„Potrzebna jest pasja i radość z tego co robisz!” – mówi Mateusz Banaś

Tym razem Redakcja E-PLAY postanowiła przybliżyć osobę Mateusza Banaś – pełniącego obecnie pozycję Menadżera Operacyjnego w BetX Polska, odpowiadającego za strategię i rozwój tej nowej na rynku polskim firmy bukmacherskiej.

E-PLAY: Jest ktoś w Polsce, kto ma aktualnie więcej spośród działających legalnie na rynku firm bukmacherskich w swoim CV?

Mateusz Banaś: Haha. Czułem, że o to zapytasz. Tego nie wiem, nie śledzę wszystkich ekspertów w branży, ale jeśli tak jest to trochę mi przykro, że w tak ciekawej, nieszablonowej branży ludzie aż tak bardzo są przyspawani do stołków (haha). To przecież w większości młodzi, ambitni, kreatywni ludzie z pasją, którzy powinni wymagać od siebie jak najwięcej, by dotrzeć jak najdalej. Kiedyś nawet miałem takie marzenie, żeby pracować dla każdej firmy w branży nim pójdę na emeryturę (haha). Ale tak zupełnie poważnie, to myślę, że niektórym zajmuje więcej, a innym mniej czasu, by znaleźć się na właściwym dla siebie miejscu, we właściwym czasie i (co bardzo ważne) z właściwymi ludźmi.

E-PLAY: Z czego to wynika?

Mateusz Banaś: Lubię się uczyć i rozwijać. Nie lubię, kiedy nie mam na nic wpływu i oczekuje się, że jeśli pensja się zgadza i jest płacona na czas (co akurat dla mnie jest mało istotne) to mam tylko wykonywać polecenia jak małpka, bez możliwości wpływania na rozwój firmy, produktu, oferty, czegokolwiek. Jeśli widzę, że coś mogłoby działać lepiej, ciekawiej, bardziej atrakcyjnie dla klienta, to dlaczego mamy nic z tym nie zrobić? Niedawno skończyłem 34-lata, a nie 64 i jeśli gdzieś dostrzegam sufit (chociaż może to beton) w dalszym rozwoju, czy ucinanie wszelkich działań z uwagi na procedury lub niezrozumienie branży przez osoby stojące najwyżej w hierarchii firmy, wtedy zaczynam szukać dla siebie nowego miejsca. Nie interesuje mnie „zbijanie piątek”, klepanie się po plecach i picie kawki. Dopóki się czegoś uczę w danym miejscu, mam realny wpływ na rozwój i wyniki firmy to jest jeszcze do zniesienia. Kiedy przestaję i frustracja bierze górę, nie ma sensu pobierać pensji za darmo w miejscu, gdzie mi nie zależy. Nie interesuje mnie bycie lubianym, bo to w niczym nie pomoże strukturze i organizacji w której się znajduję. Liczą się efekty, możliwość zmieniania rzeczywistości na lepsze. Tym się kieruję we wszystkich projektach (nie tylko z tej branży), których się podejmuję. Musi być pasja i radość z tego co robisz! Inaczej będziesz tylko urzędnikiem, czekającym, aż wybije 8 godzin pracy by pójść do domu. Narzekającym na to, że jest znów poniedziałek i trzeba iść do tej okropnej roboty. Jeśli ktoś 15 lat robi te same rzeczy i na pytanie, czemu nie spróbuje danego zagadnienia czy tematu zrobić łatwiej, korzystniej, lepiej, on odpowiada, że tak robi od zawsze i wie lepiej, bo jest tutaj tak długo… Sam widzisz, bywa kuriozalnie.

E-PLAY: Totolotek, STS, Superbet, Totalbet, w końcu BetX… to dosyć kręta droga. Z czołówki tabeli do ogona tabeli. Czy to Cię nie martwi? A może w końcu znalazłeś swoje właściwe miejsce? Gdzie widzisz różnice?

MB: Haha, były jeszcze przymiarki i „dogadane” umowy z równie liczną grupą, firm polskich i zagranicznych, ale ostatecznie z różnych względów, czasem osobistych, nie podjąłem tam „wyzwania”.
BetX w końcu jest miejscem, jakiego poszukiwałem od dawna. Firmą złożoną z pasjonatów sportu, osób, które same są klientami zakładów bukmacherskich, lubią sport, interesują się wynikami meczów, typowaniem, same z pasją śledzą trendy na rynku…

W końcu widzę, że ktoś rozumie to co mówię ja, czy moi koledzy którzy przyszli z innych firm z branży, mający także duże doświadczenie. Moje analizy i prezentacje o rozwijaniu produktu, czy tworzeniu rzeczy, których jeszcze w Polsce nikt nie ma, nie kończą się dyskusją o tym jak drożej sprzedać pomarańcze w supermarkecie. Dokładnie tak jest w wielu firmach, które znam osobiście, czy z opowieści. Właściciele, prezesi, szefowie działów, marketingowcy itp. NIE ZAKŁADAJĄ SIĘ w wolnym czasie dla własnej przyjemności.

Pracują w branży, której sami nie są czynnymi uczestnikami. Jakby jej nie lubili. To prawie tak jakby rozmawiać z daltonistą o kolorach. Jeśli ktoś się dziwi dlaczego STS ma wciąż taką przewagę na rynku to odpowiadam – Prezes Juroszek autentycznie żyje sportem i bukmacherką, zna się na nim, sam jest doskonale zorientowany w trendach na rynku i nie boi się iść za swoim przeczuciem. To jest jeden z głównych atutów STS. Konkurencja często boi się coś wymyślić sama i osoby decyzyjne odbijają piłeczkę pytaniami w stylu „A kto tak jeszcze ma? Ile inni na tym zarabiają? Ile zarobimy my? Ten produkt nie zarobi na siebie.” Choćby dlatego STS ma póki co najlepszą aplikację mobilną w Polsce, a reszta stawki daleko daleko w tyle…

E-PLAY: Ostatnio rozmawialiśmy z Twoim przełożonym, prezesem Krzysztofem Walem. Jak odebrałeś jego wypowiedzi?

MB: Bardzo pozytywnie. Zgadzam się z tym co mówił (chociaż w codziennej pracy lubimy mieć różnice w poglądach) i nieco bawią mnie komentarze moich kolegów z konkurencyjnych firm, o tym, że Prezes mówi „rzeczy trochę z kosmosu”. Jeśli on mówi rzeczy z kosmosu, to w takim razie strach pomyśleć, co mówią eksperci z tych 80% firm, które są zawsze stratne na koniec roku i tylko dokładają do biznesu. Jeśli to jest wymiar geniuszu, to wolimy iść w innym kierunku, by przypadkiem nie dojść tam gdzie inni. Nie mamy takich tradycji ani kapitału jak STS, czy Fortuna, więc musimy mierzyć siły na zamiary. Przede wszystkim wydawać ją mądrze i w odpowiednim czasie. Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, gdzie firmy mogłyby rzeczywiście wyjść na solidny zysk na koniec roku, gdyby właśnie nie fakt wydawania pieniędzy w sposób nadmierny i niepotrzebny (nieefektywny).

E-PLAY: W czym jeszcze tkwi problem? Jaki macie pomysł na rozwój?

MB: Lubię podejście Jeffa Bezosa (hahaha). To nie my mamy mówić klientowi jak i co ma grać. To on powinien mówić nam! Nie można klientów ignorować i traktować wszystkich jak cwaniaków, oszustów, graczy niebezpiecznych (często jeśli zaczynasz wygrywać, to firma bukmacherska po krótkim czasie zaczyna Ci utrudnić grę by Cię zniechęcić). Bardzo ciekawym jest zjawisko, w którym eksperci rozmawiają z innymi ekspertami o tym jak ma zachowywać się niedoświadczony amator na jego stronie. Coś co wydaje się pracownikom oczywiste, mądre, głupie, trudne, łatwe itp. może być diametralnie inne dla zwykłego gracza. Inną kwestią jest to, że tak naprawdę między tymi wszystkimi firmami na rynku różnice są naprawdę minimalne i wartościowych klientów do gry akurat u tego konkretnego bukmachera skłaniają naprawdę niewielkie detale.

E-PLAY: Co masz na myśli?

MB: Przejrzyj sobie ofertę np. dziesięciu firm bukmacherskich. Zobaczysz jakieś różnice w kursach? W najważniejszych dyscyplinach? Jeśli tak, to bardzo kosmetyczne i nieistotne, nawet w dyscyplinach typu tenis, wszyscy bukmacherzy kopiują od siebie kursy, bez refleksji, czy one są sensowne i zgodne z prawdopodobieństwem, czy nie. Nie wykorzystują w ogóle tej potężnej broni, którą mogliby się wyróżnić, gdyby tylko zechcieli zaufać swoim ekspertom, którym płacą przecież niemałe pieniądze.

Poza małymi przewagami na sporty nietabelkowe tj. skoki narciarskie, żużel, formuła 1, boks, mma i tym podobne (ale umówmy się, na te sporty wkłady też nie stanowią o być albo nie być firmy), to klient w 15 firmach, z których wszystkie nazywają się „coś tam” Bet, albo odwrotnie, to poza różnicą w logo, kolorze, ewentualnie aktualnej, bardzo kosztownej kampanii reklamowej, czy promocyjnej – różnice między tymi firmami są niezauważalne. Aktualnie klientowi przynoszącemu profit polskiemu bukmacherowi zależy na czasie, prostocie i dostępności gier które lubi w jak najczęstszy i najprostszy sposób. Przede wszystkim należy pilnować, by go niczym nie rozdrażnić i obrazić na amen.

Mając wybór kilkunastu jednakowych firm, jest on na bardzo uprzywilejowanej sytuacji w świecie, w którym bukmacherzy ścigają się, kto jaki mu da bonus, jak bardzo obniży swoją marżę, ile podatku za niego zapłaci i jak szybko wypłaci mu pieniądze (co akurat uważam za największy strzał w stopę na polskim rynu). To już nie te czasy, gdy klient wychodził z domu i szedł do najbliższego punktu stacjonarnego Star-typ-sport, Profesjonału, czy Toto-Mix, bo tylko taki wybór geolokalizacyjny miał pod ręką. W tej sytuacji zupełnie zaskakującym jest fakt, że firmy tak bardzo ignorują wszelkiej maści programy przywiązujące graczy do ich portfela/konta gracza. Współczesna bukmacherka to już dawno nie są tylko kursy, stawki i oferta. To zdecydowanie za mało. Brak w tym zabawy i motywacji do codziennego logowania na stronie. Uczyńmy z tego ciekawszą rozrywkę odbywającą się jednocześnie na wielu poziomach, niekoniecznie tylko tych związanych z zarabianiem/wygrywaniem pieniędzy.

E-PLAY: Na razie jeszcze niewiele z tego co mówisz dociera do graczy i potencjalnych graczy.

MB: Zgadza się. Najpierw dopracowujemy produkt. W najbliższych dwóch miesiącach powinniśmy poczynić milowe postępy jeśli chodzi o produkty, ofertę, nowe funkcjonalności, eliminację drobnych, ale czasem uciążliwych błędów… Można powiedzieć, że jeszcze wstrzymujemy się ze zrobieniem pierwszego wrażenia i dajemy sobie czas na dojście do satysfakcjonującego nas poziomu. Pompowanie kapitału w marketing, który tylko przyciągnie klientów na krótko, nie leży w naszym interesie. Ale muszę przyznać, że mimo to, już teraz osiągamy bardzo optymistyczne rezultaty jeśli chodzi o liczbę aktywnych klientów i obrót. Staramy się być uczciwi wobec nich i nie naciągać na promocje niemożliwe do zrealizowania w stylu konkurencji, która każe Ci zrobić mnóstwo obrotów w bardzo krótkim czasie z bardzo ryzykownym kursem… Z radością zaczęliśmy rozdawać im 7777 złotych w bonusie powitalnym!

E-PLAY: Jaki jest Wasz cel jeśli chodzi o pozycję na rynku?

MB: Chyba tylko jeden. Być takim bukmacherem, jakiego sami chcielibyśmy być klientami i grać w nim z taką przyjemnością, jak kibic idący na mecz swojego ulubionego zespołu. Wtedy wyniki przyjdą same.

E-PLAY: Czego Wam życzyć w pierwszym roku działalności?

MB: Jedności branżowej i solidarności wszystkich firm w walce ze skandalicznym prawem obowiązującym w Polsce. Prawem, które nie pozwala zarabiać (80% firm nierentownych), a jednocześnie w bardzo niewielkim, prawie żadnym stopniu nie chroniącym legalnych firm przed tymi nielegalnymi. Tym na czele tabeli (STS,Fortuna) się nie dziwię, ale wszystkim pozostałym od Forbetu w dół, to już nie mogę się nadziwić, że nie chcą zarabiać więcej. Nie możemy wiecznie tkwić w świecie, w którym limitujemy bogatych klientów za to, że grają tylko single i duble, narażając zarówno firmę jak i siebie na straty, a przynosząc zyski jedynie skarbowi państwa. Paranoja i idiotyzm w jednym!

E-PLAY – dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia w rozwoju betX w Polsce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *