Wuj się nie wygłupia…

Życie Warszawy: Konne wyścigi to nie tylko mokotowski i służewiecki tor, ale także za okupacji pomieszczenia totalizatora przy Foksal, „odwiedzane” przez zbrojne podziemie. Wyścigi istnieją w mieście od 170 lat; w roku 1936 doszło na nich do wielkiej bijatyki.

Pod koniec lat 30. XIX w. ścigano się już w Warszawie na poważnie. Co prawda nie było jeszcze totalizatora, ale za to fundowano nagrody i zakładano się prywatnie. W połowie sierpnia 1839 r. „Gazeta Poranna” podała, że za Łazienkami odbył się drugi już wyścig: „Dzień piękny, pogodny, licznie zgromadził widzów na to dość dla nas obce, a gdzie indziej tak upowszechnione, widowisko”.

No i nadszedł rok 1841, w którym to „Kurier Warszawski” wieścił, iż „… pierwsze wyścigi i wystawa zwierząt gospodarskich odbyć się ma w roku bieżącym, zaraz po ukończeniu głównego targu na wełnę, to iest: w dniu 8 (20) czerwca”. Ponieważ Kongresówka była zaborem rosyjskim, stosowano dwa kalendarze – oficjalny juliański i z nieco późniejszą datą gregoriański, jakim posługiwali się w mieście katolicy. Oficjalnym językiem był rosyjski, więc wyścigi nazywały się – „miesto dla konnoj skaczki”, co gawiedź przerobiła na końską skaczkę.

Puchary i kamienie

Przez 45 lat tor znajdował się w głębi Pola Mokotowskiego, nieco na południe od dziesiejszego budynku GUS. Prymitywne trybuny z miejscami płatnymi (najtańsze po 15 kopiejek) stały pośrodku owalu, po którym ścigali się jeźdźcy. Natomiast gawiedź oblegała tor z zewnątrz, prawdę mówiąc, niewiele widząc. Emocje były dość mizerne, gdyż nie działał jeszcze totalizator, ale kiedy już ruszył w 1880 r., zaraz zaczęły się przekręty. Pieniądze zepsuły ducha sportowej rywalizacji. Powszechnie skarżono się na stronnicze wypuszczanie koni do biegu, niesportowe zachowania i zmowy jeźdźców. W połowie wieku XIX zwano ich żokejami albo żokiejami. „Kronika Wiadomości Krajowych i Zagranicznych” donosiła np.:

„… Pastor, ogier skaro-gniady hr. Augustowej Potockiej, żokej Hillman”.

W roku 1886 „skaczki” przeniesiono bliżej ulicy Polnej, gdzie były już znacznie lepsze trybuny. Tor rozciągał się od Nowowiejskiej po rondo Keksholmskie, jak zaczęli nazywać je Rosjanie tuż przed I wojną, czyli dzisiejszy plac Unii Lubelskiej. Tu działy się różne dziwne rzeczy… W połowie czerwca 1895 r. Towarzystwo Wyścigów Konnych zorganizowało bieg długodystansowy, który zniesmaczył większą część ludności miasta. „Przegląd Tygodniowy” opisał go w specjalnym felietonie. Na początku zwrócono uwagę na karcenie dzieci, które urywają chrząszczom nóżki, a nikt nie karci sadystycznych właścicieli koni. „Z trzydziestu kilku koni zniewolonych do biegu w osławionym wyścigu długodystansowym, padło przeszło trzy czwarte. I to ma się nazywać sport, »szlachetna i rycerska« rozrywka? (…) Jak stwierdziły oględziny specyalistów, wszystkie konie padły wskutek porażenia słonecznego (…) Trzydzieści kilka trupów końskich – to ładny pomnik dla instytucyi, która dba nibyto o rozwój i uszlachetnianie stadniny”. Jako powód tego skandalu felietonista podał nieokiełzaną żądzę zysku właścicieli zwierząt i Towarzystwa Wyścigów Konnych.

Przez następne lata ukazywały się różne apele i narzekania na brak uczciwości, który to brak – choćby jeden przypadek w sezonie – psuł wizerunek całego konnego sportu. Kulminacją tego wszystkiego było zdarzenie, jakie miało miejsce 8 lipca roku 1936. Otóż, jak podał „Warszawski Dziennik Narodowy”, podczas siódmej gonitwy dokonano złego startu i dwa konie pozostały w tyle o 100 metrów. Na dodatek w połowie dystansu Lady Daisy potrącona przez Kalibana wyłamała płot. Węszono zmowę i żądano unieważnienia wyścigu, a kiedy to nie nastąpiło, zaczęły się rozruchy. Najpierw wygwizdano starterów, potem publiczność wtargnęła na plac i by nie dopuścić do kolejnej gonitwy, kładła się na torze. Gdy i to nie poskutkowało, podpalono płot przy torze, wybito okienka totalizatora i próbowano podpalić trybuny, podkładając pod nie płonące śmieci. Kiedy pracownicy toru ugasili ogień, zaczęła się ogólna bijatyka; podobno poleciały i kamienie. „Przybyła rezerwa policji pieszej oraz pogotowie X-go komisariatu i pluton rezerwy konnej”. Dziewięć osób aresztowano, a ósma gonitwa nie odbyła się.

czytaj dalej na stronach rp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.