Oszuści w hazardzie – odwieczny problem branży

Czy hazard jest moralny i etyczny, śmiem wątpić. Jednakże od tysiącleci jest on głęboko zakorzeniony w ludzkiej psychice i stał się nieodłączną częścią otaczającego nas świata. Hazard jako pojęcie istnieje w życiu codziennym – ciągłe podejmowanie decyzji które brzemiennie oddziaływają na koleje losu jednostki i mas.

Hazard istnieje również w polityce, gdzie ustawy normują porządek ale zawierając nieprzewidziane luki dając tym, którzy umiejętnie czytają ustawy, szansę na obejście litery prawa i jego nagięcie do swoich interesów. Jednakże czysta istota hazardu, jakim się zajmuję od trzydziestu lat pozwala mi na stwierdzenie, że jest to odwieczna walka dwóch sfer – oszustów i frajerów. No bo czyż podchodząc do zakładu gdzie jedna osoba wie jaki jest jej ostateczny wynik, nie należy jej nazwać oszustem? Złodziejem złudzeń dla przeciwnika, który w tej sytuacji jest frajerem. Problem tylko, że nie jest początkowo znane kto jest kim, to okazuje się dopiero po zdarzeniu.

W legalnie uprawianym hazardzie większość zdarzeń ma podłoże w matematyce. Obliczenie szans to kluczowe działanie organizatora zanim rozpocznie on prowadzenie swojego businessu. Czy jest nim kasyno z stołami do gry live oraz automatami typu „one armed bandit”, czy bukmacher, który typując wynik zdarzenia polega również na kalkulacji opłacalności. Czy też gracz w pokera lub Black Jack, który zna ilość kart w puli i dzięki obserwacji schodzących oblicza szansę na kolejne możliwe układy. Również obserwowanie koni na wyścigach jest w jakimś stopniu matematyczną łamigłówką, na którą składa się wiedza o dotychczasowych wynikach wyścigów koni startujących i kalkulacji opłacalności zakładu.

Nawet w loteriach są matematycznie wyliczone szanse na uzyskanie wyniku liczb, które dają wygraną, niestety kombinacje w przypadku Lotto idą w miliony i wszelkie opowieści o „pewnych układach” można włożyć między bajki.

Każdy jednak z działów hazardu opiera się na czystej kalkulacji opłacalności, bez niej było by bezsensownym zakładanie kasyn, eksploatowanie automatów do gry czy prowadzenie firm oferujących zakłady.

W automatach do gry jest to bardzo proste, automat ma w swoim programie ustawioną procentowość, która w zależności od miejsca jego ustawienia, typu oraz polityki firmy jest tak ustawiona, żeby zapewnić pewny wynik organizatorowi. Czy jest to 10 % zysku czy 40% zależy od wielu czynników znanych profesjonalistom. Ruletka wymyślona przez Blaise Pascalla ma w swojej prostocie również kalkulację opłacalności, każdy podchodzący do gry powinien mieć świadomość, że kasyno jest już na wstępie ma 17% więcej szans na wygraną. Typowanie zakładów sportowych i różnych zdarzeń również podlega tym zasadom z tym, że za nie odpowiadają typerzy zatrudnieni przez bukmachera. Oni oceniają ryzyko i procentowe szanse, nie zapominając o tym, że bukmacher musi w ogólnej kalkulacji na tym również zarobić.

Zakładając, że organizowanie hazardu jest bardzo opłacalne, wszyscy legislatorzy w rozsądny lub mniej sposób limitują ilość organizatorów, poprzez kosztowne licencje, przepisy normujące prowadzenie oraz wysokie podatki, które zasilają budżet skarbu państwa. Podatek hazardowy jest największą daniną jaką ponosi organizator, jednakże jest ona ściągana od graczy, w różnych formach. Gracz podchodząc do gry godzi się na to, choć może niezupełnie świadomie.

No dobrze, ale gdzie tu oszuści? Gdzie ta tytułowa walka pomiędzy organizatorem a nieuczciwym graczem?

Kasyno nie toleruje osób, które oprócz stosowania technicznych pomocy w osiąganiu wygranej są ponadprzeciętni w typowaniu kolejnych zdarzeń. Na filmach takich jak Rain Man czy Kac w Vegas jest to modelowo pokazane. Obliczanie rachunku prawdopodobieństwa w grach karcianych jest ścigane przez wszystkie kasyna, tacy gracze po załapaniu dostają dożywotni „ban” na wizytę w kasynie, ich personalia są przesyłane do bazy innych kasyn. Fachowo nazywa się to wykluczeniem, kasyno nie toleruje bowiem „matematyków”, którzy dzięki swoim umiejętnościom i wiedzy starają się naruszyć status quo. To nawet nie podlega dyskusji i wyjaśnieniom, kasyno ma zarabiać a nie rozdawać pieniądze, jakkolwiek mądrym i kompetentnym by nie był taki gracz.

Oszustwo na wyścigach głownie polega na zbieraniu informacji od właścicieli koni, pracowników stajni czy skorumpowanych dżokei. Mając pewne informacje można pokusić się o takie wytypowanie wyniku, który z fuksa da wielką wygraną. Niestety wyścigi konne w Polsce są na bardzo niskim poziomie a w porównaniu z latami ubiegłymi, straciły na swym znaczeniu i romantyzmie. Nie zapominajmy jednakże, że bez względu na wynik danego biegu, organizator czyli Totalizator zawsze na tym zarabia.

W zakładach sportowych oszustwa zdarzają się wyjątkowo często, są jednak tępione z całą bezwzględnością. Najczęściej dzieje się to na styku nieuczciwych sportowców i obstawiających wynik, z góry już przesądzony. Co i rusz w świat idą informacje o takich praktykach, czy pojedynczych graczy, czy nawet drużyn sportowych.

W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku ten problem był bardzo poważny wśród bukmacherów w Ameryce, za nim stały organizacje mafijne. Korumpując graczy różnych dyscyplin, prowadzili nielegalne kolektury, gdzie można było typować wyniki.

Na szczęście dzięki zdecydowanej polityce władz oraz skorzystaniu z przepisów prawa udało się bardzo ograniczyć wpływy mafijne w sporcie i zakładach bukmacherskich. Ale niesmak pozostał.

W Polsce na szczęście nie mieliśmy do czynienia z powszechnymi działaniami przestępczości zorganizowanej w hazardzie, ani zbyt wielu przypadków publicznego ujawniania oszukańczych zdarzeń. Czy to zasługa tylko 30 lat naszej wolności gospodarczej, czy dobrych procedur eliminujących podobne zdarzenia, czy wreszcie ciszy jaką roztacza nad hazardem i podobnymi sensacjami ich organizator, kto to wie?

Jednakże mamy obecnie od dwóch lat nasz własny rodzimy przypadek, który obecnie jest na etapie procesu sądowego. To casus Pana Marcina Krzywkowskiego, gracza i typera w wielu polskich firmach bukmacherskich, doktora matematyki i wreszcie pozywającego Fortunę Zakłady Bukmacherskie o odszkodowanie w rekordowej wysokości 60 mln złotych. Ponieważ proces się toczy i jego wynik ma być ogłoszony 2 listopada, nie będę komentować tej sprawy aż do ogłoszenia wyniku. Jednakże jestem przekonany, że przedstawiciele i właściciele firm bukmacherskich są żywo zainteresowani tą sprawą która stanowi precedens w naszym kraju.

Pytania główne jakie przewodzą temu procesowi są takie: czy bukmacher może wyeliminować niechcianego gracza, co do którego ma podejrzenia stosowania nieuczciwych praktyk? Czy może takiemu graczowi w swoich punktach zakazać przyjmowania zakładów? Czy bukmacher ma prawo do nagłośnienia tego we własnych wewnętrznych informatorach?

Jak wspomniałem na początku: oszuści, kombinatorzy oraz stosujący nieuczciwe praktyki gracze chcący łatwego zarobku zwłaszcza w hazardzie – to chleb powszechny tej branży. Każdy organizator ma prawo walki z takim graczem, używając wszystkich możliwych metod aby ograniczyć jego wpływ na grę. Tak jak kasyna wykluczają nieuczciwych graczy, tak bukmacherzy mają prawo do wyeliminowania ich ze swoich punktów naziemnych i z online.

Problem w tym, że w obecnej sytuacji w grę wchodzi horrendalne, niespotykane w Polsce odszkodowanie a stojąca w cieniu tej afery osoba o niskiej proweniencji – Leszek Bubel powoduje, że cała sprawa jest bardzo podejrzana i niesie znamiona oszustwa.

Czekając na wyrok jestem ciekaw jego wyniku, który będzie miał niewątpliwe duże znaczenie dla polskich bukmacherów oraz dla całej branży. Kolejni bukmacherzy wchodząc na nasz rynek, muszą wiedzieć jakie dodatkowe utrudnienia może nieść za sobą prowadzenie tej działalności. Po wyroku w tym procesie powinien powstać pewien precedens dotyczący ochrony interesów organizatorów legalnego hazardu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *