Bukmacherzy wyszli na ….. minus

Legalny polski rynek bukmacherski szybko rośnie, ale ponad połowa obecnych na nim firm przynosi straty. Bez dużej skali trudno coś zwojować.

W zakładach sportowych najczęściej wygrywa bukmacher.

To jednak nie oznacza, że zarabia na tym pieniądze. Wartość legalnego polskiego rynku w ostatnich latach mocno wzrosła, ale rentowność działających na nim firm wygląda słabo. Stowarzyszenie Graj Legalnie, w którym pierwsze skrzypce gra giełdowy STS, wyliczyło na podstawie danych z KRS, że w ubiegłym roku siedmiu bukmacherów miało zysk na poziomie netto.

Z wyliczeń PB wynika, że było ich ośmiu, bo na plusie był też Traf należący do państwowego Totalizatora Sportowego, specjalizujący się w obstawianiu wyścigów konnych. Straty w wysokości od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych miało co najmniej jedenaście firm. Co najmniej, bo część nie złożyła wymaganych prawem sprawozdań.

„Mam wrażenie, że niewiele osób poza branżą bukmacherską zdaje sobie sprawę z tego, w jakiej kondycji finansowej jest większość działających w Polsce firm. I inwestorzy, i Kowalski widzą intensywną komunikację marketingową wielu marek, kontrakty sponsorskie z gwiazdami, ale nie widzą, że duża część graczy rynkowych w szybkim tempie przepala pieniądze i prawdopodobnie nigdy nie zdoła odrobić strat”

– mówi Mateusz Juroszek, prezes STS.

W Polsce jest obecnie 23 bukmacherów z licencją ministra finansów na przyjmowanie zakładów wzajemnych. Po wejściu w życie znowelizowanej ustawy hazardowej uzyskanie takiej licencji stało się relatywnie łatwe i na rynku pojawiło się sporo krajowych firm, powiązanych częściowo z przedsiębiorcami z branży automatów o niskich wygranych, a także kilka marek zachodnich.

Zdaniem Mateusza Juroszka straty większości firm bukmacherskich wynikają z kilku czynników. Po pierwsze to podatek przy 12-procentowym opodatkowaniu przychodów bukmacherów trzeba mieć dużą skalę, by wyjść na plus. Nawet dla STS ten podatek jest trudny, ale przy naszej wielkości da się tym zarządzać. Druga rzecz to bardzo intensywna rywalizacja marketingowa i duże oczekiwania klubów czy sportowców. Są np. w polskiej piłce takie umowy, z których podpisania zrezygnowaliśmy, bo uznaliśmy, że byłoby to za drogie a chwilę później mniejsi bukmacherzy weszli w takie kontrakty za jeszcze większe pieniądze – mówi prezes STS.

Największy wpływ na rentowność bukmacherów a raczej jej brak może mieć jednak model pozyskiwania graczy.

„W branży bukmacherskiej trudno mieć realną przewagę konkurencyjną, zwłaszcza jeśli jest się małą firmą. Sposobem na przyciągnięcie graczy są więc bonusy, czyli de facto dotowanie zakładów. To jest sposób na zwiększenie udziału rynkowego, ale na dłuższą metę jest to zabójcze dla rentowności. Firmy same generują własne przychody, a gracze i tak u nich nie zostają, bo mają konta w kilku serwisach i przeskakują z jednego do drugiego w zależności od oferowanego bonusu” – tłumaczy Mateusz Juroszek.

Nie oznacza to jednak, że w branży tylko liderzy mogą przynosić zyski. W ubiegłym roku spośród firm prowadzących znaczącą działalność na plusie były też Forbet, BetFan i PZBuk. Dokładnych danych o zyskach największego zagranicznego gracza, Betclica, nie ma.

„Oczywiście przy wyższym poziomie obrotów łatwiej o zysk wszystkim poza największymi na rynku jest niezmiernie trudno wyjść na plus. My bardzo mocno kontrolujemy koszty i to przekłada się na rentowność. inwestujemy przede wszystkim w marketing efektywnościowy, a nie sponsoring sportu czy tzw. przebonusowanie graczy. Na rynku budżety sponsorskie są często całkowicie nieskorelowane z przychodami firm.”

– mówi Łukasz Łazarewicz, szef rady nadzorczej Betfana.

Na polskim rynku bukmacherskim z jednej strony pojawiają się nowe firmy, a z drugiej znikają starsi gracze. Jeszcze w 2020 r. przyjmowanie zakładów wstrzymało Milenium, jedna z najstarszych firm na rynku. Działalność operacyjną przestał później prowadzić inny rynkowy weteran, Totolotek (niepowiązany ze skarbem państwa), którego dla licencji bukmacherskiej kupiła notowana w Londynie grupa Entain.

W październiku tego roku przestała z kolei działać strona internetowa BestBet24, czyli bukmachera, który uzyskał licencję w 2019 r. i był kojarzony z Kamilem Kliniewskim, inwestorem giełdowym znanym z upadłej Hygieniki.

Na rynku jest sporo mniejszych firm bukmacherskich, które można przejąć za relatywnie niewielkie pieniądze. Z naszej perspektywy przejmowanie na konkurencyjnym rynku małych marek, które na siebie nie zarabiają, jest bez sensu, ale nie zamykamy się całkowicie na konsolidację. STS mógłby potencjalnie kupić mniejszą firmę, by mieć tzw. junior brand, który można kierować do innej kategorii klientów. Musiałaby to jednak być firma już na tym etapie dochodowa mówi – Mateusz Juroszek.

Źródło: pb.pl

O Autorze

1 odpowiedź do “Bukmacherzy wyszli na ….. minus

  1. Nie rozumiem, zwalają podatki na graczy, a mimo to są na minusie? Przecież ten 12% podatek jest zwalany chamsko na graczy…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.