Perła ze skazą

Niegdyś była to najpiękniejsza świątynia hazardu na czarnomorskim wybrzeżu. Dziś architektura budynku i jego położenie jest jedną z atrakcji turystycznych miasta, ale wnętrze przedstawia istny obraz nędzy i rozpaczy.

 

Konstanca to drugi co do wielkości ośrodek miejski w Rumunii (320 tys. mieszkańców) i wielki port nad Morzem Czarnym. Już w VI w. p.n.e istniała tu grecka osada Tomis. W kilka wieków później region ten podbili Rzymianie i wtedy Tomis zmieniło nazwę na Constandiana. Potem należało do Bizancjum (do VI w.n.e.), następnie do Bułgarii, a od końca XIV w. do Turcji. W 1878 r. ostatecznie znalazło się w granicach Rumunii.

Intensywny rozwój Konstancy datuje się od początków XX w. Panował wówczas król Karol I z dynastii Hohenzollern-Sigmaringen. Z jego polecenia podjęto budowę nadmorskiej promenady, nad którą górować miało wytworne kasyno.

Realizacja tych planów pochłonęła kilka lat i mnóstwo pieniędzy. Ale efekt był imponujący – powstał uroczy ciąg spacerowy na nadbrzeżnej skarpie, a w jej centralnym punkcie stanął budynek o niezwykłej urodzie, prawdziwe cudo architektoniczne w modnym w tej epoce stylu secesji, z bogatymi ozdobami fasady i luksusowo urządzonym wnętrzem.

Cazinoul (po rumuńsku kasyno) otwarte zostało w 1910 r. i szybko stało się ulubionym przybytkiem hazardu dla rumuńskiej arystokracji, przemysłowców i bankierów, ale także dla bogatych cudzoziemców, amatorów ruletki i bakarata. W jego progach gościli m.in. grecka królowa Maria, książę Yorku, rosyjski wielki książę Michał Aleksandrowicz Romanow, bliski kuzyn cara, francuski marszałek Ferdynand Foch, a także Maurice Chevalier, Józefina Baker, Coco Chanel, Andre Citroen. Zdaniem wielu bywalców, kasyno w Konstancy przewyższało wystrojem wnętrz i poziomem obsługi nawet tak renomowane znakomitości jak kasyna w Deauville, w austriackim Baden czy w Biarritz.

Kariera Cazinoul skończyła się z chwilą wybuchu II wojny światowej. Cudzoziemcy przestali przyjeżdżać, skończyły się czasy prosperity. W budynku urządzono szpital wojskowy. Gdy po wojnie nastał komunizm, gry hazardowe uznane zostały za burżuazyjny przeżytek i kasyno przekształcono w restaurację. Jednak obiekt okazał się zbyt kosztowny do utrzymania i ostatecznie zamknięto go w 1990 r.

W jednym z angielskich przewodników turystycznych nazwano kasyno „perłą Konstancy”. Niestety, dziś jest to perła ze skazą. To, co teraz można tu zobaczyć, prezentuje się nader żałośnie. Owszem, patrząc z zewnątrz, godna podziwu jest wyjątkowa uroda budynku. Ale wnętrze to absolutna ruina – wybite szyby, połamane poręcze schodów, odpadający tynk, kawały gruzu walające się po zniszczonych posadzkach…Wstęp jest bezpłatny. Siedzący przy wejściu ni to strażnik, ni to portier, rozdaje kaski ochronne, które władze miasta przygotowały dla zwiedzających. I tylko gdzie nie gdzie widać ślady dawnej elegancji – ogromny, ciężki żyrandol z białego szkła , który wisi nad schodami prowadzącymi na piętro, kryształowe lustra, wielka sala balowa ze stiukami itp. Z okien rozciąga się fascynujący widok na Morze Czarne i wybrzeże. Szczególnie pięknie wygląda to w czasie zachodu słońca.

Przez wiele lat budynek niszczał w przyspieszonym tempie i nie robiono nic, by go uratować. Dopiero niedawno podjęto kroki w kierunku przywrócenia mu dawnej świetności. (Ponoć władze miasta uzyskały na ten cel hojną dotację z UE). Jednak nikt nie jest w stanie określić, jak długo trwać będą prace renowacyjne, a także nie sposób się dowiedzieć, jakie jest przyszłe przeznaczenie budynku i czy urządzi się tu kasyno, czy inną placówkę. Tak czy owak, już najwyższy czas, by podjąć akcję ratunkową.

Andrzej Klewszczyński

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.