Gracze tracą, a chętnych i tak przybywa

Większość ludzi na świecie co najmniej raz w życiu słyszało powiedzenie, że w kasynie zarabia tylko szef kasyna, ale gdy staje przed oczami wizja wygranej i co można by z nią zrobić, przeważnie takie sentencje idą w zapomnienie.

Wielu liczy na to, że przechytrzy system, że dopisze im szczęście lub że posiedli tajemną wiedzę, która da im wygodne życie bez pracy. Gry liczbowe bazujące na rachunku prawdopodobieństwa nie dają wielkich szans na wygraną, ale prawdziwym ekstremum jest pozagiełdowy rynek instrumentów pochodnych.

Operator jednej z platform, XTB podał właśnie, że zyski mu się podwoiły, ale 81 proc. jego klientów poniosło straty. Oto jak proporcje wygranych i przegranych wyglądają w innych formach hazardu oraz… w ubezpieczeniach.

XTB zarobił w trzecim kwartale aż 236,2 mln zł na czysto i to więcej o 126 proc. niż rok wcześniej w analogicznym okresie – podała spółka. W ciągu trzech miesięcy liczba klientów wzrosła o aż 44,8 tys. i w tym czasie aktywnie inwestowało swoje pieniądze na tej platformie aż 151,7 tys. osób.

Spółka zajmuje się pośrednictwem w obrocie instrumentami pochodnymi na indeksy giełdowe, waluty, towary. Za obrót bierze prowizję jak każde normalne biuro maklerskie. Wskazuje, że tak dobry wynik jak w trzecim kwartale udało się uzyskać dzięki wysokiej zmienności na rynkach towarowych, walutowym, giełdowym i stóp procentowych. Przy takich pieniądzach i obecności na rynkach 14 krajów firmę stać nawet na zatrudnienie do swoich reklam na aż dwa lata najlepiej zarabiającego sportowca świata, mistrza MMA Irlandczyka Conora McGregora z nadzieją, że więcej osób zechce zostać „inwestorami”.

Trzy miesiące wcześniej podawano liczbę 77 proc. Innymi słowy czterech na pięciu klientów traci, a spółka w tym samym czasie zyskuje potężne pieniądze. Nie tyle zyskuje na ich stratach, co na prowizji od obrotu, jaki generują, próbując zarobić. Tak czy inaczej wygląda to trochę na działalność na zasadzie zostawiania za sobą spalonej ziemi i ciągłego poszukiwania nowych osób, które jeszcze nie zraziły się do tego typu inwestycji.

Część z tych 81 proc. zaludnia prawdopodobnie obecnie spotkania Anonimowych Hazardzistów. Wizja stania się kolejnym Rafałem Zaorskim i zarabiania milionów na klikaniu w ekranik smartfona lub komputera przyćmiewa ludziom fakt, że na tej grze zwykle się traci.

Udział graczy tracących to nie jest jakaś cecha akurat klientów XTB. To norma na tym rynku. Co wcale nie odstrasza jednak kolejnych chętnych do spróbowania swoich sił, umiejętności, intuicji, wiedzy czy odporności na stres. Według raportu KNF w ub.r., przy o wiele mniejszej zmienności rynków traciło „tylko” 71,9 proc. graczy na rynku umownie nazwanym Forex (formalnie Forex oznacza rynek walutowy, ale tu chodzi o wszystkie pozagiełdowe instrumenty pochodne). Straty poniosło aż 80,5 tys. osób, a liczba tracących wzrosła dwuipółkrotnie od 2019 r. – podał KNF.

Jest też grono klientów zyskujących i to również się prawie potroiło od 2019 r., ale jest to grono dużo skromniejsze niż przegrywających, bo wynosiło 31,5 tys. graczy. Sumując zyski i straty, KNF wyliczył, że przeciętny gracz stracił 6,7 tys. zł. Per saldo straty przewyższyły zyski o łącznie aż 745 mln zł.

Instrumenty pochodne czy Lotto, bukmacherzy, kasyno, automaty – straty te same

Czy rynek instrumentów pochodnych to jedyne miejsce, na którym tracą pieniądze ludzie liczący na łatwy zysk, który kończy się zwykle stratą? Oczywiście nie, jest jeszcze klasyczny hazard, choć zwykle popularny w nowej elektronicznej odsłonie, no i są gry liczbowe. Ogólna zasada jest taka, że organizator takich usług w zamian za opłatę sprzedaje wizję wygranej. Potem część zebranej kwoty przeznacza na wypłatę wygranym, a resztę bierze sobie, pokrywając koszty, płacąc podatki i resztę ma jako zysk. Ta „reszta” jest właściwie zawsze.

Sprawdziliśmy, jak z punktu widzenia gracza wygląda sytuacja w poszczególnych rodzajach gier liczbowych organizowanych w Polsce. I tak, najbardziej popularne Lotto oraz loterie Totalizatora Sportowego w ub.r. zebrały ze sprzedaży losów prawie 6 mld zł, a wypłaciły na wygrane 3,47 mld zł. Proporcja 42 proc. środków z losów, która zostaje na koszty i zyski tej instytucji była zresztą stała na przestrzeni lat 2019-2021, więc model prawdopodobieństwa działa niezawodnie.

Totalizator Sportowy organizuje jeszcze m.in. e-Kasyno (Total Casino, czyli jedyne legalne kasyno internetowe w Polsce) i tu można na pierwszy rzut oka powiedzieć, że jest mniejsza szansa na stracenie pieniędzy niż w przypadku Lotto. Przychody wyniosły w ub.r. 18,3 mld zł, a na wygrane poszło 17,6 mld zł, czyli niecałe 4 proc. zostało w firmie. Te 4 proc. to zresztą poziom również prawie stały w latach 2019-2021.

Są też jeszcze automaty w salonach gier Totalizatora Sportowego, których przychody wyniosły 1,91 mld zł, a na wygrane z nich poszło 1,82 mld zł. Efektywność dla spółki większa (a dla graczy mniejsza) niż w e-Kasynie, bo w TS zostawało w ostatnich trzech latach 4,8-5,5 proc. wrzuconych przez klientów pieniędzy do automatów.

Mniejsze proporcje wcale nie muszą oznaczać oczywiście, że gracze nie tracą dużych kwot. Po prostu ci, którzy się wciągną, częściej wracają do gry. Mimo że rachunek prawdopodobieństwa nie stoi po ich stronie, to robią obrót wielokrotnie, a na samym końcu i tak wygrywa „kasyno”.

Są jeszcze dane notowanego na giełdzie STS Holding, czyli firmy bukmacherskiej. Tu kluczem do sukcesu biznesu jest oszacowanie właściwego prawdopodobieństwa wyniku zmagań sportowych i ustalenie proporcji wygranych tak, żeby na tym zarobić, a jednocześnie nie zniechęcić klienta. W pierwszej połowie br. na 2,19 mld zł pieniędzy zebranych od klientów na zakłady dla STS zostało około 25 proc. (…)

Cały artykuł czytaj TUTAJ

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.