Coraz więcej problemów na Służewcu

Hamletowskie „źle się dzieje w państwie duńskim” jak ulał pasuje do atmosfery panującej dzisiaj na zabytkowym torze wyścigów konnych na Służewcu. Tylu kontrowersji, oskarżeń, błędów, zaniechań i skandali dawno nie notowano za wyścigowym murem.

Zła passa dla tych dwóch podmiotów zaczęła się od mocno kontrowersyjnego werdyktu Komisji Technicznej w lipcowej gonitwie o Nagrodę Kozienic (kat. A, 2000 m). Na celownik prawie równocześnie wpadły dwa ogiery – Night Tornado oraz Kaneshya. O wyniku gonitwy musiał zadecydować foto-finisz. Po wyjątkowo długim badaniu obrazu z celownika Komisja Techniczna orzekła „łeb w łeb”, czyli dwóch zwycięzców. Na upublicznienie foto z celownika kibice, gracze, właściciele koni i trenerzy musieli czekać prawie 10 dni, choć na każdym szanującym się torze wyścigowym foto finisz jest udostępniany publiczności natychmiast po zatwierdzeniu przez stewardów wyniku gonitwy.

Chodzi o transparentność, uczciwość oraz poważne traktowanie graczy.

Elektroniczne foto z celownika z czerwoną linią jest niezwykle precyzyjnym wykładnikiem w sporze, który z koni zwyciężył, a obraz zawsze mówi więcej niż tysiąc słów. Z udostępnionego wreszcie po 10 dniach foto-finiszu z Nagrody Kozienic wynika, że o nos (mniej więcej 20 cm) wygrał Night Tornado, ale w tak napiętej sytuacji nie wolno pochopnie wyrokować. Należałoby powołać niezależnego biegłego, który wydałby niezależną opinię kończącą wszelkie spekulacje w tej kwestii. Od 31 lipca upłynęło w Wiśle sporo wody, a mimo to Polski Klub Wyścigów Konnych, który nadzoruje prace KT, jak również służewiecki Oddział Totalizatora Sportowego (organizator gonitw) nie zajęły oficjalnego stanowiska w tej wyjątkowo bulwersującej sprawie.

Kolejny wstrząs na Służewcu nastąpił w dniu 24 sierpnia. Napisaliśmy w ostatnim wydaniu „Passy”:

„W minioną sobotę otwartego złamania nogi doznał urodzony w purpurze i znakomicie rokujący pięcioletni ogier Neverland. Tak poważna kontuzja nie dawała szans na wyleczenie i ogier musiał zostać zgładzony. Podczas treningu wpadł w dziurę na jednej z nieremontowanych od kilkudziesięciu lat bieżni toru roboczego. W 2008 r. zabytkowy hipodrom przejął w 30-letnią dzierżawę Totalizator Sportowy, spółka Skarbu Państwa, i od 2008 r. właściciele koni, trenerzy oraz jeźdźcy błagają wręcz zarząd TS o wyasygnowanie odpowiedniej kwoty na remont pokrytej nierównościami i dziurami bieżni treningowej. Bezskutecznie”.

Środowisko wyścigowe jest zszokowane, ponieważ Neverland był flagowym koniem przeżywającej wyraźny kryzys polskiej hodowli folblutów. Dla właścicieli konia natomiast jest to nie tylko strata sentymentalna, ale także finansowa, ponieważ tej klasy ogier mógł przynieść im pożytki liczone w setkach tysięcy złotych, a po zakończeniu kariery zająć boks czołowego. Najgorsze jest to, że Neverland to tylko jeden z kilkudziesięciu koni, które doznały kontuzji na torze roboczym. Wiele z nich było bardzo ciężkich. Na razie nie ucierpieli jeźdźcy, ale biorąc pod uwagę katastrofalny stan toru jest to tylko kwestia czasu.

Panuje opinia, że przyczyną końskich dramatów są zaniechania ludzi, konkretnie dzierżawcy zabytkowego Służewca. Po dokonaniu oględzin toru treningowego trudno nie zgodzić się z tak krytyczną opinią, ponieważ wieloletnie zaniechania widoczne są gołym okiem na każdym kroku. W dniu 25 sierpnia do mokotowskiej prokuratury wpłynęły dwa wnioski o ściganie członków Komisji Technicznej z art. 286, w związku z art. 271 kk oraz dyrektora O/Służewiec Wyścigi Konne Totalizatora Sportowego z art. 217, w związku z art. 231 kk.

Jednak to, co wydarzyło się w minioną niedzielę w gonitwie o Nagrodę St. Leger (kat. A, 2800 m), przebija wszystko. Gonitwa ta jest jednym z trzech klasyków (po Rulerze i Derby), które decydują od wyłonieniu konia „trójkoronowanego”, a w całej historii Służewca było ich jedynie 13. Ogier Jolly Jumper – triumfator tegorocznych gonitw Rulera i Derby – stanął przed wielką szansą zdobycia trzeciej korony w St. Leger. Na celowniku stoczył zażartą walkę z faworyzowanym Night Tornado ulegając mu jedynie o pół długości. Część ekspertów jest zdania, że atakującemu faworyta Jolly Jumperowi zabrakło kilkudziesięciu metrów, by go pokonać. Sportową porażkę należy „wziąć na klatę” i tak się stało w przypadku właścicieli Jolly Jumpera oraz jeźdźca dosiadającego ogiera. Aliści kilku dociekliwych graczy zauważyło, że coś jest nie tak z czasem pierwszych 300 m gonitwy.

W oficjalnym komunikacie na stronie internetowej Toru Służewiec podano, że czas pierwszych 300 m gonitwy to 15,5 sek. Kto tylko liznął wyścigów konnych wie, że nie ma na kuli ziemskiej konia, który zdołałby pokonać 300 m w takim czasie. W tym samym dniu, trzy godziny wcześniej, czołowi służewieccy sprinterzy pokonali w Nagrodzie Deer Leapa (1300 m) pierwsze 300 m w ponad 18 sekund, a wyścig otarł się o rekord toru. Po dokładnym przemierzeniu odległości dociekliwi orzekli, iż wyścig, mający w programie gonitw dystans 2800 m, faktycznie został rozegrany na dystansie o 83 m krótszym. Prawdopodobnie po przesunięciu kanatu w ramach przygotowań do dystansowej gonitwy przestawiono słupek startowy o kilkadziesiąt metrów bliżej. Coś takiego nie wydarzyło się na Służewcu od czerwca 1939 r.

Tymczasem Polski Klub Wyścigów Konnych i organizator gonitw O/Służewiec Wyścigi Konne Totalizatora Sportowego znów pochowały głowy w piasek nie potwierdzając, ale także nie dementując zarzutów wysuwanych przez dociekliwych. W ten sposób stworzono pole dla spekulacji oraz spiskowych teorii dziejów. Coraz częściej przewija się na Służewcu teza, że w tym narastającym z tygodnia na tydzień szaleństwie, jest jakaś metoda.

Czyżby chodziło o przygotowywany w wielkiej tajemnicy aneks do umowy dzierżawy z 2008 r. pomiędzy Polskim Klubem Wyścigów Konnych, któremu Skarb Państwa powierzył wykonywanie niezbywalnego prawa własności zabytkowego hipodromu, a spółką Totalizator Sportowy?

Tajemniczy aneks zainteresował Krzysztofa Gawkowskiego i Annę Marię Żukowską, posłów na Sejm RP. W dniu 11.08.2022 r. na ręce ministrów aktywów państwowych oraz rolnictwa i rozwoju wsi złożyli Interpelację nr 35323, domagając się m. in. ujawnienia szczegółów aneksu do umowy dzierżawy 2008 r. Poniżej fragment interpelacji.

„W ostatnim czasie zaczęły napływać do nas niepokojące sygnały ze środowisk związanych z hodowlą koni oraz organizacją wyścigów konnych, dotyczące katastrofalnej sytuacji na zarządzanym przez Totalizator Sportowy warszawskim Torze Wyścigów Konnych na Służewcu.

W związku z powyższym zwracam się o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania:

1. Czy zapisy umowy są realizowane przez Totalizator Sportowy sp. z o.o.?

2. Czy i kiedy zostaną zrewitalizowane stajnie wyścigowe, które obecnie są w stanie niepozwalającym na odpowiednią dbałość o dobrostan koni?

3. Czy i kiedy nastąpi pełna rewitalizacja toru roboczego, którego obecny stan uniemożliwia odpowiednie przygotowanie koni do startów?

4. Czy Totalizator Sportowy dąży do zmiany umowy lub podpisania aneksu?

Jeżeli tak to:

a. Czy Totalizator Sportowy sp. z o.o. wystąpił do zgromadzenia wspólników o wyrażenie zgody na aneksowanie lub zmianę powyższej umowy?

b. Czy planowane są konsultacje społeczne ze środowiskiem wyścigowym: właścicielami, hodowcami, trenerami, dżokejami? c. Jaki jest cel planowanych zmian w dotychczasowej umowie?

d. Czy ewentualne zmiany w umowie spowodują zmniejszenie lub zablokowanie współpracy finansowej? e. Czy ewentualne zmiany w umowie pozwolą wyłączyć z użytkowania tor roboczy?

f. Czy ewentualne zmiany w umowie mają pozwolić przejąć część lub cały teren na własność Totalizatora Sportowego? Jeżeli tak, to jakie Totalizator Sportowy ma plany związane z tym terenem?”.

Odpowiedzi szefów obu resortów być może rzucą więcej światła przede wszystkim na plany inwestycyjne dotyczące zabytkowych torów na Służewcu. Finansowy portal Money.pl pisał pod koniec 2013 r.:

„Hala widowiskowo -sportowa, biurowiec, hotel, obiekty gastronomiczne – tory wyścigów konnych na Służewcu mają zmienić oblicze za sprawą światowych inwestorów. Przedsięwzięcie ma przeprowadzić Totalizator Sportowy wspólnie z partnerami inwestycyjnymi. Będzie ich szukać z pomocą firmy PwC, która ma poszukiwać partnerów branżowych i inwestycyjnych do realizacji projektów związanych z rewitalizacją torów…

Zaplanowane w 2013 r. roboty budowlane dotyczyć będą Trybuny I oraz Trybuny II, stajni, budynków mieszkalnych i budowy stacji PZO (punkt zdawczo-odbiorczy przyłącza energetycznego)…

Cały teren wyścigów został podzielony na 8 obszarów inwestycyjnych…W ramach tej części projektu inwestycyjnego mają powstać hotele, budynki usługowe i mieszkalne, zaplecza, biurowe, wielofunkcyjna hala (z przeznaczeniem na imprezy sportowe, targowe, itp.), lustrzana rozbudowa Trybuny II, stajnie gościnne oraz wieża widokowa…

Jak zapewnia Totalizator Sportowy, funkcje, które zostaną dodane dzięki nowym inwestycjom, sprawią, iż teren TWKS będzie mógł służyć mieszkańcom Warszawy codziennie przez cały rok, a nie tylko w weekendy podczas sezonu wyścigowego, tak jak to miało miejsce do tej pory”.

Niestety, 90 proc. śmiałych planów TS, dotyczących rewitalizacji zabytkowego hipodromu, pozostało na papierze. Wyremontowana została Trybuna I oraz w połowie Trybuna II, o hotelu, biurowcu, wielofunkcyjnej hali i zapleczach usługowo – biurowych szybko zapomniano.

W XXI wieku, po 14 latach zarządzania torem przez TS, trenerzy, właściciele koni i pracownicy stajni chodzą wypróżniać się w krzaki, ponieważ zapomniano również o wyposażeniu służewieckich stajni w tak podstawowe w dzisiejszej cywilizacji pomieszczanie, jakim jest WC. To wystarcza za komentarz.

Źródło: passa.waw.pl

Od redakcji: kolejny przykład niekompetencji i prywaty w działaniach przedstawicieli Totalizatora Sportowego. Nasz portal będzie wnikliwie śledził tą aferę i informował czytelników o rozwoju wydarzeń. Służewiecki Tor Wyścigów konnych to coś innego jak automaty do gry, gdzie również Totalizator nie daje sobie rady, to nasza historia i dobro narodowe. Czy na skutek kolejnego złego zarządzania ma dojść do tego samego, co stało się ze stadniną arabskich koni w Janowie?

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.