Przegrał grę o życie

W wieku 46 lat zmarł niespodziewanie Philip Seymour Hoffman – znakomity aktor amerykański, laureat Oscara. W oficjalnym komunikacie podano, że przyczyną śmierci było przedawkowanie heroiny. Hoffman od lat zmagał się z wieloma nałogami: był nie tylko narkomanem, ale i lekomanem oraz regularnie nadużywał alkoholu. Natomiast nie był hazardzistą, a właśnie w takiej roli zapisał się w historii światowego kina.

Owszem, lubił karty, ale traktował je wyłącznie jako towarzyską rozrywkę, bez żyłki hazardu. Grywał głównie w brydża, do pokera siadał rzadko. Zupełnie inaczej, niż grany przez niego bohater nakręconego w 2003 r. brytyjsko-kanadyjskiego thillera p.t. „Hazardzista”.

Ten film przedstawia autentyczną historię Dana Mahowny’ego, bankiera z Toronto, który przez wiele lat uchodził za finansowego geniusza, aż okazał się być sprawcą największej defraudacji w dziejach kanadyjskiej bankowości. Ukradł ponad 10 mln. dolarów! Zanim ten szokujący fakt wyszedł na jaw, nikt nie wiedział, że wiceprezes szacownego banku ogarnięty jest obsesją hazardu: grał nałogowo w ruletę i w karty, obstawiał wyścigi konne i zakłady piłkarskie. Realizował swe ciągoty hazardowe zarówno w Toronto, jak i w Filadelfii oraz w Atlantic City.

Philip Seymour Hoffman genialnie wcielił się w tę postać. Wykreował człowieka, którym nie powodowała chęć zdobycia fortuny; pociągało go ryzyko, nie wygrana. Grał dla samej gry, dla dreszczyku emocji i tylko to się dla niego liczyło. A gdy zabrakło mu własnych pieniędzy, sięgnął po fundusze bankowe, bo wszak musiał mieć środki, by grać dalej…
Po premierze filmu krytycy zgodnie wyrazili opinię, że w historii kina nikt lepiej nie zagrał człowieka, który znalazł się w szponach hazardu i nie może się z nich wydobyć.

Tylko wytrawni kinomani wiedzą, że Hoffman debiutował…w Polsce. I to też w filmie o hazardzie! W 1991 r. reżyser Adek Drabiński, który uprzednio 18 lat mieszkał w USA, po powrocie do kraju postanowił nakręcić dramat kostiumowy p.t. „Szuler”. Grali w nim aktorzy polscy (m.in. Jerzy Zelnik, Jan Szurmiej i Jerzy Kryszak), ale znalazła się też rola dla zupełnie nieznanego jeszcze wówczas, początkującego nowojorskiego aktora Philipa Seymoura Hoffmana. Zagrał stangreta, sługę głównego bohatera opowieści, karcianego hochsztaplera barona Rudolfa de Seve. Hoffman miał tu m.in. bardzo piękną scenę erotyczną z Ewą Gawryluk.

Artyści grający w „Szulerze” zapamiętali go jako skromnego, sympatycznego młodzieńca. Wspominają też, że po pracy na planie Hoffman namiętnie grał w brydża z kolegami aktorami. Grali na pieniądze, ale stawki były niskie, nie żaden tam hazard…

Andrzej Klewszczyński

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.