Znikające rekordy W. Szpila

W ostatnim okresie E-Play zaprezentował tłumaczenie tekstu wywiadu z Wojciechem Szpilem, zamieszczonego w wydawanym w języku angielskim piśmie Polish Market, nr 1-2(208 )2014 r. Tak więc nie tylko polscy Czytelnicy mogą poznać zdolnego managera państwowej spółki, powołanej w celu realizacji monopolu w grach hazardowych.

 

Jest to o tyle interesująca nowość, że dotychczas jedynie polscy Czytelnicy mogli zapoznawać się z informacjami prezesa Totalizatora Sportowego o sukcesach kierowanej przez niego od kilku lat spółki. Jak niedawno zauważyła redakcja „Wprost”, dzięki niemałym środkom jakie wydaje na reklamę Totalizator Sportowy, częściej niż w latach poprzednich prezentowane są nie tylko informacje o osiąganych sukcesach biznesowych ale także zdjęcia ukazujące w różnych pozach osobę prezesa Szpila.

Jego kampania wizerunkowa jeszcze nie ma takiego poziomu jak prowadzona w ostatnich tygodniach w prasie popularyzacja dorobku i prezentacja wizerunku dr. Jana Kulczyka, ale i ten polski oligarcha może zostać wkrótce pokonany. Portrety w biznesowych pismach mogą sugerować, że osiągane sukcesy czynią z prezesa Szpila wybitnego managera, który tylko czasowo kieruje spółką skarbu państwa. Aż dziw, że minister skarbu jeszcze nie dostrzegł jego talentu i nie skierował go do bardziej odpowiedzialnych zadań.

Tylko bowiem złośliwi i dociekliwi publicyści jak Dawid Tokarz z „Pulsu Biznesu” podejmują próbę ustalenia, jak to naprawdę jest z tymi wynikami państwowego monopolisty. Czy przypadkiem prawda nie jest inna, niż sugeruje to upowszechniany wizerunek zadowolonego z siebie państwowego managera?

Obraz zaciemniają gorsze niż deklarowano wyniki ubiegłego roku. Sprzedaż była znowu niższa niż w 2012 roku oraz w kilku ostatnich latach. Pomimo wielu zapewnień i deklaracji zarządu nie udało się osiągnąć żadnego z celów, które miały zapewnić dominujący udział spółki w rynku gier. Nie ma zapowiadanego wzrostu sprzedaży o 60% jaki miał nastąpić kilka miesięcy po podwyżce stawek w grach liczbowych. Brak jest zapowiadanych wzrostów po kosztownej zmianie nazw i marek gier. Pomimo wycofania, po uchwaleniu w 2009 roku nowej ustawy hazardowej, z rynku wielu tysięcy automatów o niskich wygranych, które jak twierdzono stanowiły największą konkurencję dla Totalizatora Sportowego, nie osiągnięto 50 procentowego udziału w rynku gier.

Śmieszne są więc sponsorowane teksty o kolejnych rekordach odnoszonych przez spółkę. Żaden z nich nie pomaga jednak w osiągnięciu poziomu sprzedaży z okresu, kiedy spółką nie kierował obecny zarząd. Wspomniany artykuł może być sygnałem, że do prezesa dotarła już prawda, że gdy są problemy z przekonaniem polskich czytelników do sukcesów dnia dzisiejszego, to lepiej pisać po angielsku własną wersję historii spółki. Papier jest bardziej tolerancyjny niż dziennikarze z takich redakcji jak „Wprost” i „Puls Biznesu”. Taka refleksja nasuwa się po lekturze wywiadu prezesa Totalizatora Sportowego Wojciecha Szpila zatytułowanego „Wykraczając poza standardy.”

Prezes Szpil prezentuje dzień dzisiejszy Totalizatora jako pasmo sukcesów odnoszonych nie tylko w kraju ale także zagranicą. „Działania Totalizatora Sportowego są coraz bardziej zauważalne w Europie. W 2012 roku Totalizator zwiększył sprzedaż o 15% (….) podczas gdy inne loterie narodowe – średnio o 2%”. Zapomniał tylko powiedzieć ile dostarczają właścicielom i budżetowi loterie, z którymi się porównuje. Sukcesy Totalizatora zostały ponoć dostrzeżone w Europie i zaowocowały nagrodami: Superbrands 2013, Created In Poland Superbrands. Ukoronowaniem ma być perła Polskiej Gospodarki przyznana przez Polish Market. Gdyby jeszcze za tymi nagrodami stały finansowe wyniki to można by je uznać za prawdziwe dowody biznesowych sukcesów.

Optymistyczny opis aktualnej pozycji Totalizatora Sportowego mąci kilka danych z którymi wcześniej zapoznał czytelników E-Play redaktor Dawid Tokarz. Po pierwsze, wyniki sprzedażowe uzyskane w 2012 roku, które tak oczarowały Europę, były wciąż gorsze, niż te, osiągnięte w 2008 roku. Wywiad prezesa opublikowano w 2014 roku. Wiedziano już ,że wyniki osiągnięte w 2013 roku są jeszcze słabsze niż chwalone przez prezesa wyniki 2012 roku. Sukcesem jest chyba jedynie to, że w przeciwieństwie do właścicieli prywatnych, polski właściciel jakim jest skarb państwa reaguje z opóźnieniem lub uwzględnia polityczne, a nie ekonomiczne kryteria ocen władz podległych sobie spółek.

Ale pomijając takie drobne subtelności jak interpretowanie spadków sprzedaży jako tytułów do chwały, godnym uwagi jest rys historyczny Totalizatora Sportowego pióra prezesa Szpila. W historii Totalizatora uwypuklone zostały dwa fakty: pierwszy – że Totalizator powstał i długo normalnie rozwijał się. Tak było aż do momentu uznanego przez niego za ważny krok milowy w rozwoju Totalizatora, to jest do roku 2009. Jak podkreśla to sam prezes, w tymże roku „idąc za przykładem innych firm loteryjnych w Europie, Totalizator zaczął zmieniać nazwy swoich marek, zwiększać zakres gier zdrapkowych i urządzać inne gry liczbowe (Kaskada, Joker, loterie SMS).

Działania te, to zdaniem prezesa, „przełamywanie stereotypów i barier, wykraczające poza standardy (…) Nasza innowacyjność – mówi prezes – ukazuje się w działaniach, projektach i pomysłach, na przykład nasze ciągle ukazujące się zdrapki, samoobsługowe terminale (…) wyposażone w system sprzedaży zdolny podołać nowym wyzwaniom.” Prezes zapomniał tylko dodać, że podjęte wówczas decyzje spowodowały, że w 2010 roku sprzedaż spółki była niższa o miliard złotych, niż rok wcześniej oraz, że już nigdy nie udało się reformatorom takim jak on osiągnąć wyniku z 2008 roku. Oznacza to, że ten eksperyment kosztował właściciela, czyli skarb państwa, utratę wpływów z podatku od gier, dopłat do stawek i dywidendy w latach 2010 -2013 nie mniejszych niż 1,5 miliarda złotych. Czy w tym przypadku można więc mówić o sukcesie czy o klęsce? Wiadomo, że zaprzyjaźnione media opublikują każdy tekst sponsorowany ale liczby i kontrolerzy są nieubłagani.

Dobre samopoczucie władz spółki nie zostało zmącone także wynikami kontroli NIK, której wyniki opublikowano w 2013 roku. Raport z kontroli zawiera oceny mówiące, że:
– Totalizator Sportowy nie zrealizował głównego celu Strategii Spółki, tj nie odzyskał 50% udziału w rynku gier;
– decyzja dot. wzrostu ceny zakładów Dużego Lotka nie była poprzedzona rzetelnymi analizami (…) Jedną z istotniejszych przyczyn znaczącego spadku przychodów (…) była podwyżka ceny zakładu wraz z jednoczesną zmianą nazwy i logotypu (…) prawie wszystkich produktów;
– NIK krytycznie ocenia sposób przeprowadzenia działań w celu zapewnienia transmisji losowań gier liczbowych w telewizji.

Jakby tego było mało – NIK sumuje kontrolę stwierdzeniem, że żadna z prognoz władz tej spółki nie potwierdziła się. Totalizator Sportowy to kawał wspaniałej historii polskiego rynku gier i sportu. Raczej nie będzie on kojarzyć się potomnym ze zdrapkami prezesa Szpila. Fenomen Totalizatora Sportowego polegał na tym, że przez całe dziesięciolecia „grał” z milionami Polaków, nie lekceważył biedniejszych graczy. Żadne środowisko społeczne nigdy nie kwestionowało formy i odpowiedzialnego społecznie prowadzenia gier objętych monopolem. Bez nachalnej reklamy i żądań rozszerzania oferty na ludzi młodych, podatnych na uzależnienia.

Totalizator Sportowy nie miał takiego, jak od 2009 roku, kryzysu w swojej historii. Myślę, że dopóki prezes Szpil w ramach działań innowacyjnych zajmuje się zdrapkami, to nasza młodzież i dzieci nie są zagrożone. Gorzej, gdy dla ratowania pozycji Totalizatora Sportowego, niepomny na smutne doświadczenia kanadyjskie, sięgnie po skompromitowane w świecie wideoloterie…

Dr Franciszek Zalewski

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.