Superbet powalczy o bukmacherskie podium

Ostatnia aktualizacja: 25 marca 2022

Za plecami dwóch liderów polskiego rynku bukmacherskiego zaostrza się konkurencja. Szybki wzrost przychodów i wyjście na plus zapowiada wywodzący się z Rumunii Superbet. Na rynku bukmacherskim dochodzi do sporych przetasowań. Notowane na warszawskiej giełdzie STS i Fortuna, należąca do funduszu private equity Penta, odpowiadają razem za około dwóch trzecich przyjmowanych legalnie zakładów, ale licencję Ministerstwa Finansów na przyjmowanie zakładów ma ponad 20 firm.

Najbliżej progu 10 proc. jeszcze w ubiegłym roku był Forbet. Ścigał się z nim — i ostatnio zbliżył do progu 10 proc. — największy zachodnioeuropejski gracz na polskim rynku, czyli wywodzący się z Francji, choć formalnie maltański Betclic. Za ich plecami na poważnego gracza wyrasta wywodzący się z Rumunii Superbet, który zadebiutował w Polsce pod koniec 2017 r. i mocno przyspieszył w połowie 2019 r.

„W ubiegłym roku nasz biznes urósł pięciokrotnie. Zakończyliśmy go obrotami przekraczającymi 100 mln EUR i udziałem rynkowym na koniec 2021 r. na poziomie około 6,4 proc. wobec około 5 proc. w skali całego roku, co daje czwarte miejsce w branży bukmacherskiej. Cel na ten rok to zwiększenie udziału rynkowego do 8-10 proc. — mówi Adam Lamentowicz, prezes Superbetu.

Jeszcze w 2020 r., gdy wyniki całej branży bukmacherskiej były obciążone pandemicznym zawieszeniem rozgrywek, Superbet miał 90 mln zł przychodów i 50 mln zł straty netto. Firma jest wciąż na minusie z racji wczesnego etapu rozwoju w Polsce, ale jej szef zapewnia, że zmieni się to za kilkanaście miesięcy wraz z dalszym rozwojem i zwiększeniem skali.

„Jesteśmy najszybciej rosnącym bukmacherem w Polsce. Rentowność operacyjną zamierzamy osiągnąć w 2023 r., co jest ambitnym celem dla stosunkowo młodego gracza, ale naszym zdaniem realnym. Inwestujemy obecnie w dużej mierze w produkt i marketing — chodzi o pozyskanie graczy, ale przede wszystkim o to, żeby pozostawali z nami jak najdłużej — mówi Adam Lamentowicz.

Szef Superbetu podkreśla, że dla firmy najważniejsza jest retencja, czyli utrzymanie graczy.

„Na rynku pojawiają się kolejne firmy bukmacherskie, które oferują na start spore bonusy i w ten w sposób starają się przyciągnąć graczy. Mimo to udaje nam się zachować retencję na poziomie powyżej 80 proc., co wynika m.in. z inwestycji w aplikację mobilną Superbet. To taki Netflix branży rozrywkowej, czyli dobry streaming i funkcje społecznościowe, takie jak m.in. wspólne granie, czyli crowdbetting. To jedyna taka aplikacja na polskim rynku — twierdzi Adam Lamentowicz.

Branża, która niegdyś opierała się na stacjonarnych punktach przyjmowania zakładów, teraz działa niemal w całości w internecie. W ostatnich latach z polskich miast zniknęły sieci punktów Milenium i Totolotka, a liczbę placówek mocno zmniejszyła Fortuna.

„Większość, bo ponad 85 proc. naszej sprzedaży, to kanał mobile. Mamy także około 80 punktów stacjonarnych, czyli tyle, na ile pozwala nam aktualna licencja. Nie zamierzamy likwidować tej sieci — jej wyniki są zadowalające, pełni też funkcję wizerunkową — mówi szef Superbetu.

W ubiegłym roku Polacy w legalnych firmach bukmacherskich przeznaczyli na zakłady około 10,6 mld zł, czyli znacznie więcej niż rok wcześniej. Branża zazwyczaj korzysta na dużych imprezach sportowych, więc teraz spodziewa się żniw po piłkarskim mundialu.

„Zakładam, że dla branży bukmacherskiej będzie to bardzo dobry rok — z dodatkowym bonusem, jeśli reprezentacja Polski awansuje na mundial. Legalny rynek nie rośnie już tak dynamicznie jak po wprowadzeniu nowej ustawy hazardowej, ale dynamika w ubiegłym roku wciąż sięgała około 20 proc. i w tym roku też będzie dwucyfrowa. Z drugiej strony w krajach europejskich, gdzie jest niższy podatek od gier, legalny rynek często rośnie trzykrotnie szybciej niż w Polsce” — mówi szef Superbetu.

Adam Lamentowicz

W naszym kraju poza kilkoma graczami większość firm na rynku bukmacherskim nie generuje zysków, a konkurencja tylko rośnie. Do startu szykują się kolejni międzynarodowi gracze — licencję ma już Betway z notowanej w Nowym Jorku Super Group, a notowana w Londynie grupa Entain ogłosiła niedawno przejęcie bukmacherskiego Totolotka, którego licencję ma wykorzystać jej marka Bwin. Zagraniczne firmy przez lata formalnie stroniły od polskiego rynku, choć do czasu wprowadzenia w 2016 r. nowelizacji ustawy hazardowej często oferowały zakłady na polskojęzycznych stronach. Powszechnie narzekano na model opodatkowania: w Polsce przy zakładach wzajemnych opodatkowany jest przychód (stawka wynosi 12 proc.), a w innych krajach najczęściej GGR, czyli przychód pomniejszony o wypłacone wygrane (średnia stawka podatkowa od GGR w Europie to 22 proc.).

„Branża, w tym Polska Izba Gospodarcza Branży Rozrywkowej i Bukmacherskiej, do której należymy, oczywiście nadal postuluje zmianę modelu opodatkowania, co wpłynęłoby na ograniczenie w Polsce szarej strefy, jeśli GGR byłby na poziomie średnim europejskim. Poza Polską podatek przychodowy w UE funkcjonuje już tylko w Niemczech i Austrii, gdzie zresztą stawka jest wielokrotnie niższa niż w Polsce — to 2 proc. w Austrii i 5 proc. w Niemczech. Spodziewam się większej aktywności międzynarodowych firm na polskim rynku i wzrostu konkurencji, choć na razie trudno powiedzieć, czy globalni gracze od razu będą mocno walczyli ofertą, czy raczej zajmą pozycję na rynku w oczekiwaniu na zmianę przepisów” — mówi Adam Lamentowicz.

`źródło: pulsbiznesu

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

E-PLAY.PL