej lot. Można jednak podawać do bandy, a właściwie do piłkarzyka, który stoi blisko krawędzi i jest w stanie zgrabnie zastopować toczącą się piłkę. Potem już tylko podanie do środkowego ataku i krótki taniec. Strzał i huk, gdy piłka uderza o blaszany tył bramki.

Zapraszamy do przeczytania reportażu Krzysztofa Dołęgowskiego na: logo24.pl

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

E-PLAY.PL