Omar Sharif, ruletka i… trup

Juan les Pins, niewielki kurort na Riwierze Francuskiej, słynie nie tylko ze wspaniałej plaży, ale również z niezwykłego kasyna, w którym od lat organizowane są co roku (wczesną wiosną, czyli jeszcze przed sezonem turystycznym) turnieje brydżowe na 500 par. Na jednym z nich – ze 40 lat temu – miałem okazję osobiście poznać samego Omara Sharifa, który okazał się wytrawnym hazardzistą.

Trzeba wiedzieć, że podczas takiej imprezy co dwa rozdania zmienia się rozstawienie par tak, aby każdy spotkał się z możliwie największą liczbą przeciwników. I oto po kolejnej rotacji przy moim stole pojawił się francuski mistrz Paul Chemla oraz… Omar Sharif, którego wcześniej znałem jedynie z ekranu, gdy wspaniale kreował główną rolę w filmie „Doktor Żywago”. Powstało niemałe zamieszanie, bowiem gwiazdorowi towarzyszyło pięć pań (panienek?) przecudnej urody, a wszystkie wpatrzone w Omara jak w ikonę. Widok ten pobudził moją męską ambicję, zapragnąłem być lepszy od Sharifa, przynajmniej w brydżu.

Licytacja niestety przebiegała niemrawo i przeciwnicy, którzy byli w ataku, ustalili mało ambitny kontrakt – trzy karo. W tym anonsowaniu ostatnie słowo należało do mnie. Naturalną reakcją byłby pas. Jednak ku ogólnemu zaskoczeniu dobitnie rzekłem „KONTRA”. Spowodowało to, iż wszystkie kibicujące panie zaczęły się przypatrywać śmiałkowi, który odważył się rzucić wyzwanie ich idolowi. Co więcej, kontra okazała się skuteczna! Omar niezwykle elegancko pogratulował mi ryzykownej decyzji i rzekł serdecznie „Skoro lubisz hazard, przyjdź wieczorem na ruletkę. Ja tam będę…”.

Oczywiście z zaproszenia skorzystałem, a gra w kasynie tak mi się wówczas spodobała, że zajmuje się nią po dziś dzień. Natomiast Sharif, mimo wielkiej sławy i ogromnych pieniędzy (które skądinąd z przyjemnością na hazard tracił), okazał się świetnym kompanem do gry. Właśnie jemu zawdzięczam pierwszą lekcję ruletki. Atrakcyjność tej gry wynika z tego, że postawioną stawkę można zwielokrotnić – dosłownie w jednej chwili – aż 35 razy.

Pierwszy wykład Omara o ruletce był zwięzły i wyjątkowo zdroworozsądkowy. Zapowiedział on mianowicie, że z góry należy porzucić wszelkie nadzieje na odkrycie systemu, dzięki któremu pokonamy ten genialny wynalazek Pascala. Już łatwiej można by wynaleźć perpetuum mobile. Niemniej istnieje szereg sposobów takiego rozmieszczania stawek w ruletce, by znacznie zwiększyć szanse na sukces, choćby tylko chwilowy.

Na dzień dobry, jako początkującemu graczowi, Omar zaproponował mi system określany niezbyt elegancko – „gra na trupa”. Podobno bywa skuteczny, a na pewno jest bardzo prosty w zastosowaniu.

Należy zająć miejsce przy stole i przez jakiś czas jedynie obserwować przebieg gry. Częstokroć
bywa tak, że któregoś z grających prześladuje pech. Stawia na czerwone – wypada czarne. Stawia na czarne – to wygrywa czerwone. Wybiera numery małe – a krupier płaci za duże. Decyduje się na liczby nieparzyste – kulka wpada tylko w takie, które dzielą się przez dwa. Jeśli trwa to czas jakiś, to pora, abyśmy przystąpili do działań.

wygranaWybór jest banalnie prosty – obstawiamy dokładnie przeciwną opcję niż ów nieszczęśnik. On wybiera czerwone i pierwszy tuzin – to my czarne oraz tuziny drugi i trzeci. Decyduje się na liczby małe – nasze pieniądze ryzykujemy na duże. Robimy to konsekwentnie aż do czasu, gdy los się odmieni. Gdy pechowiec zacznie wygrywać, a my tracić, wtedy natychmiast trzeba zrobić przerwę w grze.

Tę metodę można też odwrócić. Gdy widzimy przy stole szczęśliwca, który co by nie obstawił to wygrywa, spróbujmy naśladować jego posunięcia.

Zrozumiałe, że stawki dobieramy według naszych możliwości finansowych. I nawet jeśli będą one najniższe, jakie dopuszcza regulamin, to nie czujmy się zażenowani. Jedną z zalet kasyna jest wszechobecny tam pełny luz – nikt z gości niczego nie musi. Jakiekolwiek indagacje ze strony personelu są wykluczone.

Jerzy Pomianowski – Magazyn E-PLAY

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.