Prezes największego bukmachera w Polsce o wyborach prezydenckich i technologiach

STS

Kilkanaście milionów złotych obstawili klienci zakładów bukmacherskich STS w zakładach na… wybory prezydenckie w 2020 r. – Od początku widzieliśmy, jak była druga tura wyborów prezydenckich, że Andrzej Duda wygra – mimo że w sondażach było 50/50 – mówi nam Mateusz Juroszek, prezes STS. Opowiedział nam o tym, skąd taka pewność, co firma robi z klientami zdradzającymi objawy uzależnienia oraz jak przemienił tradycyjnego bukmachera w spółkę technologiczną.

Michał Wąsowski, Business Insider Polska: Na 2020 rok mieliście duże plany: do 4,5 mld zł przychodów. Ale przyszła pandemia i pokrzyżowała plany. Jeszcze w czerwcu mówił Pan, że dopiero wracacie do 80 proc. przychodów w skali miesiąca. Jak jest teraz, kiedy sport znowu ruszył?

Mateusz Juroszek, CEO STS: Plany na pewno były ambitne, rzędu 20-proc. wzrostu w porównaniu do 3 mld zł przychodu w zeszłym roku. Ale żeby je wypełnić, musiało by nie być COVID-u. Mimo że lipiec i sierpień były bardzo dobre, to w czerwcu mieliśmy tylko 7 proc. tego, co w planie, a maj, kwiecień i połowa marca… Wiadomo, jak było – sport nie funkcjonował. W naszym biznesie to jest nie do nadrobienia, jeśli stracimy 2,5 miesiąca. Nie jest tak, że klient po takim czasie nadrobi i wyda więcej, nawet jeśli ktoś wróci do nas mocno stęskniony.

Teraz w planach mamy, że jeśli uda się poprawić te 3 mld zł, to będzie dobry wynik. Póki co gonimy jeszcze to, co było w zeszłym roku. Przy mocnej jesieni – a zakładam, że jesień będzie mocna – powinno się udać. W lipcu widzieliśmy, że nagromadzenie wydarzeń piłkarskich wpłynęło na to, iż klienci obstawiali przeciętnie więcej niż rok temu. A sezon tenisowy jeszcze nie wystartował, w USA wciąż jest chaos z powodu COVID w NBA, w Ameryce Południowej piłka nożna nie wystartowała. Chociaż z lipca jestem bardzo zadowolony, a sierpień, który zwykle jest słaby, tym razem był dobry, Liga Mistrzów zaciekawiła.

Dla Was ta zmieniona formuła Ligi Mistrzów – bez meczy rewanżowych – była korzystna? Bo emocji na pewno nie brakowało.

To bardzo ciekawa koncepcja, która nikomu się nie opłaca. Z punktu widzenia kibica było super – każdego wieczoru mecz o stawkę, emocje, ale biznesowo dla bukmacherów i klubów to nie jest korzystne. W tej wyjątkowej sytuacji to było dobre wyjście, ale jak popatrzymy na aspekt biznesowy, to dla klubów dwa mecze są lepsze niż jeden. Kluby powiedziały wprost, że im się bardziej opłaca mecz i rewanż, mają wtedy pełne stadiony. A z naszej perspektywy lepiej jest, gdy meczów jest więcej. Gdy ktoś remisuje, a potem jest rewanż, to motywuje klientów żeby więcej obstawiać – na wynik, na to kto strzeli bramkę. Mecze rewanżowe są super popularne.

Z piłką nożną nadal nic się nie może równać, jeśli chodzi o popularność zakładów i przychody?

Zdecydowanie. Ja mam czasem taką wojnę z moim działem sponsoringu. Pracują u nas ludzie, którzy kochają i sport, i technologie, każdy ma swoją ulubioną drużynę czy dyscyplinę. Ale naszym celem sponsoringu jest m.in. trafić do kibiców, klientów, i to wszystko zapewnia nam piłka nożna. A często pracownicy z działu sponsoringu przychodzą i namawiają mnie na sponsoring żużla, choć w Polsce jest może 4-5 miast zainteresowanych żużlem. Mówię im: wejdźcie na każdy możliwy portal sportowy i powiedzcie mi ile treści tam jest o Leo Messim, Karbowniku, a ile o żużlu. Polaków interesuje głównie piłka nożna, tak było od lat.

Całość czytaj na: businessinsider.com.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *