Poufne rozmowy na celowniku władzy

Wykorzystując pandemię i rosyjską napaść na Ukrainę, władza konsekwentnie zawęża sferę wolności obywatelskich. Coraz więcej ograniczeń jest też w internecie. To dobra pora, aby powiedzieć o konsekwencjach cenzury w sieci – i o tym, jak ją można obejść.

Latem tego roku wpisano serwis Poufna Rozmowa na listę stron blokowanych przez operatorów telekomunikacyjnych. Powodem miało być „zagrożenie dla obronności, bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego”. Strona jest prawdopodobnie prowadzona przez białoruskie lub rosyjskie służby, choć istnieją także alternatywne hipotezy, dotyczące walk wewnętrznych na prawicy. Przez wiele miesięcy publikowała maile ze skrzynki zdymisjonowanego niedawno Michała Dworczyka; aktualnie publikuje prywatne wiadomości Daniela Obajtka, prezesa Orlenu.

Choć nie ma pewności co do autentyczności tych archiwów (są jedynie pośrednie potwierdzenia), od wielu miesięcy ujawniają kulisy działania władzy: planowanie nagonki na osoby LGBT, nepotyzm w obsadzaniu stanowisk w spółkach skarbu państwa, koordynowane z „dziennikarzami” obozu władzy działania propagandowe. Wyciągają na światło dzienne także sprawy poważniejsze, o potencjalnie kryminalnym charakterze, jak nielegalne pozyskanie wiadomości objętych tajemnicą adwokacką ze skrzynki pocztowej lub telefonu Romana Giertycha.

Terroryści i hazardziści, czyli wścibscy dziennikarze

Pamiętając o ograniczonej wiarygodności Poufnej Rozmowy oraz o osobach i instytucjach, które prawdopodobnie za nimi stoją, zastanówmy się przez chwilę, jak można takie rozmowy blokować. W polskim prawie istnieje prawna możliwość zablokowania adresu internetowego na wniosek uprawnionych instytucji. Taką możliwość dają art. 15f ustawy o grach hazardowych oraz art. 180 ust. 1 prawa telekomunikacyjnego.

W pierwszym przypadku, tj. gier hazardowych, na liście znajduje się w chwili pisania tego tekstu aż… 26 630 zabronionych domen. Pochylmy się nad tą liczbą. Dość wyraźnie pokazuje ona bowiem, że walka z nielegalnym hazardem to trochę walka z wiatrakami. O ile pierwsze domeny były nazwami serwisów, o tyle zarejestrowane pod numerami 26 000 i więcej (np. cadarbus7, cadarbus8, cadarbus9), pokazują, że serwisy hazardowe bawią się w kotka i myszkę, rejestrując coraz to nowsze domeny, które zaraz są blokowane. Wtedy robi się kolejne i kolejne, a blokady z trudem za nimi nadążają.

Drugi przepis dotyczy stron, które „mogą zagrażać obronności, bezpieczeństwu państwa oraz bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu”. Na podstawie tego paragrafu blokowane są teraz strony rosyjskich agencji i mediów, np. Sputnika albo RT. W jaki sposób Poufna Rozmowa może „zagrażać bezpieczeństwu państwa” – tego nie wyjaśniono. Jednak ścieżka sądowa jest bardzo trudna dla podmiotów niebędących rezydentami w Polsce, dlatego decyzja ABW ma charakter wyroku wydawanego i wykonywanego niezwłocznie. Mimo to maile z Poufnej Rozmowy bez przeszkód docierają do ogółu – tyle że za pośrednictwem redakcji, które wiedzą, jak owo ograniczenie obejść.

O IP, DNS i innych demonach

Aby zrozumieć, dlaczego blokady pozostają nieskuteczne, a walka z hazardem przypomina walkę z wiatrakami, warto opisać mechanizm, z jakiego blokowanie korzysta. Każde urządzenie w internecie ma swój adres IP w postaci czterech liczb od 0 do 255, jednak nie używamy takich adresów na co dzień. Wchodząc na strony w internecie, korzystamy z ich przyjaznej dla człowieka formy, np. www.krytykapolityczna.pl zamiast 104.26.11.84.

Ów „przyjazny” adres zamieniany jest przez usługę DNS (Domain Name Service) na adres IP. Jeśli nasz komputer nie zna „właściwego” adresu docelowej strony, to wie, kogo zapytać; jeśli tamten nie zna, pyta dalej… do skutku. Struktura serwerów DNS najczęściej przypomina fizyczną strukturę sieci: z komputera lub smartfonu podłączonego bezprzewodowo w sieci domowej pytamy router o adres, ten pyta router naszego dostawcy, dostawca swojego dostawcy itd.

Operatorów telekomunikacyjnych i właścicieli sieci jest w Polsce niewielu i to im właśnie narzucono obowiązek blokowania pewnych adresów DNS. Jeśli więc wpiszemy adres poufnarozmowa.com, serwery DNS zwrócą adres 0.0.0.0 – pod którym oczywiście nie ma poufnych rozmów Dworczyka i przyjaciół. W przypadku serwisów hazardowych jest to strona Ministerstwa Finansów, informująca o podstawie prawnej blokady oraz konsekwencjach nielegalnych gier.

Mimo to dostęp do Poufnej Rozmowy nadal jest możliwy. Jest dostępna na serwerach rosyjskiej sieci vk.com, zbudowanej przez rosyjskiego Marka Zuckerberga, czyli Pawła Durowa. To ciekawa postać. W 2014 roku odmówił przekazania FSB danych ukraińskich dysydentów; w konsekwencji został pozbawiony kontroli nad stworzoną przez siebie siecią. Wyemigrował do Niemiec i sfinansował powstanie komunikatora Telegram.

Dzisiaj Telegram to więcej niż komunikator – to pełnowartościowa, darmowa i pozbawiona reklam sieć komunikacji, wykorzystywana przez wszystkich uczestników konfliktów w krajach Europy Środkowej. Jest solą w oku władz na Kremlu, bo na Telegramie Ukraińcy uruchomili czatbota, który mówi jak zdezerterować i się poddać. Działają na nim korespondenci wojenni, którzy pokazują inny od obowiązującego obraz frontu. A mieszkańcy okupowanych terytoriów informują ukraińskie wojsko o ruchach rosyjskiej armii. W oficjalnym rosyjskim internecie nie ma na to miejsca – bo jest głęboko kontrolowany i blokowany.

Roskomnadzor, studium przypadku

I tak doszliśmy do Roskomnadzoru. Federalna Służba ds. Nadzoru w Sferze Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej została utworzona w 2007 i od tego czasu coraz ciaśniej oplatała społeczeństwo rosyjskie. Blokowanie stron zaczęło się, jakżeby inaczej, od blokowania pornografii dziecięcej, instrukcji dotyczących konstruowania materiałów wybuchowych oraz popełniania samobójstw.

To zresztą reguła – społeczne poparcie (albo obojętność) dla ograniczania dostępu do internetu zawsze buduje się, zaczynając od kroków, które nie wywołają kontrowersji: kto zaprotestuje przeciwko blokowaniu stron pedofilskich? Później stopniowo rozszerzano katalog „działalności ekstremistycznej”. Mianem ekstremizmu określano podawanie informacji o zbrodniach w Czeczenii, represjach Tatarów na okupowanym Krymie i korupcji władzy. Na tej podstawie na kolonię karną zostali skazani jutuberzy, a niezależne rozgłośnie (także internetowe) były stopniowo zamykane. (…)

Całość tekstu czytaj na krytykapolityczna.pl

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.