Zagraniczni bukmacherzy nic nie robią sobie z przepisów

1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdek (2 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Rozmiar czcionki:
Print Friendly, PDF & Email

Jak wykiwać urzędników administracji skarbowej? Wystarczy jedna cyferka. Tak przepisy nad Wisłą omijają nielegalne firmy bukmacherskie. Zmieniają stronę internetową i przekonują Polaków, że wszystko jest zgodne z prawem. Nie jest. A urzędnicy nie mają sposobu, by wygrać tę walkę.

Do Polaków w ostatnim czasie wydzwaniają przedstawiciele bukmacherów bez licencji – wynika z informacji money.pl. I przekonują, że gra u nich jest bezpieczna. Nie jest. To na graczach spoczywa ryzyko. Zgodnie z przepisami karze pieniężnej podlega również uczestnik nielegalnych zakładów. A kara może być bolesna – to nawet do 250 tys. zł.

Ministerstwo Finansów od roku walczy z nielegalnymi firmami bukmacherskimi. W tym celu stworzyło rejestr stron zakazanych – tam trafiają adresy internetowe nielegalnych podmiotów. I w teorii gracze z Polski nie powinni się już z nimi łączyć. Dlaczego tylko w teorii?

Bo bukmacherzy bez problemu rejestr omijają. Dodają jedną cyferkę do adresu strony internetowej (zamiast np. SuperZakładyBukmacherskie.pl jest SuperZakładyBukmacherskie-2.pl) i działają w najlepsze. I tak w kółko. A urzędnicy taki manewr wyłapują dopiero po czasie. Resort finansów w odpowiedzi na pytania money.pl przyznaje wprost – tak było i niestety będzie dalej. – To jedynie odwleka zablokowanie strony w czasie, ale wiemy doskonale o takich praktykach – mówi jeden z przedstawicieli resortu. I Ministerstwo Finansów nic z tą wiedzą nie robi. Kiwanie polskiej skarbówki na razie się nie zakończy. Uszczelnienie przepisów przyniosłoby ponad pół miliarda złotych do budżetu.

O co chodzi?

Jak ujawniliśmy w money.pl, zagraniczne firmy bukmacherskie uaktywniły w ostatnim czasie promocje dla polskich graczy. Dzwonią, przekonują, namawiają. Jak? A na przykład darmową stówką, taką w ramach bonusu. Warunek? Wystarczy wrócić do gry, a dodatkowe pieniądze na zakłady się szybko znajdą. (…)

(…) W ten sposób o polskich klientów walczy m.in. międzynarodowa firma Unibet. To jeden z ważniejszych graczy na światowym rynku zakładów. W ofercie ma też internetowe kasyno, pokera, zdrapki, bingo i automaty do gry. Liczba aktywnych graczy przekracza 1,5 mln.

W rozmowie nie byłoby nic złego, gdyby nie fakt, że Unibet nie ma polskiej licencji. A ta jest niezbędna, by zgodnie z prawem (i wprowadzoną w 2017 roku ustawą hazardową) prowadzić na terenie naszego kraju zakłady wzajemne. W tej chwili na liście legalnych firm jest tylko 11 podmiotów. To: E-toto, Fortuna, Milenium, STS, Traf, Totolotek, LV Bet, Superbet, Totalbet , PZBUK oraz forBet.

Część zagranicznych firm z Polski się po prostu wycofała. Zrobił tak np. gigant internetowych zakładów bet365. Poza tym zniknęło np. Rivalo, Betano, WilliamHill, 888sport. A to tylko kilka serwisów, które postanowiły wycofać się z naszego kraju przez nową ustawę hazardową. W sumie exodus bukmacherów liczył kilkadziesiąt podmiotów. Niektórzy jednak działają dalej. I nic sobie z przepisów nie robią. Unibet w rozmowach z klientami wspomina, że stara się o licencję.

Stara to jednak spore nadużycie. – Firma Unibet i Kindred Group (czyli właściciel bukmachera – red.) nie posiadają zezwolenia na przyjmowanie zakładów wzajemnych przez internet i nie znajduje się na liście takich podmiotów publikowanej na stronie MF – informuje money.pl Ministerstwo Finansów. To odpowiedź na nasz pierwszy materiał i szereg pytań, które wysłaliśmy do resortu.

Należy wskazać, że firma Unibet nie złożyła wniosku o udzielenie zezwolenia na przyjmowanie zakładów wzajemnych przez sieć internet. W roku 2017 z wnioskiem takim zwrócił się natomiast podmiot zagraniczny, zależny od Kindred Group. Powyższy wniosek został pozostawiony bez rozpatrzenia z powodu braków formalnych

– dodaje resort. I potwierdza, że staranie się o licencje i tak nie uprawnia nikogo do prowadzenia legalnych zakładów w Polsce.

Podobnie zresztą resort ocenia działalność reklamową Unibet na terenie kraju. Nie ma licencji, nie może się reklamować. I co w związku z tym? Niewiele. Resort zachęca do wysyłania do organów skarbowych zgłoszeń o naruszeniu takich przepisów. Wtedy urzędnicy zadziałają szybciej.

„Na bieżąco”, czyli „za jakiś czas”

Krajowa Administracja Skarbowa monitoruje internet i wyłapuje naruszenia przepisów. W efekcie do rejestru nielegalnych domen trafiło już 3,5 tys. stron. Ministerstwo Finansów zapewnia, że skarbówka robi to na bieżąco. Wystarczy jednak spojrzeć w rejestr i spróbować połączyć się z nielegalnymi bukmacherami, by wiedzieć, że „bieżąco” znaczy „po jakimś czasie”. Z wchodzeniem na strony nielegalnych firm nie ma najmniejszego problemu. Dlaczego? Bo wystarczy zmienić nazwę strony, by działać dalej. Zanim urzędnicy ją znajdą i zablokują, można zmienić stronę kolejny raz. I widać to w rejestrze. Większość bukmacherów już teraz ma dodatkową cyferkę przy adresie i kilkadziesiąt zablokowanych stron. A i tak działają w Polsce.

Unibet nie komentuje sprawy i informacji o własnej licencji. Na pytania money.pl firma nie odpowiedziała. Zastrzegła jedynie, że czeka na rozstrzygnięcia międzynarodowych sądów. W ten sposób odpowiedziała na polskie przepisy i sama chce z nimi walczyć.

Ale to niejedyna firma, która w ostatnim czasie stara się o rodzimych graczy. E-maile z propozycjami współpracy dostali też ci, którzy mieli konta w serwisie Bet-at-home. Tu z kolei oferta dotyczy byłych współpracowników – tych, którzy pomagali przyciągnąć klientów. Z informacji money.pl wynika, że mieli otrzymać darmowe kody dla potencjalnych klientów.

„Uwaga! Strona internetowa, z którą podjęto próbę połączenia, jest wykorzystywana do nielegalnego oferowania gier hazardowych” (pisownia oryg.) – tak wygląda początek komunikatu, który wyświetla się na niezarejestrowanych w naszym kraju serwisach hazardowych.

Wspomniany Unibet jest w rejestrze na 38 pozycjach. Część adresów jest z Polski, część ma zagraniczne końcówki. Jedna z nich to Unibet-2. W tej chwili gracze bez problemu korzystają z usług serwisu za pośrednictwem strony Unibet-3. Inny przykład? Polscy gracze z serwisem Betsson łączą się przez adres Betsson-8. Na liście jest też bet-at-home. I również w adresie dodaje cyferki. W niektórych już nawet trzy.

Sytuacja jest wysoce niebezpieczna, gdyż nieświadomi klienci są jawnie wprowadzani w błąd. Kontaktuje się z nimi polska obsługa klienta, która korzysta z polskiego prefixu, co uwiarygadnia, że działa na terytorium Polski legalnie. Ponadto pracownik dodatkowo wyjaśnia potencjalnemu klientowi, że w zakresie korzystania z usług firmy Unibet nic się nie zmieniło. De facto jest wprost zachęcany do łamania polskiego prawa. Tymczasem w rzeczywistości graczowi grozi odpowiedzialność karnoskarbowa, a co za tym idzie – wysokie kary

Author
– tak sytuację oceniał w rozmowie z money.pl Łukasz Borkowski ze stowarzyszenia Graj Legalnie.

Rynek wart walki

Łukasz Borkowski  Graj Legalnie

Szara strefa w zakładach bukmacherskich nadal jest bardzo duża i sięga 60 proc. wartości całego rynku. Oznacza to, że polski budżet stracił tylko w zeszłym roku niemal 600 mln złotych z tytułu podatku od gier

– tłumaczył Borkowski. I żalił się, że czas reakcji urzędników jest po prostu zbyt długi. Bardzo często zgłoszenia o nielegalnych podmiotach wysyłają legalni przedstawiciele branży. I wcale się z tym nie kryją. Dla nich to biznesowa konieczność. Szacuje się, że polski rynek e-bukmacherski wart jest ok. 5-6 mld zł.

3,3 mld zł – tyle wyniosły w 2017 r. obroty bukmacherów legalnie działających w Polsce. Rok wcześniej było to „zaledwie” 1,7 mld. To efekt zmian w przepisach. Wzrost branży nie jest nowym zjawiskiem, ale rok do roku jego poziom zmienił się z 34 proc. w 2016 r. do 94 proc. w 2017 r. To już rekord. I zasługa Ministerstwa Finansów. Skarb Państwa wzbogacił się o 396 mln zł. Z szacunków „Graj Legalnie” wynika, że całkowita likwidacja tych „nielegalnych” bukmacherów przyniosłaby budżetowi dodatkowe 594 mln zł. Więcej jest jeszcze do zgarnięcia, niż udało się uszczelnić.

Kolejną gorzką do przełknięcia w Ministerstwie Finansów pigułką jest fakt, że zagraniczni operatorzy nie postanowili rejestrować swojej działalności w Polsce, na co liczyli urzędnicy ze Świętokrzyskiej. Z klasycznych bukmacherskich rajów podatkowych – takich jak Malta i Cypr – nie zarejestrował się w Polsce nikt. Do wchodzenia na nasze podwórko nie zachęca stawka podatku. W Austrii ten podatek to 2 proc., w Irlandii 1 proc., na Słowacji 5,5 proc., a w Niemczech 5 proc. U nas 12 proc. (…)

Całość artykułu czytaj na money.pl


Otagowano jako

1 Komentarz

  1. onrt Odpowiedz

    jeśli buk jest poważny, wyplaca a przy tym oferuje lepsze kursy, to czemu gracz mialby nie grac, przelewy można spokojnie zakamuflować przed skarbowka, wiec same plusy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *