Poznał hazard od podszewki

Rene Descartes, zwany Kartezjuszem był jednym z najwybitniejszych uczonych XVII w. Ten francuski filozof i matematyk był też zaciężnym żołnierzem, podróżnikiem, inżynierem, lekarzem, prawnikiem, przyrodnikiem i Bóg jeden wie, kim jeszcze…A ponadto – graczem. Tyle, że graczem bardzo specyficznym.

Pochodził ze starego szlacheckiego rodu osiadłego w Turenii. Nauki pobierał w kolegium jezuitów i już wówczas zdradzał nieprzeciętne zdolności oraz pasję wiedzy. W 17 roku życia znalazł się w Paryżu, by kontynuować studia i tu niespodzianka – niemal natychmiast z mola książkowego przerodził się w bon vivanta. Stał się bywalcem salonów, ale odwiedzał też różne spelunki, w tym szulernie, obracając się w mocno podejrzanym towarzystwie.

W tym czasie jego głównym zajęciem była gra w karty i w kości. Prawdopodobnie z tego utrzymywał się, bo subsydia nadsyłane z domu nie wystarczyłyby na taki tryb życia, jaki prowadził. Nie trwało to jednak długo, bo młodzieniec dość prędko rozgryzł wszelkie tajniki i kombinacje gier, które uprawiał i z tą chwilą stracił zainteresowanie dla gry. Tak przynajmniej twierdził potem, zarzekając się, że grał nie dla pieniędzy, lecz po to, by karty i kości nie miały dla niego żadnych tajemnic. Trochę trudno uwierzyć w to „naukowe” podejście do gry, ale wiadomo, że geniuszy nie łatwo zrozumieć, więc może rzeczywiście tak było.

W każdym razie faktem jest, że pewnego dnia zginął z oczu kompanom i zaszył się na pewien czas gdzieś na peryferiach miasta, a potem wyjechał do Poitiers, by studiować prawo i uzyskać tytuł naukowy, co zresztą przyszło mu bardzo łatwo. Nie wytrwał jednak długo w roli jurysty, bo niespokojny duch gnał go po świecie. Zaciągnął się jako ochotnik do armii holenderskiej i brał udział w kilku bitwach wojny trzydziestoletniej w Niemczech i w Austrii. W przerwach wojaczki studiował medycynę oraz pisał traktaty filozoficzne.

Rzuciwszy ostatecznie armię, kilka lat spędził na podróżach, by w 1625 r. powrócić do Francji i skierować swe zainteresowania ku naukom matematycznym i fizycznym. Zajmował się optyką, chemią, mechaniką, embriologią, astronomią, meteorologią i w każdej z tych dziedzin miał spore osiągnięcia. Przede wszystkim jednak zasłynął jako matematyczny geniusz – doprowadził do powstania geometrii analitycznej, odkrył rachunek różniczkowy i całkowy, jako pierwszy wprowadził termin funkcja, a także liczby urojone.

Także na gruncie filozofii dokonał iście kopernikańskiego przewrotu – był zwolennikiem racjonalizmu i poddał w wątpliwość wiarygodność doznań zmysłowych, przyjmując za jedyny pewnik fakt myślenia, co ujął w łacińską formułę: Cogito ergo sum (myślę, więc jestem). Jego „Rozprawa o metodzie”, gdzie znalazło się to słynne twierdzenie, zyskała mu sławę w całej Europie.

Znużony zgiełkiem Paryża przeniósł się do Holandii, gdzie spędził 20 lat i gdzie powstały jego główne dzieła. W 1649 r. uległ namowom swojej wielbicielki, szwedzkiej królowej Krystyny i wyjechał do Sztokholmu, by uczyć ją filozofii. Jednak lekcje nie trwały długo – klimat północy okazał się dla niego zabójczy i Kartezjusz zmarł kilka miesięcy potem.

A co z grą w karty i w kości? Zachowało się niewiele wzmianek na ten temat. Wiadomo jednak, że wrócił do hazardu w czasach swojej służby wojskowej, choć grywał już tylko dorywczo i – jak twierdził – wyłącznie z nudów. Nie wiemy, z jakim skutkiem, choć ograć go chyba nie było łatwo…

Andrzej Klewszczyński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.