Walka rządu z hazardem

W 2010 roku w życie weszła nowelizacja ustawy o grach hazardowych. Wprowadzona na szybko, w zasadzie jedynie po to żeby zatrzeć przykre wrażenie powstałe po pewnych spotkaniach na cmentarzu. A może raczej rozchodziło się o udowodnienie, że mimo żenujących wybryków posła Sekuły na komisji śledczej (rozmowy z pustymi krzesłami delikatnie rzecz ujmując nie są oznaką zdrowia psychicznego) rząd w tej materii coś jednak robi?

Niezależnie od intencji, Donald Tusk poszedł na wojnę z hazardem. W identycznym stylu jak poszedł na wojnę z dopalaczami – głośno i na pokaz, z opłakanymi skutkami, raz jeszcze pokazującymi jak kiepskim pomysłem jest polityka obliczona na doraźne efekty sondażowe.

Żeby zagrać w takiego pokera na przykład – musisz wybrać się do kilkunastu kasyn w Polsce. Na żywo i w Internecie masz zakaz. Rzeczone kasyna wprawdzie mogą organizować turnieje, ale – tu niespodzianka – nie dość, że są one podwójnie opodatkowane (płaci kasyno, płaci gracz – i to niezależnie od tego czy wygra czy nie) to jeszcze trzeba się ubiegać o pozwolenie Ministerstwa Finansów, godzinami udowadniając urzędnikom że naprawdę nie jest się członkiem mafii hazardowej, albo że widniejące w dowodzie osobistym imię Ryszard (opcjonalnie Zbigniew) naprawdę nic nie znaczy. Dlatego hazardziści uciekają do podziemia, albo wyjeżdżają do innych, przyjaźniejszych im krajów – prym wiedzie zwłaszcza Malta.

Czytaj całość na: trescharchi.salon24.pl

O Autorze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.