Kasjerka z CBA ma iść do więzienia. Sąd nie dał jej odroczenia

Katarzyna G., która wyniosła z CBA 9,2 mln zł i została za to skazana, musi się zgłosić do odbycia kary. Była pracownica CBA, która przywłaszczyła służbowe pieniądze, za co została skazana, ma do odsiadki karę sześciu lat i czterech miesięcy pozbawienia wolności.

Niedawno ujawniliśmy, że poprzez obrońcę złożyła wniosek o odroczenie wykonania kary, powołując się na trudną sytuację rodzinną. Sąd Okręgowy w Warszawie wniosku nie uwzględnił – w czwartek wydał decyzję odmowną.

Dlaczego sąd nie zgodził się na odroczenie – na pytania wysłane do sekcji prasowej sądu nie otrzymaliśmy wczoraj odpowiedzi. Kasjerka z CBA tłumaczy, że nie może odsiadywać wyroku, bo ma małe dzieci i musi o nie zadbać Jak mówiła nam sędzia Beata Adamczyk-Łabuda, rzeczniczka tego sądu, we wniosku o odroczenie kary adwokatka byłej kasjerki powołała się na art. 151 § 1 kodeksu karnego wykonawczego. Według tego przepisu sąd może maksymalnie na rok odroczyć wykonanie kary pozbawienia wolności, jeżeli jej natychmiastowe wykonanie „pociągnęłoby dla skazanego lub jego rodziny zbyt ciężkie skutki”.

W tym przypadku obrońca skazanej – jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji – motywował wniosek trudną sytuacją rodzinną Katarzyny G., a konkretnie koniecznością opieki nad małoletnimi dziećmi po tym, jak oboje małżonkowie zostali skazani (mąż kasjerki dostał karę ośmiu lat więzienia). W czasie, kiedy przebywali w areszcie, dziećmi zajmowali się dziadkowie.

Teraz Katarzyna G., która od kwietnia jest na wolności, będzie musiała zgłosić się do zakładu karnego. Miała stawić się do wyznaczonej jednostki penitencjarnej „w terminie do 22 sierpnia 2022 r.” – ale wtedy tego nie zrobiła, a do sądu wystąpiła o odroczenie odsiadki.

Skandal z mankiem w kasie CBA wybuchł w końcu grudnia 2019 r. gdy okazało się, że z sejfu w centrali tej służby zniknęły pieniądze na cele operacyjne. Śledztwo Prokuratury Regionalnej w Warszawie wykazało, że Katarzyna G. wynosiła z CBA pieniądze przez blisko trzy lata – partiami, jednorazowo od 40 tys. do 100 tys. zł, aż przywłaszczyła sobie 9 mln 230 tys. 194 zł. Jej mąż Dariusz grał nimi u bukmachera, jako „Brasco81” obstawiał internetowo głównie mecze piłki nożnej, miał tam status klienta VIP. Dzięki analizie m.in. konta online śledczy ustalili, że dokonał łącznie 1591 wpłat na ponad 10 mln zł. Z analizy rachunków zrobionych do śledztwa przez biegłych wynika, że pomnożył wykradzione przez żonę pieniądze do ponad 30 mln zł, a następnie wszystko przegrał. Kiedy go zatrzymywano, miał na hazardowym koncie gracza zaledwie 50 groszy.

Prokurator nie dał wiary, że kasjerka to „zdominowana przez męża i zmanipulowana ofiara przemocy psychicznej” – biegła oceniła, że w relacjach z mężem „była osobą dominującą”, choć – jak zaznaczył prokurator w akcie oskarżenia opisywanym przez „Rzeczpospolitą” – „faktem jest, że mąż okłamywał ją na temat rzekomych wygranych”.

Zarówno adwokatka kasjerki, jak i niezależnie obrońca jej męża wnieśli kasacje do Sądu Najwyższego. Chcą uchylenia wyroku sądu drugiej instancji i ponownego rozpoznania apelacji. Obrońca Katarzyny G. podniosła w kasacji również m.in. „złą obsadę sądu”, twierdząc, że w składzie sądu apelacyjnego, który utrzymał wyrok, był sędzia powołany przez nową KRS. Ten argument dotąd się nie pojawiał.

Źródło: rp.pl

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.