Legalna gra za pieniądze z CBA

O lokowaniu w hazard kradzionych milionów z funduszu CBA nie wiedział generalny inspektor informacji finansowej. Jak się okazuje, zgodnie z prawem.

Dariusz G., mąż kasjerki, która miała wynosić pieniądze z funduszu w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, regularnie obstawiał u jednego z największych polskich bukmacherów dziesiątki tysięcy złotych. Przynosił je do warszawskiego punktu, jednak wyłącznie w gotówce – zawsze poniżej progu, od którego firma musi zgłaszać ten fakt służbom skarbowym, czyli poniżej 15 tys. euro. Dlatego nie wiedział o tym generalny inspektor informacji finansowej, który weryfikuje proceder prania pieniędzy.

Jak sprawdziła „Rzeczpospolita”, przepisy i wytyczne Ministerstwa Finansów dla branży hazardowej są niejednoznaczne. Dają firmie wolną rękę m.in. w określaniu, czy klient wpłaca pieniądze seryjnie, czyli dokonuje transakcji powiązanej, a więc takiej, która musi być zgłoszona GIIF.

Bukmacher ma o tym zdecydować sam, „opierając się na swojej wiedzy o klientach i transakcjach, jakie przeprowadza, a także na doświadczeniu zdobytym w prowadzonej działalności” – odpowiada nam Ministerstwo Finansów. Nie ma także określonego prawem limitu czasu, w którym np. bank czy bukmacher powinni „wiązać” transakcje danego klienta. – Takie wytyczne dają ogromne pole do nadużyć – oceniają funkcjonariusze służb.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *