Polska szara strefa jest największa w Europie

Szara strefa to nie tylko pobieranie części wynagrodzenia za pracę „pod stołem” bądź przemycanie w bagażniku samochodu papierosów czy alkoholu zza wschodniej granicy. To także płacenie malarzowi bądź hydraulikowi bez rachunku za usługę, zatrudnianie bez żadnej umowy niani czy korepetytorki dla dzieci lub pani do sprzątania.

A nawet machanie ręką na paragon od fryzjerki lub za warzywa kupione na bazarku i za gofra przy deptaku. Czasem robimy to chcąc zaoszczędzić, bo płatna gotówką usługa bez rachunku zwykle mniej kosztuje. Znacznie częściej jednak bagatelizujemy sprawę umowy czy paragonu, dokładając tym samym cegiełkę do szacowanej na ponad 250 mld zł rocznie szarej strefy nad Wisłą, jednej z większych w krajach Unii.(…)

Podatkowy rollercoaster

(…) Szara strefa w paliwach była do połowy zeszłej dekady zmorą tej branży. Szacuje się, że nielegalne firmy czy wręcz mafie, masowo sprowadzające zza wschodniej granicy paliwo, a z Niemiec olej opałowy jako tańszy zamiennik oleju napędowego, miały 20-30 proc. udział w całym rynku paliw. Skarb państwa tracił na tym procederze, połączonym z wyłudzaniem VAT, kilkanaście miliardów złotych rocznie. Sytuację radykalnie zmienił w 2016 r. tzw. pakiet paliwowy, głównie ze zmianami zasad opłacania podatku od importu paliw i zasad koncesjonowania tej działalności a także wprowadzenie systemu monitorowania drogowych a później także kolejowych przewozów paliw (SENT). Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Już po roku ich legalny import wzrósł o jedną czwartą a szara strefa skurczyła się do „cywilizowanych” rozmiarów.

Dużo mniejsze sukcesy notowało państwo w walce z szarą strefą w branży hazardowej, która przypomina hydrę z odrastającymi głowami.

Przed laty zdominowana była przez automaty o niskich wygranych, tzw. jednorękich bandytów, stawianych praktycznie bez żadnej kontroli nawet w przydrożnych barach.

Szara i czarna strefa miały 50-60 proc. udział w całym rynku gier hazardowych.

Nową, regulującą ten rynek ustawą, kontrolami i wysokimi karami ograniczono tę strefę na rynku stacjonarnym niemal o połowę. Tyle, że nielegalny biznes, zwłaszcza zakłady bukmacherskie, przeniósł się do sieci, prowadzony bez wymaganych zezwoleń przez wielu zagranicznych operatorów, nie płacących nad Wisłą ani złotówki podatku od gier czy dochodowego. Rząd nie ma na to skutecznego lekarstwa, zawodzi skuteczność egzekwowania prawa.

W 2020 r., według raportu firmy konsultingowej EY, obroty w szarej strefie przekraczały 12 mld zł, co stanowiło bez mała połowę rynku online i niemal 30 proc. całego rynku hazardu w Polsce. – Tylko w ub. r. sektor finansów publicznych stracił 594 mln zł z samego podatku od gier – szacują eksperci EY. (…)

Całość czytaj na: newsweek.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.