Bógmacherzy

Polacy wydają rocznie 5 mld zł na zakłady bukmacherskie. Problem w tym, że ponad 90 proc. tej kwoty trafia do firm działających w kraju nielegalnie. Dla Mateusza Juroszka pierwsze dwa tygodnie lipca to najlepszy okres w roku. Dzięki Mundialowi zarobi dużo. Bardzo dużo, bo aż pięciokrotnie więcej niż w tym samym okresie rok temu.

Na czas mistrzostw zabronił swoim pracownikom brania urlopów. Wręcz podkręcił im śrubę, przedłużając o kilka godzin czas otwarcia punktów do zawierania zakładów. W całej Polsce ma ich ponad 400, co daje jego firmie STS tytuł największego bukmachera w kraju. – Największego legalnego bukmachera – poprawia Juroszek, bo cała branża jest do cna przeżarta szarą strefą.

Według raportu firmy badawczej Roland Berger, w zeszłym roku wartość obrotów na polskim rynku internetowych gier losowych sięgnęła 4,9 mld zł. Ale tylko 9 proc. z tej sumy przypadło na cztery zarejestrowane w Polsce, legalnie działające firmy: STS, Fortunę, Milenium i Totolotka. Co z resztą? nicznych spółek d: zarejestrowanych głównie w rajach podatkowych.

Firmy z siedzibami na Cyprze, Gibraltarze albo Wyspach Dziewiczych oferują Polakom obstawianie meczów i nie muszą płacić od tego podatków polskiemu fiskusowi. Nie wymaga się od nich specjalnej licencji na prowadzenie działalności bukmacherskiej. Mogą też łatwo obchodzić zakaz reklamy swoich usług, nałożony na wszystkich polskich bukmacherów po wybuchu afery hazardowej w 2009 r.

Czytaj całość w dzisiejszym numerze „Wprost”, rubryka: Biznes, strona: 76

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.