Policja wciąż walczy z nadmorskimi oszustami

trzy kubki

Przyjechałeś nad morze wydać na rodzinne wczasy zaoszczędzane niemałym wysiłkiem pieniądze? W czasie pierwszego spaceru skusiła cię wizja pomnożenia ich przy grze w trzy kubki? Możesz już wracać do domu. Właśnie straciłeś całą kasę.

W zachodniopomorskich kurortach od lat swój nielegalny proceder uprawiają szajki organizujące nielegalne gry. Na policję co rusz zgłaszają się osoby poszkodowane, to znaczy te, które, decydując się na grę, straciły wszystkie posiadane przy sobie pieniądze. Ofiarami padały zarówno osoby biedniejsze, jak i te, które miały przy sobie większą gotówkę. Dwa lata temu rekordzista, który wdał się w hazard na Bulwarze Szymańskiego w Kołobrzegu, stracił ponad 20 tys. zł. Przegrane wysokości 5, a nawet 10 tys. zł stały się przy tym codziennością. Naiwnymi graczami żądnymi łatwego zarobku przypłaconego stratą byli niejednokrotnie obcokrajowcy.

Policja prowadzi kampanię informacyjną na temat niebezpieczeństwa wiążącego się z przystąpieniem do gry w trzy kubki. W 2017 roku w ramach prewencji wydrukowano 15 tys. ulotek, które rozdawane były turystom i wywieszane na tablicach ogłoszeń poszczególnych ośrodków wypoczynkowych. W tym roku będzie tak samo. Ostrzeżenia pojawią się także na wielkim billboardzie przy ul. Mickiewicza, czyli w dzielnicy uzdrowiskowej miasta. Tak poinformowano w trakcie ubiegłotygodniowego spotkania osób odpowiedzialnych za wakacyjne bezpieczeństwo w kurorcie.

Kampania informacyjna to nie wszystko. W tym roku mundurowi skierowali już 15 wniosków do sądu o ukaranie organizatorów gry. Problem polega jednak na tym, że wnioski nie dotyczą oszustw, a nielegalnej organizacji gier hazardowych. Sankcje, jakich spodziewać się mogą osoby za nimi stojące, to grzywny wysokości 5 tys. zł. „Trójkubkowi rozdawacze” na wieść o tym śmieją się policjantom w twarz. Taką kwotę mogą zarobić w trakcie kilkuminutowego rozdania. Kalkulacja jest prosta. Biznes i tak się opłaca.

Funkcjonariusze nie mają podstaw, aby poza zarzutem nielegalnej organizacji gry hazardowej stawiać przestępcom inne zarzuty. Poszkodowani podkreślają, że nikt do zabawy ich nie zmuszał. Śledczy nie są też w stanie udowodnić, że w trakcie rozgrywki doszło do oszustwa. Dwa lata temu próbowano to zrobić, ale się nie udało. Przed kołobrzeski sąd postawiono Andrzeja L., mężczyznę oskarżonego o to, że przy rozdawaniu posługiwał się oszustwem. Prokuratorzy twierdzili, że dzięki swojej zręczności w trakcie przemieszczania kubków pozbywał się kulki, w efekcie czego pod żadnym z nich jej nie było. Do sprawy powołano biegłego sądowego z zakresu iluzji – Krzysztofa Markiewicza, który miał to potwierdzić.

Całość czytaj na: 24kurier.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *